Kilka słów o mnie

Byłem ministrantem, harcerzem, żeglarzem, modelarzem lotniczym, lekkoatletą, asystentem na Politechnice Wrocławskiej, po Marcu '68 także więźniem komuny.

W 1971 r. życiowe wybory związały mnie z Jelenią Górą. Byłem głównym projektantem jej planu ogólnego. Ówczesna ekologiczna degradacja tych ziem, była impulsem do udziału w obywatelskim ruchu ekologicznym. Odbyłem roczny staż urbanistyczny w Hanowerze, potem studialny pobyt w Meksyku. Od 1977 roku jestem kustoszem Dworu "Czarne". Poza jego uratowaniem od zagłady, mój życiowy dorobek to: rekord Dolnego Śląska juniorów w dysku, kilkanaście nagród i wyróżnień w konkursach urbanistycznych, współorganizowanie Euroregionu Nysa, pierwszej transgranicznej wspólnoty na obszarze byłego bloku wschodniego. Cenię sobie tytuł Człowieka Roku '2006 uzyskany w plebiscycie "Nowin Jeleniogórskich".

Marzy mi się współczesna odmiana pozytywizmu.

Jestem żonaty, mam czwórkę dorosłej dziatwy i sześcioro wnucząt.

Podziel się z innymi

| |

WSZECHNICA DWÓR CZARNE - projekt ważny i ciągle aktualny (2)

2018-04-20 15:23
Zabytek który ma służyć innym zabytkom.

Koncepcja wszechnicy o konserwatorskim profilu rychło zyskała uznanie i poparcie z wielu stron. W przypadku środowisk i instytucji związanych z tą branżą pozytywne sygnały i życzliwe słowa płynęły ze wszystkich poziomów, od jeleniogórskiej delegatury Urzędu Ochrony Zabytków, przez Konserwatora Wojewódzkiego na Ministerstwie Kultury kończąc.
We wrześniu 1998 r., gdy już wiedzieliśmy, że projekt Fundacji Kultury Ekologicznej znalazł akceptację głównego grantodawcy, tj. Komisji Europejskiej (o co m.in. skutecznie zabiegał prezydent Euroregionu Nysa i ówczesny poseł Marcin Zawiła), wizytę w Dworze Czarne złożyło grono VIP-ów, m.in. z przedstawicielem unijnej centrali Jean'em Trestour oraz przedstawicielem rządu, generalnym konserwatorem zabytków, prof. arch. Andrzejem Tomaszewskim, wtedy w randze wiceministra kultury. Kim był ś.p. prof. Tomaszewski dobrze wiedzą nie tylko polscy konserwatorzy, bo był autorytetem niezwykle cenionym także w Radzie Europy. W toku spotkania mieliśmy okazję zaprezentować doświadczenia związane z uratowaniem oraz postępującą rewaloryzacją Dworu i przedyskutować założenia "flagowego" projektu FKE - placówki mającej szkolić podstawowe kadry dla ochrony i renowacji zabytków. Była to dyskusja ważna a dla nas wielce krzepiąca.
W finale tej wizyty w kronice zamkowej znalazły się wpisy znakomitych gości, w tym taka oto myśl wyrażona przez profesora Tomaszewskiego:
"Dołączam moje gratulacje z powodu tego, co już osiągnięto i życzę, ażeby projekty ziściły się dość prędko, ale mądrze i pięknie. Zamek musi żyć i znaleźć nowy wyraz życia. Symboliczny jest pomysł, aby jeden zabytek przywrócony do życia miał funkcję służącą przywracania go innym, licznym i cennym zabytkom Śląska.
(-) Andrzej Tomaszewski , 12. września 1998."
Nic dodać, nic ująć, nie uważacie Państwo ?...

img



Można tylko wyjaśnić, że jeśli projekt nie ziścił się "dość prędko" jak nam profesor życzył, to przyczyny nie leżały po stronie naszej Fundacji. Przyznany nam w roku 1997 unijny grant 2,75 €, rozpisany był na trzy transze, a te niestety unijna biurokracja uruchamiała z 2-letnimi poślizgami. W latach 1999-2001 mogliśmy wykorzystać tylko dwie transze w łącznej wysokości 1,375 €. Łącznie z obligatoryjnym rządowym udziałem własnym (ok. 2,5 mln zł) nawiasem mówiąc także z trudem wywojowanym i mocno opóźnionym, nie dało to możliwości skończenia rewaloryzacji Dworu w pełnym zakresie. Tym niemniej, w roku 2006 obiekt był już w 60 % wyremontowany i, choć jeszcze nie na całej powierzchni, to z powodzeniem podjął funkcjonowanie, stając się nową placówka kulturalną Jeleniej Góry, miejscem licznych spotkań, szkoleń i wydarzeń, a także coraz popularniejszą atrakcją turystyczną.

Tak więc po dziesięcioleciach martwoty Dwór Czarne znów zatętnił życiem, co wielu jeleniogórzan pamięta. Poniższe zdjęcia (patrz foto-galeria), a to tylko przykłady, świadczą o tym wymownie.

Pytanie o model WSZECHNICY

Dwór żył a równocześnie konsekwentnie realizowaliśmy z partnerami, także zagranicznymi, projekty szkoleniowe, trwały studia, analizy i konsultacje, w sumie: intensywna praca nad modelem Wszechnicy. Dla takiego zamierzenia dobrych, całościowych wzorców w kraju nie było.
Właściwie i dziś ich nie ma, choć... czy na pewno?
Bo jednak można, ten i ów pewnie z nostalgią, wspomnieć odległe już czasy, gdy w PRL-u istniał i niezgorzej prosperował państwowy monopolista od zabytków, jakim były rozsiane po kraju oddziały Pracowni Konserwacji Zabytków. Był to nie tylko monopolista na kraj. Także - o czym jakby mało się pamięta - jeden z filarów PRL-owskiej oferty eksportowej. Musiała to być oferta dobrej jakości, skoro do dziś polska szkoła konserwatorska cieszy się w różnych krajach zasłużoną renomą, jeszcze z tamtych lat. Warto zatrzymać się nad tym, czym wtedy były tak zwane PKZ-ty? I co było podstawą ich niezłej prosperity? Otóż były specjalistycznymi przedsiębiorstwami, łączącymi w swych profilach trzy współbieżne i wzajemnie służebne kierunki działania w dziedzinach: 1) - diagnostyki konserwatorskiej, inwentaryzacji, studiów i projektów, 2) - zawodowego kształcenia konserwatorskiego narybku, wreszcie 3) - bezpośredniego wykonawstwa remontowo-budowlanego ale też wąsko specjalistycznego. A niezwykle istotną przesłanką tego, iż ten segment peerelowskiej gospodarki dobrze zapisał się w tamtych dziesięcioleciach, był tzw. czynnik ludzki. Bo mówimy o latach, gdy byli jeszcze czynni przedwojenni mistrzowie różnych tradycyjnych fachów, solidni rzemieślnicy z ich wiedzą i umiejętnościami, z rzemieślniczym etosem a nieraz z wianem rodzinnych tradycji w danej specjalności. Gdy kontynuowanie tych tradycji nie wchodziło w rachubę (słowo "prywaciarz" było stygmatyzującym ideologicznie epitetem) praca w PKZ-tach była dla takiego fachury jedyną sensowną opcją. Zwłaszcza gdy to był nie tylko fachowiec, ale też - co raczej było regułą - także pasjonat swojego zawodu. Obok innych przedwojennych specjalistów, także utytułowanych akademików, to właśnie ci rzemieślnicy, mistrzowie swoich fachów, byli gwarantami jakości oferty PKZ-tów, a przy tym byli tymi, przy boku których mógł powstawać młody narybek w tzw. zawodach około-zabytkowych.
Jak się historia potoczyła, na ogół wiadomo.
Gdy wraz z przełomem dziejowym do historii przeszła także epoka pekazetów, wytrawni fachowcy bez problemów znaleźli swoje miejsce spełnień zawodowych. Szybko wchłonął ich prywatny segment usług eksperckich i nowe wykonawstwo konserwatorsko-renowacyjne. Te biznesy się kręcą, firmy działają i na ogół mają się nieźle.
Ale trzeci, równie ważny przecież człon aktywności PKZ-ów, jakim było kształcenie podstawowej rzemieślniczej kadry dla zabytków, okazał się - jak to z edukacją bywa - komercyjnie nieciekawy, bezpański i zapadł się w niebyt. I ten stan rzeczy trwa nieprzerwanie. Niestety...

Czy model PKZ-towski to już tylko muzyka przeszłości?
Raczej tak, bo zewnętrzne realia są radykalnie inne niż wtedy. Tym niemniej, w dyskusjach nad koncepcją WDC i jej statutem nieraz do lat PKZ-ów i do tamtych doświadczeń nawiązywano, bo w tym co najważniejsze t.j. w kompleksowo pojętej misji wobec zabytków, on się sprawdził.

Nasze atuty

Projekt WDC został wdrożony przez grono osób, które miały do niego pełne przekonanie. Zły los sprawił, że po dwóch latach inicjatywa ta padła. I to wtedy, gdy kończył się etap rozruchu i były spełnione kluczowe warunki pełnego startu Wszechnicy. Stało się tak w efekcie brutalnej dewastacji nie tylko tego projektu, lecz w ogóle wszystkiego co tworzyło dorobek i strategię Fundacji Kultury Ekologicznej. Wobec niej samej w roku 2012 ówczesne kierownictwo przyjęło... opcję "anihilacyjną"! Ta, jak wiemy, nie wypaliła, ale niestety udało się niszczycielom spowodować wieloletnią, trwającą do dziś blokadę także tego, "flagowego" projektu Fundacji.

Jak dziś można oceniać szanse powrotu do tamtych zamierzeń?
Bez wchodzenia w subtelności analizy SWOT (słabe strony vs mocne strony oraz szanse vs zagrożenia), należy stwierdzić, że w sprawie projektu WDC jest nadal zdecydowanie więcej argumentów za niż przeciw. Niektóre z nich wymieniłem w pierwszym artykule. Są dalsze. Przede wszystkim cennym atutem jest wieloletnie doświadczenie FKE w sferze szkoleń, stażów, praktyk zawodowych i różnych form wymiany doświadczeń odbytych w ramach placu budowy. Trudno byłoby dziś wyliczyć ilu fachowców i o jakich specjalnościach, w różnych okresach pracowało przy tym zabytku. Nie zawsze, ale bardzo często roboty te pozwalały tworzyć klasyczny układ mistrz + uczeń. Nie mówiąc o tym, że tymi uczniami byliśmy stale my sami, cały wolontariat FKE (przykłady - patrz foto-galeria).

Szanse powrotu do przerwanych działań wydają się być znaczne.
Po pierwsze dlatego, że sojuszników bynajmniej nie ubyło.
Do szczególnie znaczących należy Stowarzyszenie Genius Loci, które powstało w grudniu 2008 r. w Muzeum "Pałac Wilanów", a niżej podpisany miał honor być jednym z jego współzałożycieli. Jest to ogólnopolska organizacja osób profesjonalnie, ale i po obywatelsku, zaangażowanych w sprawy ochrony i pielęgnacji dziedzictwa kultury. Zarząd SGL zna Dwór Czarne i nieraz wyrażał troskę o jego los, kierując swoje opinie także do jeleniogórskiego ratusza. Jeden z liderów tego środowiska dyrektor wilanowskiego Muzeum Paweł Jaskanis, znawca i orędownik tematyki rzadkich i ginących zawodów służebnych wobec zabytków, objął funkcję przewodniczącego Rady Programowej Wszechnicy Dwór Czarne. A ona, jak sam ten zabytek, z konieczności pozostaje dziś w stanie pasywnym.
Lista sojuszników a także dotychczasowych partnerów jest dość długa. Możemy liczyć na Dolnośląską Izbę Rzemieślniczą Małej i Średniej Przedsiębiorczości, Katedrę Historii Architektury, Sztuki i Techniki Politechniki Wrocławskiej, na trójstronną grupę roboczą Euroregionu Nysa "Ochrona Zabytków", na zaprzyjaźnione placówki o "zabytkowych" profilach po stronie saksońskiej i czeskiej. Świeżym przykładem są kontakty z utworzoną w Jabloncu nad Nisą niewielką Szkołą Rzemieślniczego Mistrzostwa, mającą jeszcze wąski konserwatorski profil (parkieciarstwo) ale też własne metody edukacji zawodowej, potwierdzone znaczącymi sukcesami, m.in. na ostatnich Targach BUDMA w Poznaniu.

Co dalej?

Przedstawione informacje nie wyczerpują, rzecz jasna, tematu.
Jeśli przyjąć że może nie jest on interesujący dla szerokich kręgów moich rodaków, to nie znaczy to, że nie jest godny publicznego przypomnienia.
Reaktywowanie starań o utworzenie jeleniogórskiej Wszechnicy to potencjalność, której zmarnować nie wolno.
Żywię nadzieję, że nie tylko ja tak uważam.

Na koniec wklejam stronę tytułową dokumentu sprzed 9 lat.
Komentarz chyba zbyteczny poza dodaniem, że pokazuję statut WDC jeszcze z fazy projektu. W redakcji, którą przedstawił wtedy ś.p. Tadeusz Popowicz, statut został przez Zarząd Fundacji Kultury Ekologicznej przyjęty, a nowa placówka - jako niepubliczny zakład edukacji zawodowej - została zarejestrowana w tut. Wydziale Oświaty. Nie pokazuję wersji finalnej statutu tylko dlatego, iż archiwalia Fundacji są ciągle niedostępne.

img



Szanowni Goście tego forum, temat Wszechnicy będzie na publiczną wokandę powracał.
Liczę na to.
Jeżeli kogoś z Was udało mi się tą sprawą zainteresować, byłbym bardzo rad.
Zachęcam do monitorowania losów tego bezsensownie "zahibernowanego" projektu.

Wszelkie uwagi, pytania, istotne informacje oraz Wasze sugestie drodzy Państwo, jak najmilej widziane !...


Pozdrawiam
Jacek Jakubiec

(dokończenie nastąpi)

Galeria


Komentarze

To Ja @ 92.11.239.*

wysłany: 2018-04-23 23:07

Nie wszyscy wielcy już przestali grać - Halina Frąckowiak
Ewa Jankowska

Jacek Jakubiec @ 37.248.164.*

wysłany: 2018-04-24 07:46

Suplement w kontekście podmiotów partnerskich WDC.
Czy kooperacja z Wszechnica nie byłaby do rozważenia przez cieplicki Zespół Szkół Rzemiosł Artystycznych? Ot, luźna refleksja...
A juz na pewno sensu nie straciła koncepja sygnalizowana mi kiedyś (krótko przed fundacyjnymi aferami) przez Muzeum Karkonoskie. Ta znakomita placówka nie ma działu rzemiosła! Bo nie ma miejsca. Zbiory do przyszłego działu rzemiosła zalegają tam ponoć piwnice i magazyny.
Aż się prosi, aby w przyszłym kompleksie architektonicznym DWORU i d.folwarku (dziś to pejzaż ruin, rozpaczliwy koszmar) przewidzieć dział MK poświęcony popularyzacji tradycji rzemieślniczych regionu. Znakomite wzmocnienie misji zawodowo-edukacyjnych Wszechnicy, takie synergie doborze się sprawdzają. Kompleks folwarczno-dworski na Czarnem, to docelowo 12-15 tys. m.kw. pow.do zagospodarowania.
Czy nie taki powinien być kieruj

Jacek Jakubiec @ 46.169.22.*

wysłany: 2018-04-24 18:05

Suplement do suplementu.
Tak to jest, gdy się pisze na szpitalnym łożu na małym komunikatorku.
W końcówce Wyszła niedoróbka, więc podaję ostatnie zdanie już pełne:
CZY NIE TAKI POWINIEN BYĆ KIERUNEK MYŚLENIA O CZARNEM, KTÓRE - JAK JUŻ PISAŁEM - MA BYĆ CHLUBĄ JELENIEJ GÓRY?

Wiśka @ 178.43.255.*

wysłany: 2018-04-28 18:24

Całym sercem popieram Twoje zamierzenia. Chcę wierzyć, że horror trwający we Dworze wkrótce się skończy i że będzie można powrócić do wdrożenia działalności Wszechnicy.
Trzymam kciuki i - wszystkiego najlepszego!

JJ:
Dzięki Wisiu !
To bardzo ważne, jako że jest to opinia Kogoś doświadczonego z tej branży.

Wpisz swoje imię, pseudonim:

Wpisz treść: