Polska Anno Domini 2018 - o co chodzi?
Mój poprzedni artykuł przyniósł w większości komentarze dalekie od tematu (pisałem o grzebaniu się w post-esbeckich kwitach), mimo to zarówno materia jak i poziom dyskursu każą odnieść się do niego z powagą i z uznaniem dla wypowiadających się. Chodzi o całą sferę spraw związanych z polskim sądownictwem. To temat super-gorący i zapewne jeszcze długo tak będzie. Grono komentatorów jest kameralne. Chyba niewielki jest też krąg czytelników tych komentarzy, ale tak to już jest, że żywot tematów wnoszonych przez blogerów bywa krótki, bywalcy forum się wykruszają. W tym przypadku to szkoda, bo wypowiedzi (niektóre bardzo obszerne), nieważne że anonimowe, to głosy jeśli nie profesjonałów, to w każdym razie autorów w tematyce prawniczej zorientowanych i bardzo poważnie te niełatwe sprawy traktujących.
Jako gospodarz forum, chcę zwrócić uwagę jego PT Gości, że ten dyskurs trwa nadal i warto śledzić tamte komentarze. Miałbym tylko prośbę, by ewentualne dalsze głosy o systemie trójwładzy, o trybunałach, sądach, prawodawstwie etc. zamieszczać nadal pod poprzednim artykułem.
Tu i teraz proponuję inny temat.
Myślę, że wręcz kluczowy dla obywatelskiej refleksji na temat: o co dziś w Polsce, tak naprawdę, toczy się spór?
Ten temat też pojawił się w sekwencji tamtych komentarzy, ale uznałem że zasługuje na wyodrębnienie i potraktowanie autonomiczne.
Nie rozwijam go, lecz przywołam fragmenty paru wypowiedzi jakie znalazły się pod poprzednim artykułem. Dwie są mojego autorstwa.
* * *
Jacek Jakubiec (2018-07-28 22:50)
To będzie polityczne credo gospodarza forum.
(...)
Jest sobota (za nami ekstraordynaryjne doświadczenie z obserwacją zaćmionego księżyca) i czytając raz jeszcze wpisy panów Wieńczysława, Buńka, Jana, pomyślałem, że jednak się tu wtrącę. Jeśli nie merytorycznie, to przynajmniej z moim krótkim politycznym credo.
Skłaniają mnie do tego wpisy, że robię za propagandową tubę PiS-u, pytania "Panie Jacku, czy Panu nie wstyd...?", etc. No więc odpowiadam, że mi nie wstyd.
Dlaczego?
Czuję się zwolniony z gruntownych wyjaśnień, bo dwa lata temu już to tutaj zrobiłem. Myślę o artykułach "Kibicuję Pani Beacie" (26.05.2016) a potem "O dobrej zmianie raz jeszcze" (21.07.2016).
No, ale minęły dwa lata! Życie polityczne galopuje a jako że tylko krowa... itd., coś mogło mi się odwidzieć. Otóż nie, ekipa od dobrej zmiany nadal ma moje zdecydowane wsparcie.
Kluczowe argumenty są powszechnie znane, ale podam je tu w aktualnej, własnej optyce.
W dużym skrócie, rzecz jasna.
Otóż scheda po poprzednikach obecnej ekipy jest taka, że w wielu dziedzinach trwa wysyp ujawnianych co i rusz mniejszych czy większych grzechów i afer, dowodów niezborności aparatu państwa dziś już oczywistej. Tak oczywistej, że wręcz dziwi, jak to państwo mogło funkcjonować! Toż nie kto inny, jak jeden z ministrów platformerskiego rządu zdiagnozował ten stan rzeczy w dosadnych frazach, że "państwo jest teoretyczne" i w ogóle ""ch... d... i kamieni kupa". Nawet jeśli diagnoza była postawiona w zakrapianych okolicznościach gastronomicznych, to przecież była boleśnie trafna. Czyż nie ?...
W wyborczym roku 2015 społeczeństwo o tym wszystkim wiedziało dużo mniej niż dziś, mimo to obraz polskiej rzeczywistości był już na tyle jasny, że poprzednicy usłyszeli bardzo wyraźne "panom już dziękujemy". Była to nie tylko sankcja za marne efekty ośmioletnich rządów, choć to też!, ale przede wszystkim przejaw całkowitego braku wiary, że może warto pokazać tej formacji jeszcze nie czerwoną a na razie żółtą kartkę, na zasadzie że chłopcy chcieli dobrze, tylko im trochę nie wyszło. Że teraz to już nie będzie żadnych ambergoldów, mafii od nieruchomości, VAT-u czy innych, że teraz sądownictwo już się samo oczyści, etc. Czy można było im wierzyć? Komu?! Czy np. ministrowi od narodowej kasy, który tonem eksperckiej wyroczni kategorycznie twierdził że "na to pieniędzy po prostu nie ma!" (koniec cytatu), a który dziś powinien zjeść własny język?
Tak to wyglądało i ktoś ten cały (dzieci nie słuchajcie!) burdel musiał wreszcie posprzątać.
No i sprząta. Wyraźnie z coraz lepszym skutkiem! Że nie bez błędów, potknięć i wpadek? To prawda, ale ciągle bez takich porażek, które podważałyby moją sympatię i zaufanie do tej ekipy.
A kim są dzisiejsi zwolennicy mało ambitnej opcji "żeby było jak było'? Poza znanymi frontmenami opozycji totalnej, Polacy od wczoraj znają jej nową twarz. Myślę o młodym osobniku z wyraźnym ADHD, który uwziął się aby sprowokować rówieśnika w policyjnym mundurze. Nie udało mu się. Takie zachowanie, jakie ów bojownik o... (no właśnie, po prawdzie nie wiem o co?...) z wigorem demonstrował, kontent chyba że go nagrywają, lud prosty diagnozuje określeniem "panie, on jest psychiczny".
No dobra, to przypadek skrajny. Ale co myśleć o super-autorytecie, który wybrał się (na szczęście bez spluwy) aby manifestować pod Sądem Najwyższym? Chętnie znów stanąłby jak kiedyś na czele milionów rodaków, troszczących się o przestrzeganie konstytucji i o praworządność. Tak jak on sam się troszczy. Szczerze, ciągle z Matką Boską w klapie. Ale, ale... czy aby wtedy gdy robił za ojca narodu, nie uczył Polaków jak falandyzować prawo? Rzec można: uczył i nauczył więc o co ten krzyk?
Upraszczam, ironizuję...
Polska rzeczywistość AD 2018 to jednak temat bardzo ale to bardzo poważny.
Moje powyższe retrospekcyjne konstatacje to też skrót myślowy. Wywody dalece niepełne, bo polska rzeczywistość jest pełna niewiadomych, w istocie nie do ogarnięcia. W wyborach jakich dokonujemy, często przychodzi oprzeć się na intuicji. Ja z przekonaniem, tyleż intuicyjnie co rozumowo, opowiadam się po pisowskiej stronie narodowych sporów. Z tego próbowałem tu się wytłumaczyć, co uważam za swoją powinność, zwłaszcza wobec tych bliźnich, znajomych, przyjaciół także członków rodziny z którymi zdarza mi się toczyć polityczne spory. Bywa że rozstajemy się pozostając każdy przy swoim zdaniu, ale nie przestając się szanować a nawet lubić.
Na zakończenie temat szczególny. Trudny. Żeby nie było za słodko.
Mam pewien dylemat poznawczy, na który odpowiedzi nie znajduję. Może ktoś pomoże? Zastanawia mnie dość liczne grono aktorów wspierających "totalsów", a zwalczających pisowską formację Dobrej Zmiany. Niektórzy/niektóre z nich czynią to wręcz z dużą ostentacją, rozumiem więc że i z dużym osobistym przekonaniem. A mowa tu o artystach niekiedy wybitnych i popularnych, których kunszt aktorski Polacy od lat podziwiają. Jak to jest że ludzie dysponujący z reguły ponad przeciętnym potencjałem wrażliwości duchowo-emocjonalnej, często też erudycji i intelektu, wspierają w istocie formację, która na to coraz mniej zasługuje?
Czy może jest tak, że to postawy nie tyle za P.O. czy Nowoczesną, co przeciw demonicznemu "Kaczorowi" i jego PiS-owi?
Ten dylemat można odnieść do niektórych innych artystów, naukowców, pisarzy, o żurnalistach nie mówiąc, ale aktorzy, to przecież branża szczególnie rzucająca się w oczy. Oni nie chcą faszyzmu, szowinizmu, niszczenia państwa, satrapii, dyktatury... Ależ ja też nie chcę !
Coś mi tu nie pasuje...
* * *
Wieńczysław (2018-07-29 01:25)
Tę ostatnią kwestię, zgadzam się, że bardzo intrygującą, postaram się Panu Jackowi wyjaśnić, na ile mogę, bo oczywiście nie jest to wynik jakichś badań, lecz moja subiektywna teoria. Otóż tzw. bohema artystyczna w dużej większości popiera opozycję, a nie PiS dlatego, że PiS kojarzy im się z narodowo-katolickim zaściankiem, którego szczerze nie cierpią. Sądzę, że w drugiej połowie XX wieku (chyba nie tylko w Polsce i nie tylko w wyniku działania komunizmu) został zmieniony paradygmat w kulturze. Wcześniej kultura miała wzmacniać pewne wartości, stać na ich straży, uwypuklać to, co dobre, tradycyjne, i to co wymaga od jednostki pewnego poświęcenia i wyrzeczeń na rzecz takich wartości jak ojczyzna, naród, państwo. Od pewnego trudnego do uchwycenia momentu nastąpił zwrot w kierunku indywidualizmu, liberalizmu, a więc: od tej pory ważna stała się jednostka, jej dobro, jej zadowolenie. W tym paradygmacie to co wspólnotowe, to co wiąże się z tradycyjnie wyznawanymi wartościami, z religią itp., jest postrzegane jako opresyjne i jako takie stanowi przedmiot dekonstrukcji, nieustannego kwestionowania i podważania, a w końcu odrzucenia, w ramach tzw. emancypacji jednostki. Myślę (choć nie badałem tego zbyt wnikliwie), że jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym te tendencje się krzyżowały, a nawet potrafiły współistnieć w pewnej zgodzie. Na przykład Witkacy na pewno stawiał na wolność jednostki, jego styl życia to potwierdzał. A jednak koniec jego życia świadczy o tym, jak bardzo świadomy był faktu, że pewnego zakorzenienia we wspólnocie nie da się wyplenić, że jednostka silnie uzależniona jest od tego, w jakim otoczeniu, w jakim społeczeństwie funkcjonuje.
Później było już tylko gorzej, bo zarówno komunizm w tzw. bloku wschodnim, jak i demokratyczny liberalizm na Zachodzie, przeorały umysły znacznej części elit, a jak wiemy m.in. ze znakomitej pracy prof. Ryszarda Legutki "Triumf człowieka pospolitego", między tymi ideologiami istnieje silne powinowactwo. Skutkiem tego był wspomniany zwrot w kierunku indywidualizmu i hedonizmu, czyli w skrócie: ma nam się żyć wygodnie, mamy się rozwijać gospodarczo i korzystać z dobrobytu, religię należy odrzucić jako niepotrzebne zabobony, warunkiem pomyślnego rozwoju jest absolutna wolność jednostki w każdej sferze: seksualnej, artystycznej itd. (oczywiście dopóki nikt ewidentnie nie szkodzi drugiemu). Każdy niech robi co chce, niech przyjmuje własny styl życia, szuka własnej drogi, niech eksperymentuje, próbuje wszystkich smaków, nie ogląda się na autorytety, tradycję, bo te są omylne i zwodnicze, prowadzą do opresji, nie pozwalają na wyzwolenie naszego potencjału twórczego.
Wszystko, co stoi na drodze do tego nowego wspaniałego świata: instytucje, Kościoły, tradycyjne sposoby społecznego funkcjonowania, konserwatywne systemy etyczne, należy odesłać do lamusa, a jeśli będą stawiały opór - walczyć z nimi.
Szczególnie stało się to udziałem artystów, ponieważ oni potrzebują jak nikt inny wolności do tego, aby mogli w nieskrępowany sposób spełniać się artystycznie.
Ponieważ jednak w całej kulturze zachodniej po II wojnie światowej zapanowało zwątpienie w dotychczasowy paradygmat kulturowy, artyści zamiast "budowania" zaczęli "niszczyć" - w takim sensie, że syntezę zastąpili analizą, kompozycję - dekonstrukcją. Skoro dotychczasowa zasada, na której przedsiębrano różne działania artystyczne wzięła w łeb, bo niczego wartościowego na tym nie zbudowano, kultura zachodnia niejako się posypała (taką tezę stawiali intelektualiści z tzw. szkoły frankfurckiej), a wyjścia z tej sytuacji zaczęto szukać w radykalnym indywidualizmie.
Bo generalnie trzeba przyznać, że to jest łatwiejsze i korzystniejsze: nie muszę niczego tworzyć, mogę niszczyć, a to też będzie uznane za sztukę, za element jeśli już nie kultury, to modnej kontrkultury. Czyli przyczyną tego zjawiska, o którym Pan pisze, moim zdaniem jest łatwizna.
(...)
A wniosek, jaki wyciągnięto, bardzo niepokojący, pozostaje aktualny do dziś: życie i świat jest bez sensu - o tym właśnie bardzo często wspomina w wywiadach Emilian Kamiński, dyrektor teatru "Kamienica" - według niego sztuka dzisiaj lubi udowadniać swemu odbiorcy, że życie nie ma sensu, on zaś chce go od tego przekonania odwieść i pokazać jasne strony życia.
Teraz już wiemy, dlaczego Emilian Kamiński kojarzony jest bardziej z konserwatywno-pisowskimi zapatrywaniami, aniżeli z celebrycko-lewicowo-peowskim półświatkiem. Klaruje się tutaj odpowiedź na Pana podstawowe pytanie. Aktorzy sprzyjają PO, a atakują PiS, dlatego że PiS opowiada się za obroną/przywróceniem/ocaleniem pewnego kanonu tradycyjnych wartości, a oni tego nie chcą, bo według nich człowiek demokratyczno-liberalny, w pełni wolny, pozwalający sobie dokonywać różnych prowokacji względem pewnych wytypowanych instytucji, wolny od nakazów i zakazów tradycyjnego społeczeństwa reprezentuje pewien wyższy typ człowieka - bardziej szlachetnego, bardziej inteligentnego, bogatszego, takiego ideału, do którego wszyscy chcielibyśmy dążyć. To jest łatwiejsze i korzystniejsze, wiąże się i kojarzy się z wieloma profitami na wielu płaszczyznach.
Trzeba też pamiętać, że ludzie - odbiorcy sztuki też lubią, gdy im artysta pokaże, że jednak można robić coś, czego dotychczas nie można było. To też kusząca perspektywa. Na takim przekazie można na pewno więcej zarobić, niż na byciu wiernym jakimś tradycyjnym zasadom moralnym.
Ale to chyba niejedyny powód, bo przecież dlaczego niby liberalizm/libertynizm itp. miałby stać w sprzeczności z patriotyzmem? Jedno nie musi wykluczać drugiego. Są przecież zachodni artyści, którzy kwestionując tradycyjną kulturę, zachowują pełną lojalność wobec swojego kraju i głosują na partie kierujące się jego interesem.
Moim zdaniem za prawidłowe należałoby uznać wyjaśnienie na podstawie teorii wskazującej na neokolonialny status III RP. Najlepiej pokazują to wypowiedzi różnych znanych osób: Juliusza Machulskiego, który o Polsce wyraził się jako o "średnio ważnym kraju", Władysława Bartoszewskiego ("brzydka panna bez posagu") i wielu, wielu innych, które Polskę postrzegają jako grajdół, którym rządzi dyktator z Żoliborza do spółki z Rydzykiem. Polska w ich wyobrażeniu jawi się jako nic nie znaczący, zapyziały kraik, godny pożałowania, "Pokraj" - jak to głosi tytuł niedawnej książki Saramonowicza, "Pokraj" - czyli pokraczny kraj; Polska stara, brzydka, bezzębna, "Polska jako wściekłe niemowlę" - tych różnych często niezbyt mądrych zdań mógłbym cytować bez liku, jest tego cały niekończący się ciąg i mógłbym tutaj się poczuć jak bohater filmu "Człowiek, który śpi" - będący w ciężkiej depresji, który pod koniec widzi ludzi jako potwory, które go prześladują - dokładnie w taki sposób jesteśmy bombardowani tezami o tym, jaka Polska jest beznadziejna, jacy Polacy są durniami, niezdolnymi do niczego sensownego.
Przypomina się książka skądinąd publicysty "Gazety Wyborczej" pt. "No dno, po prostu jest Polska", który to prześledził całą tradycję antypolskich utyskiwań, których autorami byli sami Polacy, bo tak się składa, że nikt tak źle o Polsce nie sądzi, jak sami Polacy.
Jak z kolei opisuje to wspomniany już Ryszard Legutko w "Eseju o duszy polskiej" - trudno się dziwić tym narzekaniom, jeżeli Polska przeżyła tak ogromne tragedie w XX wieku - II wojna światowa, powstanie warszawskie, lata stalinizmu, kolejne nieudane "miesiące", a potem zdradę elity solidarnościowych, ułomną, postkomunistyczną III RP i inne nieprzyjemne historie, a do tego stała się polem neokolonialnej ekspansji Zachodu. Polska w jego metaforze przypomina inwalidę, ubezwłasnowolnionego, który żyje niejako z łaski Zachodu. Trochę podobnie sytuację opisuje Dariusz Karłowicz - "Polska jako Jason Bourne" - człowiek, który stracił pamięć i nie wie, kim jest, choć zachował wszelkie przymioty, które w przeszłości czyniły go skutecznym w działaniu i silnym.
Trudno się więc dziwić, że takiego aktora, którego jako tako obeznają z historią i literaturą, ta polskość odrzuca, bo kojarzy mu się z porażką, bezsensem i bagażem kulturowym wprost nie do zniesienia (te same głosy mogliśmy przeczytać w eseju Donalda Tuska dla "Znaku" z 1987r. - "brzmię, którego nie bardzo mam ochotę dźwigać"). Z drugiej strony bycie aktorem, humanistą i artystą, który do pewnego stopnia musi liczyć się z odbiorcami, wiąże się z tym, że nieuniknione jest pewne odniesienie się do dziedzictwa polskiej kultury. Ale żeby nie podtrzymywać tego złego, co prowadzi do porażki, artysta musi dać nową odpowiedź na tradycyjną kulturę i tą odpowiedzią jest Europa, Unia Europejska, Zachód, nowoczesne trendy, które stamtąd przypływają. Wystarczy przypomnieć sławną wypowiedź Jerzego Stuhra: och, jak ja bardzo się starałem za wszelką cenę zostać Europejczykiem, jak ja się wstydziłem tej Polski. Tacy aktorzy jak właśnie jeden i drugi Stuhr, Marek Kondrat, Magdalena Cielecka, Jacek Poniedziałek, traktują tradycyjną Polską kulturę, związaną z Kościołem, a także zwykłych Polaków - katolików, z pogardą, bo wg nich tylko człowiek ukształtowany wg europejskich, nowoczesnych standardów lewicowo-liberalnej poprawności spełnia pewien ideał humanizmu i stanowi remedium na niski status Polski na arenie międzynarodowej, także w kulturze. W tej optyce np. katolicyzm to jeden z elementów, jedna z przyczyn, przez którą nie potrafimy rozwinąć nowoczesnego, silnego i bogatego społeczeństwa (co jest oczywiście wierutną bzdurą, ale nie czas rozwijać tutaj tego wątku).
No a PiS jako partia, której przedstawiciele i sympatycy nie stracili wiary w polskie dziedzictwo kulturowe i nie uważają, że to ono jest przyczyną naszych nieszczęść - automatycznie staje się wrogiem.
Aktorzy nie mogą powiedzieć zaś wprost, że chodzi im o odrzucenie tej kultury, bo to brzmiałoby zbyt szaleńczo i radykalnie - muszą jakoś uzasadnić swoją niechęć do PiS-u, a skoro PiS rzeczywiście chce traktować ową tradycyjną polską kulturę jako uprzywilejowaną i jako źródło naszych sukcesów w przyszłości - to interpretują to jako nieuprawniony, "faszystowski" zamach na wolność, na tzw. "wartości europejskie", którym są bardziej wierni niż Polsce. Polska wg nich powinna stać się przedmiotem pewnej operacji wykorzenienia kulturowego dokonanego przez międzynarodowe, europejskie instytucje, bo tylko dzięki temu będzie nam się wszystkim lepiej żyło jako jednostkom.
(...)
* * *
Wojciech (2018-08-02 15:22)
Przeczytałem Twoje CREDO i spróbuję napisać odpowiedź.
Piszesz: "...ekipa od dobrej zmiany nadal ma moje zdecydowane wsparcie..."
Otóż moje utraciła już na początku, gdy okazało się, że zwycięstwo w wyborach 2015 roku w dużej mierze zawdzięcza sprytnemu oszukaniu społeczeństwa ("schowany" Kaczyński, Gowin w miejsce Macierewicza i w ogóle do władzy idzie "całkiem inny, nowy PiS"). A ja nie cierpię być oszukiwany!
A jak wygląda realizacja programu wyborczego?
W expose Premier Szydło mówiła: "Pokora, praca, umiar, roztropność w działaniu i odpowiedzialność. A przede wszystkim słuchanie obywateli. To są zasady, którymi będziemy się kierować. Koniec z arogancją władzy i koniec z pychą".
A praktyka? W Sejmie: praktycznie odebranie prawa głosu opozycji (a to przecież przedstawiciele sporej części Obywateli). Na co dzień: kompletne olewanie opinii prawnych (krajowych i zagranicznych), wprowadzanie "na rym pał" zmian ustrojowych (mimo braku większości konstytucyjnej), dekomunizacja z twarzą Piotrowicza, pazerność ("te pieniądze im się należały!"), obsadzanie wszystkiego co się da "Misiewiczami" itd, itd.
Wprawdzie podobne to wszystko do tego, co robiły poprzednie ekipy, ale po pierwsze: miała być "dobra zmiana", a po drugie (to moje subiektywne odczucie) skala jest dużo większa!
A efekty?
Sądownictwo: "Reforma Trybunału Konstytucyjnego spowodowała, że na jego czele stanęła sędzia Przyłębska, która (wg Opinii Kolegium Sędziów w Poznaniu -http://forum.echodnia.eu/miazdzaca-opinia-o-sedzi-tk-julii-przylebskiej-ujrzala-swiatlo-dzienne-kilkanascie-lat-temu-sad-w-poznaniu-nie-chcial-jej-przyjac-do-pracy-t374669/) nie nadawała się do pracy w Sądzie Rejonowym! Teraz podobne efekty spowoduje "deforma" Sądu Najwyższego, gdzie bez żenady obniżono kryteria wymagań dla kandydatów na Sędziów SN. A w sądach oczekiwanie na wyrok wydłużyło się średnio o miesiąc.
Wojsko: nie ma helikopterów, ostatnie okręty idą na złom, Konsorcjum Grupa Zbrojeniowa bankrutuje, a w uroczyście otwartej stoczni szczecińskiej, od roku stoi (leży?) stępka okrętu, na który jeszcze nie ma projektu!
Gospodarka: Repolonizuje się banki, ubolewa nad prywatyzacją przedsiębiorstw państwowych, opowiada o milionie samochodów elektrycznych, a równocześnie pozwala się na to, aby bydgoski "Solaris" (światowy potentat w produkcji autobusów elektrycznych) przejęli Hiszpanie.
Polityka zagraniczna: Najpierw San Escobar, potem "zwycięstwo" 27:1. "Sukces" ustawy IPN-owskiej. Obecnie: wstaliśmy z kolan i jako jedyny w UE kraj mamy postępowanie przed Trybunałem o przestrzeganie norm Unii.
Finanse: Dobra koniunktura gospodarcza pozwala dzisiaj spać w miarę spokojnie. W takich okresach, państwa starają się maksymalnie zmniejszyć zadłużenie i racjonalizować wydatki budżetowe. Dlatego m.in. koalicja PO-PSL (tak jak robi to szereg krajów w Europie) wydłużyła wiek emerytalny. A teraz? Hulaj dusza, piekła nie ma! A jak nadejdzie kryzys i nie będzie pieniędzy? Ogłosimy bankructwo? Bo nie wchodząc do strefy EURO, nie możemy liczyć (jak Grecja) na pomoc Unii!
I wreszcie "sztandarowe 500+".
Jak piszesz Jacku: Minister "od narodowej kasy, który tonem eksperckiej wyroczni kategorycznie twierdził że "na to pieniędzy po prostu nie ma!"... "dziś powinien zjeść własny język". Czy aby na pewno? Przecież to samo powiedział (wówczas jeszcze nie premier) Morawiecki, wg którego "500+ to program na kredyt!". Pomijam niewypał efektu demograficznego (w ostatnim roku urodziło się 6 tysięcy mniej dzieci, niż przed rokiem), i głośno powiem, że tego typu program był potrzebny, i stanowił istny strzał w "10" (zwłaszcza w kampanii wyborczej). Tyle tylko, że mam bardzo poważne zastrzeżenia do jego realizacji. Jeżeli mam spłacać kredyt (a już wiemy, że te wydatki pokrywa się z sprzedaży obligacji, a więc pożyczki zagranicznej), to dlaczego mam płacić za obdarowywanie 500 złotymi ludzi b. dobrze zarabiających i jednocześnie godzić się z tym, że pomija się w nim wiele samotnych matek z 1 dzieckiem, które ledwo wiążą koniec z końcem?! A teraz jeszcze 300+, i znów dla wszystkich, bez względu na zarobki!
To jest normalna "kiełbasa wyborcza", a nie świadoma i odpowiedzialna polityka i prawie pewne, że skończy się jak "wspaniałe" lata gierkowskie.
I to, co mnie najmocniej ruszyło! Wg Ciebie za kadencji PO-PSL tylko "mafie i ambergoldy" oraz ogólnie burdel.
A teraz co mamy?
Poprzez rozpętanie histerycznej nagonki i wmawianie przez długie lata coraz to nowych "prawd" o zamachu w Smoleńsku, skłócono społeczeństwo do tego stopnia, że trzeba będzie chyba całego pokolenia, abyśmy z tym sobie poradzili. To wina, która obciąża "dobrą zmianę" i nic jej nie wymaże!
Czym jak nie (b. sprytnym) uwłaszczeniem na państwowym majątku, było przejęcie warszawskich nieruchomości przez spółkę "Srebrna?
Czym (gdyby nie upór tamtej koalicji w objęciu "SKOKÓW" nadzorem KNF-u) byłaby (chyba już ponad 3 miliardowa) strata? Czy dlatego, że dzięki tej platformerskiej ustawie, ludziom zwracane są pieniądze z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, to nie ma afery?
A PiS, który blokował tę ustawę miesiącami, a jednocześnie garściami czerpał z różnych form dofinansowania przez te "SKOKI" - to ma czyste ręce?
A następny "dobroczyńca" PiS-u, czyli GetBack, którego (obecnie aresztowany) prezes bronił się, że przecież hojnie finansował pisowskie imprezy i gazety oraz wydawnictwa przychylne "dobrej zmianie" i liczył na pomoc z budżetu, to nie afera?
A Polska Fundacja Narodowa, która do tej pory zasłynęła wydaniem kilku (czy kilkunastu) milionów złotych na bilbordy, które "promowały" Polskę informacją, że "sędzia ukradł kiełbasę". A pieniądze za bilbordy dziwnym trafem trafiły do parę dni wcześniej założonej przez pracowników Kancelarii Premiera firmy to norma?
W odróżnieniu od tego (przy całej nieudolności właściwych organów) w sprawie AMBERGOLD, komisja nie doszukała się ani cienia korzyści, jakie z tej afery odniosła PO czy PSL.
Za "mafię" prywatyzacyjną bardzo łatwo obciążać PO. Jakoś nikt nie chce pamiętać o tym, że część prywatyzacji przypada na okres rządów L.Kaczyńskiego, a burmistrzem jednej z dzielnic W-wy był obecny minister Obrony Narodowej p. Błaszczak. Natomiast naprawdę winien jest brak woli politycznej wszystkich po kolei ekip, czyli brak ustawy reprywatyzacyjnej.
Podsumowując:
Zdecydowanie wolę "ciepłą wodę w kranie" niż "dobrą zmianę", gdzie do władzy doszli ludzie, którzy postanowili zburzyć to wszystko co było. Boję się bowiem, że w ferworze rozwalą dom i "kran" w ogóle nie będzie funkcjonował.
(...)
Wojtek
* * *
Jacek Jakubiec (2018-08-03 10:18)
Drogi Druhu Wojtku!
Dzięki Ci za ten komentarz, który może tę tutaj dyskusje zrobić, że tak powiem, pełnokrwistą. Jak widzisz, pan Buniek już odezwał się tu jako pierwszy Twój sojusznik.
No i fajnie...
Artykuł dotyczył moich bojów o po-esbecką prawdę. O tym nikt specjalnie nie miał ochoty tu dyskutować (poza tym, że nie wszyscy uwierzyli że nie byłem kapusiem...), przekopaliśmy się przez racje za i przeciw gruntownej reformie sądownictwa, aż dochodzimy do fundamentalnych kwestii, czyli polskich imponderabiliów Anno Domini 2018.
Przywaliłeś mi solidnie!
A dokładniej - przywaliłeś mnie salwą argumentów niebagatelnych, których nie lekceważę. Zwłaszcza, ze wykazujesz się orientacją w obszarach których ja zbyt dokładnie nie śledzę. Niektóre z Twoich stwierdzeń prosiłyby się o polemikę, ale wtedy pójdziemy w kolejne sążniste komentarze (już i tak niektóre mają rozmiary sporych broszur) i zagrzebiemy się w detalicznych kwestiach i przepychankach, widząc drzewa a nie widząc lasu...
Więc pozwól, że raz jeszcze wyłożę to, co uważam za s e d n o s p r a w y.
To co nas różni, Ty sam klarownie eksponujesz w swoim podsumowaniu: "Zdecydowanie wolę "ciepłą wodę w kranie" niż "dobrą zmianę", gdzie do władzy doszli ludzie, którzy postanowili zburzyć to wszystko co było. Boję się bowiem, że w ferworze rozwalą dom i "kran" w ogóle nie będzie funkcjonował.".
Wojtku!!! Jakim prawem imputujesz PiS-owskiej formacji wyłącznie niszczycielskie zamiary? Czy naprawdę wierzysz, że powodują nimi aż tak samobójczo głupie pobudki? Przecież to bzdura! Podobnie jak przypisywanie Jarkaczowi przez jego zajadłych krytyków, żądzy dyktatorskiej władzy dla samej władzy, która go jakoby napędza. Ten facet ma na koncie działania, które trudno akceptować, stąd tak duży, w mojej ocenie niesprawiedliwie duży! - elektorat negatywny.
Boisz się, że w ferworze "rozwalą dom" etc. To prawda, że ryzykują, ale nie rozwalą!
Mają jako konkretna ludzka zbiorowość za dużo rozumu i gdy trzeba, potrafią - nie bacząc na wizerunkowe koszty - zrobić dwa kroki do tyłu. I jeszcze coś. Ta formacja, w odróżnieniu od cynicznych poprzedników, ma w swej "średniej" (wiem, wiem: są różni, ktoś był w PZPR, inny był hipisem...) dużo więcej ideowości a także (choć to w polityce mało znaczący walor) - zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Już nie mówiąc o tym, że bardzo odpowiada mi tak mocne i wyraźne odwoływanie się do tego, co w polskim narodzie, w jego dziejach i tradycjach najlepsze. Niechże więc im się uda. Powrót do filozofii "ciepłej wody w kranie" zdecydowanie mi nie odpowiada...
Patrząc historycznie: niech wreszcie Polakom się uda !
W poprzednim komentarzu przywołałem, za artykułem Łysiaka, nieszczęsny los "Kodeksu Zamoyskiego". W tym samym numerze nieocenionego "Do Rzeczy" jest drugie, podobne historyczne memento. Cofa nas ono do czasu wiedeńskiej chwały króla Jana III. Wielka, ratująca Europę wiktoria z jednej strony, a równocześnie, tu w kraju, koszmarne niepowodzenie króla w jego próbach reformowania Rzeczypospolitej. Polecam Ci artykuł Jacka Komudy (w jego świetnym cyklu "RYCERZE I WARCHOŁY") zatytułowany "Jak Sobieski zgubił kraj". Czy naprawdę jakieś cholerne fatum na nas ciąży?
Zakończę jednak optymistycznie. Pewnie widziałeś przedwczoraj wieczorem w telewizorze 40 tysięcy Naszych Rodaków śpiewających pod pomnikiem Powstania Warszawskiego powstaniowe pieśni. Żadnych przemówień, Andrzej Sebastian Duda śpiewający w tym tłumie, a ci ludzie to wszystkie generacje i - jestem pewny - nie tylko zwolennicy PiS-u...
Ściskam Cię Wojtku.
* * *
Mam nadzieję, że te cztery wypowiedzi, wyłuskane z poprzedniej serii komentarzy, zachęcą niektórych z Państwa do zabrania głosu.
Demokracja w Polsce, wbrew bajaniom "totalsów" ma się całkiem nieźle, co nie zmienia faktu że
podziały na tle politycznych opcji, podziały na "naszych" i "onych", są obecne we wszystkich grupach społecznych, środowiskach często też w rodzinach. To może, ale przecież nie musi generować destrukcji.
Jak długo międzyludzkie relacje potrafimy utrzymać w ryzach, kierując się rozumem i dobrymi obyczajami, a szacunek dla tego kto ma inne zdanie do nich należy, to jest szansa, że dotrwamy wszyscy do lepszych, spokojniejszych czasów. Na wszelki wypadek puszczajmy sobie czasem song solidarnościowych bardów ze znaną modlitewną frazą "...ale chroń mnie od nienawiści i od pogardy mnie zachowaj!". Może warto byłoby rozpowszechnić banery, plakaty, T-shirty z inną znaną przestrogą - "gdy rozum śpi, budzą się demony".
Jakkolwiek by nie oceniać tego, jak dzisiaj toczą się najważniejsze polskie sprawy (ja np. oceniam je na mocną czwórkę) to nie bójmy się polsko-polskiego poważnego dialogu, bez zacietrzewień, uczciwie sięgającego do istoty rzeczy.
Po prostu dyskutujmy, polemizujmy...
Komentarze
wyobrażnia. @ 83.30.163.*
wysłany: 2018-08-07 15:20
A ja widze przed sobą Grecję .Bo do niej prowadzą .Tusk rż,,,adził w kryzysie światowym ,i nie pozwolił zabrać emerytur.A drodzy emeryci ,to was czeka.Reszta ,to bzdety ,o tym co było .
Buniek @ 176.111.153.*
wysłany: 2018-08-07 19:28
Panie Wojtku, pięknie napisane! No i podziękowania dla Gospodarza, że ten tekst się tu znalazł. Ciekaw jestem, jak pan Wieńczysław zareaguje? Mam nadzieję, że Osoba gospodarza ochroni nas przed językiem nieprzyzwoitym!
Jacek Jakubiec @ 46.77.184.*
wysłany: 2018-08-08 07:10
Audiatur et altera pars.
Adwersarz też człowiek, Szanowny Buńku.
I tyle.
Wojtek @ 83.26.120.*
wysłany: 2018-08-08 13:18
Przepraszam za kilka błędów, które mogą utrudnić zrozumienie mojego tekstu. Ich "przegapienie" nie świadczy o lekceważeniu potencjalnych Czytelników, lecz jedynie braku wprawy w zabieraniu głosu publicznie, oraz emocjom jakie towarzyszyły jego powstaniu.
Buniek @ 176.111.153.*
wysłany: 2018-08-08 16:38
Szanowny Panie Jacku napisał pan "A kim są dzisiejsi zwolennicy mało ambitnej opcji "żeby było jak było'? Poza znanymi frontmenami opozycji totalnej, Polacy od wczoraj znają jej nową twarz. Myślę o młodym osobniku z wyraźnym ADHD, który uwziął się aby sprowokować rówieśnika w policyjnym mundurze. Nie udało mu się. Takie zachowanie, jakie ów bojownik o... (no właśnie, po prawdzie nie wiem o co?...) z wigorem demonstrował, kontent chyba że go nagrywają, lud prosty diagnozuje określeniem "panie, on jest psychiczny"." Otóż informuję pana, że w mediach społecznościowych jest mnóstwo zdjęć tego człowieka pokazujących jednoznacznie, że to pracownik TVP jest. On wrzeszczał i prowokował, a policjant gazem pryskał po innych uczestnikach pikiety. Chyba o to chodziło! Takie czasy! Ta scena mi się kojarzy z czasami tzw. komuny. Wtedy też byli etatowi prowokatorzy.
Panie Jacku napisał pan "adwersarz też człowiek". Coś mi się wydaje, że takie podejście to dla obecnie rządzących jest już przeszłością. Arogancja i siła powodują, że mogą wprost pisać w pismach urzędowych takie rzeczy jak wójt Tuszowa Narodowego Andrzej Głaz z PiSu. Cyt.: "Kończąc, chciałbym podkreślić, że nikt nie zmusza osób mających się za wolnych od religii, aby mieszkali wśród katolików starających się żyć według Dekalogu. Według mnie dla tych, którzy odnoszą się z szatańską nienawiścią do Przykazań Bożych, nie powinno być miejsca na polskiej ziemi, uświęconej krwią Jej synów w obronie wartości chrześcijańskich i Ojczyzny".
Gospodarz JJ @ 95.40.67.*
wysłany: 2018-08-09 08:28
Informuję, że właśnie usunąłem trzy wpisy o tym samym IP, wszystkie z kategorii bełkot.
Wieńczysław @ 176.114.235.*
wysłany: 2018-08-09 22:41
Choć oczywiście nie zgadzam się praktycznie ze wszystkim, co napisał Pan Wojtek, to z zadowoleniem muszę odnotować, że w przeciwieństwie do wielu radykalnych antypisowców, którzy nie znają umiaru w swoich karkołomnych opiniach, jego tekst posiada przynajmniej pewną racjonalną, logiczną strukturę. Widać też w pewnych fragmentach, że Pan Wojtek zna pewne granice, których przekroczyć nie wypada, bo wkracza się w sferę zacietrzewienia (co staje się udziałem niestety wielu innych uczestników forum JG24). Nie sądzę, abyśmy się nawzajem mogli przekonać, ale optymistycznie mam nadzieję, że będziemy mogli przynajmniej zrozumieć nasz przeciwstawny, odrębny punkt widzenia, a przede wszystkim uznać, że nie wynika on ze złych intencji. To jestem w stanie przyjąć wobec Pana Wojtka i tego oczekiwałbym od adwersarzy.
W zasadzie każde moje zdanie w tej polemice mogłoby się zaczynać od nudnego "to samo, a nawet bardziej, miało miejsce za rządów PO". Wiele z zarzutów, które stawia Pan Wojtek wobec Prawa i Sprawiedliwości (zwolennicy PO piszą "PiS" oraz "Platforma Obywatelska", więc ja będę pisał "Prawo i Sprawiedliwość" oraz "PO"), w większym nawet stopniu dotyczyć może właśnie PO. Pan Wojtek poruszył bardzo dużo różnorodnych kwestii, więc do każdej postaram się odnieść krótko, w punktach:
1. Zarzut "likwidacji trójpodziału władzy" jest dość miałki. Co to tak naprawdę znaczy - ów trójpodział władzy? W pełnym brzmieniu ta zasada mówi o trójpodziale i równowadze władz. Czy nie mamy dość przykładów, że w III RP tej równowagi zabrakło? Czy sam trójpodział również jest wystarczająco dobrze określony, jeżeli wiadomo na przykład, że większość inicjatyw ustawodawczych to inicjatywy rządowe, że prawo rodzi się w ministerstwach i na potrzeby ministerialnych urzędników oraz rożnego rodzaju "lobbies" jest produkowane? Czy w ogóle nie jest to czasem pojęcie po prostu anachroniczne, czy da się je w pełni zastosować we współczesnych państwach?
2. Pyta Pan, od czego chce Pana zbawić Jarosław Kaczyński. Może od tego, co może Pan obejrzeć w programach "Sprawa dla reportera", "Państwo w państwie" oraz przeczytać w niedawno wydanym zbiorze reportaży pt. "Urobieni" skądinąd lewicowego młodego autora?
3. Tzw. "prestiż na arenie międzynarodowej" nie jest wyznacznikiem pozycji danego kraju. Celem polityki zagranicznej nigdy nie powinno być przypodobanie się jakimś innym państwom, ale realizacja interesów naszego kraju. Z ust sympatyków opozycji ciągle słyszę, że Kaczyński spycha nas do jakiejś III ligi państw takich jak Węgry, Turcja, Rosja, Białoruś itp. i że jest to źle postrzegane przez takie "fajne" i "dobre" państwa jak Niemcy czy Francja. Tylko że te "fajne" i "demokratyczne" państwa chętnie i bez większego wstydu spółkują - jeśli można to tak określić - właśnie z Putinem czy z Erdoganem i jakoś nie potępiają tych rzeczy, które niewątpliwie się tam dzieją. Oczywiście nie chcę, by u nas realizowano standardy tureckie czy rosyjskie, chodzi jedynie o dwie kwestie: siłę i hipokryzję. Gdybyśmy mieli siłę gospodarczą i militarną albo byśmy byli tej siły pozbawieni, to by nas się nie czepiano. Właśnie dlatego nas się czepiają, że jesteśmy na tyle słabi, że trudno nam się przed tymi atakami obronić, a na tyle mocni, że trudno nas zlekceważyć, trudno pogodzić się z naszą niezależnie prowadzoną polityką. Na tym polega hipokryzja i nierówność w traktowaniu różnych państw.
Sądzę, że stałe podkreślanie potrzeby tzw. "dobrego wizerunku Polski w świecie" jest bezużyteczne i bezsensowne i świadczy o naszym zakompleksieniu. Powiem więcej: jest to sprawa, która w pewien sposób blokuje nasz rozwój, nasze myślenie o sobie samych. Dla mnie jest to żenujące, że stale orientujemy się jak nie na jednych, to na drugich, jak nie na Niemcy, to na USA, Wielką Brytanię, albo Trójmorze lub Rosję, stale się zastanawiamy, czy oni nas dobrze postrzegają, czy nas lubią. A kogo to obchodzi? Bo mnie na pewno nie. Obchodzi mnie za to dużo innych, ważniejszych rzeczy związanych ściśle z Polską, ale o tym może za chwilę.
4. Co do ogólnych zasad przyświecających poszczególnym ekipom, które dochodziły do władzy i tego, jak się wywiązywały ze składanych obietnic, to mogę tutaj wymienić np. te składane przez Tuska, który był (mam nadzieję, że mogę o tym polityku mówić w czasie przeszłym) mistrzem populizmu, arogancji i politycznego krzywoprzysięstwa:
- "koniec z pazernością władzy, skończymy z przywilejami"
- "weźmiemy za to Pełną Odpowiedzialność" (czyli przytomnie zwiejemy na ciepłą, europejską posadkę, gdy tylko grunt zacznie się nam palić pod nogami)
- "4xTAK"
- "tanie państwo" ("kto by chciał za 6 000 pracować")
- "celem mojego rządu będzie stopniowe zmniejszanie podatków i innych danin publicznych" (fakty: zwiększono VAT, akcyzę, ZUS i in.)
- "będziemy zmniejszać biurokrację" (zwiększyli)
- "wprowadzimy euro" (nie wprowadzili, i dobrze!)
- "zaufanie będzie podstawą naszych rzadów" (zgodnie z zasadą Lenina "najwyższą formą zaufania jest kontrola" wprowadzono rekordową liczbę podsłuchów)
- "walka z dopalaczami" (zmagamy się z tym do dziś)
- "kastracja pedofili" (populizm)
PO obiecywała generalnie, że będzie tą pierwszą, jedyną, dobrą ekipą, która nie tylko odsunie wraży PiS od władzy, ale też będzie działać inaczej, że naprawi to, co PiS zepsuł. Tymczasem jeszcze nie doszli do władzy, a Sawicka już się cieszyła, że "przekręty będą robione na służbie zdrowia".
Nie kupuję więc Pańskiego wywodu o tym, że Prawo i Sprawiedliwość się jakoś różni pod względem "pychy i arogancji władzy". Jeśli już, to raczej wychodzi na plus.
W kwestii tzw. praworządności również proszę zauważyć, że np. Prezydent Duda jako elekt apelował do PO, aby zaniechali swojego przekrętu z wyborem 2 sędziów awansem. Nie posłuchali, bo wiedzieli, co się stanie. Poseł Kropiwnicki powinien ponieść konsekwencje zainicjowanej przez siebie operacji, bo podłożył minę pod polski system prawny i doprowadził do kryzysu konstytucyjnego, a do dzisiaj bryluje w niektórych mediach jako ekspert od praworządności. A to nie jest głupi człowiek, robił doktorat u Rzeplińskiego, tylko niebywale cyniczny. Obaj zresztą wiedzieli, że to co knują, nie jest zgodne z Konstytucją i wiedzieli też, że można dzięki temu na wiele miesięcy zagrzebać rząd i Prezydenta w niebywale trudnej, skomplikowanej sytuacji prawnej i politycznej, a przy okazji opóźnić reformy. Czy to na tym ma polegać owe "przyzwoite państwo", o którym Pan pisze?
5. W sprawie ustawy deubekizacyjnej wypada mi tylko przywołać cytat z filmu "Psy": łzy wzruszenia zalały mi oczy! Ależ biedni ci funkcjonariusze! Tacy wielcy patrioci, tak dzielnie służyli ojczyźnie!
Otóż nawet gdyby wszyscy podlegli pod tą ustawę byli tylko sprzątaczkami i sekretarkami, to i tak byłbym za jej wprowadzeniem. Ta ustawa nie odbiera nikomu emerytur, a jedynie obniża do przeciętnej bądź w niektórych wypadkach do minimalnej wysokości. To i tak jest niesprawiedliwe! Proszę zauważyć, że choć w PRL-u oczywiście SB-cy i ludzie tamtej władzy cieszyli się przywilejami, to ze względu na opłakany stan gospodarki te nierówności nie były tak znaczne jak dzisiaj, w gospodarce rynkowej. Oznacza to, że kiedy taki funkcjonariusz w wolnej już Polsce przeszedł na "zasłużoną" emeryturę, jego siła nabywcza (wziąwszy pod uwagę także to, że nie musi on już pracować) skokowo wzrosła wraz z rozwojem gospodarki! Niektórzy z podobnych do tych, którzy gnębili Pana Jacka, otrzymują po ładnych kilka, a czasami kilkanaście tysięcy zł emerytury. Za co - pytam się? Za inwigilację, konfiskatę książek, przesłuchania, aresztowania? Jeśli ma być sprawiedliwie, to powinni nie tylko mieć całkowicie odebraną emeryturę, ale i powinni oddać to, co uzyskali przez 25 lat wolnej Polski tylko z pracy ciężko pracujących, budujących kapitalizm, pracowników i przedsiębiorców!
Wielu ludzi, którzy ciężko i uczciwie pracowali przez lata (albo i nie - bo wielu miało złamane kariery), którzy nie donosili do SB, a działali w demokratycznej opozycji, ma dzisiaj jeszcze mniejsze emerytury, po 1000-1400 zł, i jakoś nie popełniają samobójstw, więc proszę nie wypisywać populistycznych farmazonów o wybitnym SB-ku Czempińskim, który teraz będzie niby klepał biedę.
Zresztą i tak jestem zwolennikiem emerytury tzw. obywatelskiej, równej dla wszystkich.
6. Mogę się zgodzić z ogólną oceną, że polityka kadrowa ekipy Prawa i Sprawiedliwości pozostawia wiele do życzenia, co jeszcze nie oznacza, że jest ona gorsza niż ta w latach 2007-2015. Jest to z pewnością spory problem. Pytanie tylko: skąd brać fachowców, na jakich zasadach ich opłacać? Nie chcę tutaj w żaden sposób bronić rządu, na pewno trzeba się przyglądać tym poczynaniom.
7. Nie znam sprawy Fundacji "SW", ale z Pańskiego opisu nie wynika wprost, aby doszło do złamania prawa. Co Pan powie natomiast o sprawie Józefa Piniora? Czy to jest OK, bo Pinior jest z PO?
8. Nie wiem o jakich "wyrazach wdzięczności" dla o. Rydzyka Pan pisze, chętnie dowiem się o szczegółach, ale oczywiście dużo bardziej sympatyzuję z o. Rydzkiem, niż z Owsiakiem, który pozostaje dla mnie postacią mocno wątpliwą, a jego akcja jest dla mnie akcją pseudocharytatywną - to jest biznes i propaganda pod płaszczykiem dobroczynności.
9. Nie wiem skąd u tylu ludzi skłonność do nazywania Antoniego Macierewicza Antonim Maciarewiczem. Czy to przypadek, że wszyscy oni sympatyzują bardziej z opozycją, niż z Prawem i Sprawiedliwością?
10. Donald Tusk też nakładał kary finansowe na posłów i robił to nie tylko z sadystycznym uśmiechem, ale zwierzęcym, potwornym, złowrogim, cynicznym. Chyba mam prawo do takiej subiektywnej oceny tego uśmiechu?
11. Rząd ma prawo zmieniać program ekspozycji w Muzeum II Wojny Światowej, która to instytucja nie jest prywatnym folwarkiem pana Machcewicza i innych PO-wskich historyków. Ja ufam ocenie Prezesa IPN, dr Jarosława Szarka, który wypowiadał się o niej bardzo krytycznie. Toteż nie mam nic przeciwko zmianom.
12. Mam wrażenie, że wielokrotnie częściej mówi się o tym, że "niektórzy" z Żołnierzy Wyklętych dopuszczali się zbrodni na niewinnych ludziach, niż o tym, że "prawie wszyscy" żołnierze Armii Ludowej byli zwykłymi bandziorami, których wbrew PRL-owskiej legendzie interesowała głównie walka z polskim podziemiem, aniżeli z Niemcami.
13. Zgadzam się z Pańskim opisem relacji polsko-ukraińskich przed wojną, stąd moje obawy o utratę monoetnicznego charakteru współczesnej Polski. Historia Wołynia pokazuje właśnie, że narody mogą zgodnie współistnieć tylko dopóki, dopóty szanują swoją odrębność (także terytorialną) i dopóki mają własne państwo. W przeciwnym razie prędzej czy później zawsze dochodzi do konfliktów. Tak jest wszędzie, nawet w "fajnych", "cywilizowanych" krajach, takich jak Belgia, Hiszpania, itd.
14. Pisze Pan tak: "Polski która kiedyś słynęła z tolerancji, potrafiła dokonać rzeczy wspaniałych (tak jak np. Odsiecz Wiedeńska). "
A czy Odsiecz Wiedeńska nie była czasem właśnie przykładem nietolerancji wobec islamistów?
15. Co do czasów Okrągłego Stołu, to polecam Panu książkę "Byliśmy głupi" Marcina Króla - może też przeżyje Pan szok?
Ciekawe skądinąd, dzięki komu to właśnie ci, a nie inni ludzie zostali dopuszczeni do uczestniczenia w tych przemianach, a inni zostali na marginesie. To zasługa ich inteligencji i politycznej przenikliwości, czy może jakichś konkretnych decyzji konkretnych ludzi?
16. To PO-wska prokuratora potwierdziła, że we wraku samolotu znaleziono ślady materiałów wybuchowych. Wg mnie kwestia smoleńska nie jest całkowicie rozstrzygnięta, natomiast jeden fakt w sporym stopniu uprawdopodabnia hipotezę zamachu: mianowicie to, że wypadek zdarzył się w Rosji. Jeśli na osiedlu słynącym z przestępczości ktoś chodzi z zakrwawionym nosem to mamy pełne prawo podejrzewać, że został pobity. Podobnie mamy prawo podejrzewać, że z tych czy innych powodów Putin postanowił dokonać zamachu. Jak to stwierdził światły przedstawiciel PO, Radek Sikorski, "boję się latać tupolewem, bo jest serwisowany w Rosji. W tysiącach kilometrów kabli można ukryć wszystko". Warto też przytoczyć opinię gen. Kozieja, szefa BBN w czasach prezydenta Komorowskiego, który na pytanie dziennikarza, czy katastrofa w smoleńsku mogła być spowodowana przez atak bronią elektromagnetyczną przez rosyjskie służby, odpowiedział: "tak, mogła".
17. Kibole to niekoniecznie bandyci. Wielokrotnie, przez całe lata zastanawiałem się: dlaczego, skoro ci ludzie mają skłonność do rozróby i stadionowego chuligaństwa, a przy tym wykazują patriotyzm, to nie zostanie to wykorzystane przez armię? Dlaczego nie zostaną po prostu żołnierzami, gdzie będą podlegali dyscyplinie, gdzie się ich odpowiednie utemperuje i wykorzysta ich energię w dobrym celu? To właśnie jest robione dzisiaj, w ramach Wojsk Obrony Terytorialnej i jest to zasługą min. Macierewicza.
18. To dobrze, że Pan chce słuchać patriotów takich jak Bartoszewski. Polecam jego książkę pt. "Polacy - Żydzi - Okupacja. Fakty, postawy, refleksje". Przeżyje Pan kolejny szok! Sądzę, że ta książka powinna być podstawowym źródłem wiedzy o stosunkach polsko-żydowskich podczas II wojny światowej.
19. Ci tzw. "artyści" niczego nie "wieszczą", a "węszą" owszem - sporych profitów wynikających z tego, że się nawymyśla pisiorom.
20. Ksiądz Lemański nie jest żadnym autorytetem, tylko kimś w rodzaju anty-Międlara. Przy czym - czego należało się spodziewać - dzięki księdzu Międlarowi było naprawdę wielu takich, którzy się nawrócili. Tacy "liberalni" księża jak Lemański co rusz narzekają, że wierni odpływają z Kościoła, nie rozumiejąc, że to właśnie przez nich tak się dzieje. Oni jeszcze nikogo do Kościoła nie przekonali, za to wielu odwiedli i zniechęcili. Jeśli bowiem Kościół ma być zwykłą organizacją charytatywno-lewicową albo lożą B'nai B'rith, to jest takich wiele innych, lepszych i niepotrzebna jest do tego wiara w Boga.
Z pewnością rządy Prawa i Sprawiedliwości wymagają rzeczowej, sumiennej krytyki. Nie jest tak, że wszystko może się podobać. Dla mnie głównym problemem w Polsce jest to, czy w roku 2040 będziemy konkurencyjni w takich dziedzinach jak robotyka, sztuczna inteligencja, teleinformatyka, medycyna, biotechnologia, energetyka. Żałuję i ubolewam, że poświęca się temu jakieś 0,001% czasu antenowego, a dominują jałowe spory, choć nie tak jałowe, jak za rzadów PO, gdy w kółko podrzucano nam wciąż te same tematy ideologiczne, by ludność grzać w gotowości do walki z nadchodzącym zza horyzontu faszyzmem, którego i tak nie dało się powstrzymać.
Żadne wystawy, żadne pokorne wysłuchiwanie poleceń Timmermansa nie pomoże i nie polepszy naszego wizerunku w świecie, jeśli nie zaczniemy myśleć o tym, jak rozwinąć nasz potencjał we wspomnianych przeze mnie dziedzinach technologii i gospodarki. To jest kwestia kluczowa, podstawowa, od której wszystko zależy. Co ważne, jest to także kwestia, która może nas połączyć jako naród, gdyż jest w większym stopniu neutralna ideologicznie - zwłaszcza więc polecam zainteresowanie nią tym, którzy tak narzekają na podziały w polskim społeczeństwie.
Jacek Jakubiec @ 95.40.67.*
wysłany: 2018-08-11 13:36
Jestem jednym z tych, którzy narzekają na podziały w polskim społeczeństwie. Dlatego - dziękując za cały wywód i Pańską odsiecz w polemice z Wojtkiem (ciekaw jestem czy i jak Panu odpowie) - odniosę się, poniekąd wywołany do tablicy, tylko do dwóch końcowych akapitów tego komentarza.
Otóż bingo !!!
Bardzo odpowiada mi rekomendacja, by skupiać się na aktywnościach całkiem (albo choć trochę) ideologicznie neutralnych, które mogą łączyć nas jako naród. Tak jest. Tak się sprawy mają np. gdy kibicujemy polskim sportowcom (właśnie trzymam kciuki za lekkoatletów na M.E. w Berlinie), ale... to tylko "circenses", tymczasem wskazane przez Pana obszary w których chciałby Pan widzieć naszą konkurencyjność w roku 2040, to sfera o niebo ważniejsza niż takie czy inne, radosne igrzyska.
Dodam wszakże coś od siebie. Tak na marginesie.
Poza tym, że jako facet starej daty, mam prawo "nie nadążać" i np. nie mogę uwolnić się od obaw o możliwe złe skutki ekspansji sztucznej inteligencji, to idąc tropem refleksji w jakich to obszarach chcemy być konkurencyjni, widzę ważną dziedzinę niedocenianej dziś potencjalności. Nietypowej, znajdującej się na antypodach dziedzin wymienionych przez Pana. Myślę o konserwacji zabytków. W odróżnieniu od teleinformatyki, robotyki czy biotechnologii, kreujących dzień jutrzejszy, ta dziedzina mocno tkwi w przeszłości. Jest z natury rzeczy "konserwatywna". Zawody określane jako około-zabytkowe służące sanacji, renowacji, rewaloryzacji, rewitalizacji... to bardzo szeroka branża, która jeszcze nie tak dawno była jedną z cenionych w świecie polskich specjalności eksportowych. Wiem co mówię.
Galopada procesów cywilizacyjnych i technologicznych to nieuchronność, ale to nie zmienia faktu, że dziedzictwo przeszłości istnieje i będzie istniało i nigdy nie przestanie dla nas i naszych potomnych stanowić moralnego obligo, ale przecież także ekonomicznego nakazu troski o jego kondycję i dalsze trwanie. Poważne potraktowanie tej konstatacji otwiera pole do analiz i ważnych, wielowątkowych rekomendacji na użytek strategii rozwoju.
Sorry, odbiegam od tematu. Dla zainteresowanych informacja: w kwietniu i maju zamieściłem tu trzy teksty o w spólnym tytule WSZECHNICA DWÓR CZARNE - projekt ważny i ciągle aktualny.
Wieńczysław @ 176.114.235.*
wysłany: 2018-08-12 22:48
Zapoznałem się z wpisami na temat projektu Wszechnicy i wszystko jest jak najbardziej OK i godne poparcia, problem jest jednak taki, że każdy z nas się w czymś specjalizuje, a czas ma ograniczony. Ja się zupełnie nie znam na konserwacji zabytków, a nie ma nic bardziej żenującego niż doradzanie w sprawach, na których się człowiek nie zna. Ale temat ten na pewno powinien być podjęty przez naszych radnych oraz liderów biznesu, którzy chcieliby się w to włączyć. Ogólnie rzecz biorąc, dbałość o zachowanie naszego dziedzictwa i jego materialnych egzemplifikacji, nie tylko że jest potrzebne, ale też pokazuje, czy jesteśmy ludźmi cywilizowanymi. Na pewno nie będzie tak, że otaczać się będziemy tylko urządzeniami do wygodnego użytku, które szybko będą podlegać wymianie na nowsze. Myślę, że prędzej czy później nastąpi odwrót od tak rozumianej "nowoczesności" i dobrze by było, gdyby stare miejsca, zabytki, dzieła sztuki i inne wytwory niegdysiejszej kultury poczekały na nas i na lepsze czasy.
No i to, że konserwacja zabytków może być dziedziną, w której Polacy mogą przodować w międzynarodowej konkurencji - w to nie wątpię. Ale jak to zrobić - nie wiem.
Zresztą tylko ze względu na ograniczoną ilość miejsca i czasu wymieniłem edukację i prace rozwojowe w kilku wybranych przez siebie dziedzinach techniki za kluczowe dla przyszłości Polski. Ale są też inne problemy, z którymi nadal Polska się zmaga. Choćby właśnie patologie w toczeniu się debaty publicznej, nieumiejętność "normalnej Polaków rozmowy". Rozmowa toczy się mniej więcej tak jak w programie "Studio Polska", gdzie ludzie wzajemnie się przekrzykują i obrażają. Myślę, że już np. w Czechach jest inaczej, tam ludzie toczą życie w większym stopniu oparte na dialogu, rozmowie, uczestnictwie w kulturze i świetnie na tym wychodzą. Pokazują to np. statystyki czytelnictwa. Od tego trzeba zacząć, bo bez tego będziemy dzicy. Naprawa tego może potrwać lata, ale dobrze, jeśli zacznie się nawet od takiej jednej, dwóch, kilku wypowiedzi na forum.
JJ:
Temat WSZECHNICY drążę dość intensywnie i niebawem do niego powrócę.
Jacek Jakubiec @ 95.40.67.*
wysłany: 2018-08-13 00:33
Jak widzisz Wojtku, nadeszła solidna odsiecz. Pan Wieńczysław odniósł się, w dwudziestu punktach, do Twoich wywodów. Odniósł się zdecydowanie, tu i ówdzie podzielając zresztą Twoje oceny. Wyręczył mnie poniekąd, choć w paru miejscach moja replika kierowana do Ciebie drogi Druhu, brzmiała by może inaczej. Ale nie będę detalistą. Jeżeli zechcesz Wieńczysławowi odpowiedzieć, byłbym tego bardzo ciekaw i rozważ proszę taką możliwość.
W każdym razie ten dyskurs zrobił się naprawdę zasadniczy, rzeczowy, poważny i ciekawy.
Dziś kilka obywatelskich myśli starego solidarucha w temacie tytułowym.
Polska rzeczywistość polityczna jest zdominowana przez dwa wrogie, bezlitośnie zwalczające się plemiona. Tak niestety jest. Nie żebym optował za którąś z pozostałych sejmowych formacji (bo własne opcje już tu ujawniłem, dodam że pewną sympatią darzę też kukizowców) czy zupełnej drobnicy, politycznego planktonu. Dla komfortu psychicznego narodowej wspólnoty solidny polityczny pluralizm to dobry standard. Dlatego np. uważam, że obecne próby majstrowania przy ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego, to niebezpieczna aberracja i ma rację prezydent dystansując się od nich i zapowiadając swoje veto.
Na dziś mamy nasz polski duopol. To oczywiście nieustająca konfrontacja PiS vs PO i na odwrót, i ten stan warto wziąć pod lupę. Po pierwsze, nasuwa się pytanie: skąd on się wziął? i - co jeszcze ważniejsze - czy w obecnym wydaniu jest to dla Polski model optymalny? Ma on dobre i złe strony. Mnie na przykład jakoś nie przekonuje powoływanie się na zabetonowane (zresztą nie na 100%) dwupartyjne modele amerykański czy brytyjski.
Czas narodzin obecnego duopolu można wskazać precyzyjnie. To rok 2005 i wybory parlamentarne do których szło ileś partii, w tym dwie mocne, wyraźnie powołujące się na swoje solidarnościowe korzenie.
Dla solidarnościowej braci był to czas nadziei, optymizmu, niekiedy wręcz euforii. Obydwie partie, ta Tuska i ta Kaczyńskiego, czymś tam się różniły, ale dla wielu byłych opozycjonistów było to mało istotne. Było jasne, że za chwilę stworzą mocną, opartą na ideach i etosie „Sentymentalnej Panny S” koalicję, a wtedy to już nikt nam nie podskoczy!… Dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej nastanie wywalczony przez ileś pokoleń, wymarzony wiek złoty, czas ładu, sprawiedliwości, harmonii i rozwoju. Dusze większości rodaków krzepiła wyobraźnia: niech tylko połączą najlepsze potencjały, to Polska rozkwitnie a zadziwiona Europa nabierze do nas należnego szacunku. Ja zagłosowałem wtedy na Platformę, ale chyba nie tylko ja w obliczu wyborów byłem wolny od rozterek, której z dwóch partii dać swój głos? Myśleliśmy (wiem, wiem - nie wszyscy!): toż i jedni i drudzy to nasi!
Co było dalej – wiadomo.
Powiadają, że im wyższe wzloty, tym boleśniejsze upadki. No i faktycznie, przez jakiś czas można było słyszeć utyskiwania obolałych, nieutulonych w żalu sierot po PO/PiS-ie. Byłem jedną z nich. Spodziewanej koalicja nie było, za to powstała proteza w postaci aliansu PiS z „Samoobroną” i LPR-em. Tyle że skazana z góry na porażkę, rychło padła. Potem owe sieroty z coraz cięższym sercem głosowały na jednych albo drugich, ze świadomością, że czas strzelistych wizji i nadziei skończył się nieodwołalnie. Ale to nie wszystko, bo stało się coś jeszcze gorszego. Eskalacja napięć i wzajemnej wrogości nabrała odtąd zaskakującej dynamiki, w efekcie polityczne życie Polaków pełne jest coraz brutalniejszych i gorszących ekscesów. Z niedoszłymi sojusznikami-koalicjantami w rolach głównych.
Nie tego oczekiwał lud „Solidarności”.
Historiozofia podsuwa memento wieszcza „Miałeś chamie złoty róg...”. I refleksję: czyżbyśmy jako nacja byli mistrzami w marnowaniu owoców własnych zwycięstw? Bo przecież przełom roku 1989 takim zwycięstwem był!
Proszę zwrócić uwagę, że żalu o klęskę polskich nadziei sprzed lat trzynastu, nie adresuję do żadnej ze stron. Za mało wiem o rzeczywistych jej przyczynach, ale też przyznam że, skoro wtedy mleko tak paskudnie się rozlało, to średnio mnie one interesowały, niezależnie od warunków życie musiało toczyć się dalej....
Czułem zresztą, że gdyby chcieć ten niedobry casus przebadać, to w konkluzji otrzymamy pewnie obraz jak z podwórka: dwóch malców o coś się naparza a rodzic próbujący zażegnać konflikt słyszy od obydwu „to on zaczął”. I obydwaj mogą mieć a równocześnie nie mieć racji...
Dziś, po trzynastu latach myślę, że rzetelna wiedza o tym, jak doszło do tamtej klęski (świadomie używam tego określenia), a także komu w istocie ją zawdzięczamy, jest ważna. Ot, choćby dla pełniejszego tła dyskusji toczonych tu i teraz. Przecież jakieś wnioski z tej bolesnej lekcji historii muszą wynikać, czyż nie? Minęło 13 lat, ale to nie tylko historia.
Czy ktoś z PT Komentatorów dysponuje miarodajną wiedzą i własnymi ocenami w tej konkretnej sprawie?
Wojtek @ 83.26.10.*
wysłany: 2018-08-13 11:53
Tytułem wstępu.
Pan Wieńczysław stwierdził na początek: „oczywiście nie zgadzam się praktycznie ze wszystkim” (tym co ja napisałem). I ma do tego prawo, ale takie stwierdzenie prawie wyklucza możliwość jakiekolwiek porozumienia. Uważam, że każda poważna rozmowa powinna prowadzić do poznania argumentów drugiej strony i próby zrozumienia jej punktu widzenia.
Lubię dyskutować i wydaje mi się czymś normalnym to, że starając się zrozumieć argumenty rozmówcy, nie powinno się „wkraczać się w sferę zacietrzewienia”, ani też zakładać z góry, że partner kieruje się złymi intencjami . Bez trzymania się tych zasad, dyskusja po prostu nie ma sensu!
I jeszcze uwaga na marginesie. Używam skrótów „PiS i „PO” jedynie z „wygody” (po prostu są krótsze, niż pełne nazwy partii).
Z uwagą więc przeczytałem komentarz P. Wieńczysława do mojej wypowiedzi z dnia 7 sierpnia. Zostałem w nim zaliczony do grona „radykalnych antypisowców”. Nigdy się za takiego nie uważałem (do dzisiaj mam w tym środowisku wielu przyjaciół, ale może zasługuję na bycie „antypisowcem”, za to na pewno nie „radykalnym). Na takie określenie widać jednak „zapracowałem”, poprzez niezbyt klarowne przedstawieniem własnych poglądów.
A więc spróbuję to poprawić.
Rzeczywiście – na PiS nie głosowałem, bo (jak się okazało słusznie) nie bardzo wierzyłem w „Nowy PiS” i drażniła mnie przerysowana krytyka rządzących (np. osławiona „Polska w ruinie”). Taki wybór, nie znaczy jednak nic innego, jak brak zaufania i jest w demokracji czymś normalnym. Gdyby PiS, po wygraniu wyborów i realizując te same pomysły, jakie realizuje teraz nie „szedł na skróty” i NIE ŁAMAŁ PRAWA, powiedziałbym sobie trudno, nie podoba mi się, ale takiego wyboru dokonali moi rodacy.
Jednak (oprócz tego co napisałem wyżej) jednym z najgorszych efektów tych 3-letnich rządów, jest tragiczne i świadomie wywołane, rozbicie społeczeństwa na obóz „naszych” i „wrogów” Wrogów, których trzeba zniszczyć, których można mieszać z błotem i wmawiać im całkowity brak patriotyzmu. Bardzo trudno przejść nad tym do porządku dziennego.
Jednak moim założeniem, przy porównaniu okresu rządów PO z dzisiejszą „dobrą zmianą”, nie było wcale chwalenie rządów PO-PSL, ale zwrócenie uwagi na te działania PiS-u , z którymi się nie zgadzam i które (wg mnie), są wręcz groźne dla przyszłości kraju..
W odpowiedzi, nie odniosę się więc do wszystkich punktów polemiki, bo nie warto tracić czasu na dyskusję, że „PO obiecywała i nie dotrzymała” , czy, „za PO było to samo, albo jeszcze gorzej”. Każdy ma własne doświadczenia, a powtarzanie takich „prawd”, nie zmieni tamtej rzeczywistości, ani nie ma wpływu na współczesność.
Poruszę tylko sprawy, które uważam za ważne dla przyszłości kraju.
Mój polemista pisze: „Zarzut "likwidacji trójpodziału władzy" jest dość miałki”, a sama ta zasada jest dzisiaj „anachroniczna”.
Moje zaniepokojenie i krytykę budzi właśnie taki stosunek i praktyka PiS-u do tej materii.
Argumenty, użyte przez p. Wieńczysława w celu udowodnienia „anachronizmu” trójpodziału władzy, są absurdalne. To tak, jakby stwierdzić, że jeżeli coś nie działa idealnie to trzeba to zlikwidować! Nie likwidujemy Policji , bo nie radzi sobie z przestępcami, a prawo nadal jest łamane. Przeciwnie, zwiększamy środki wydawane na jej szkolenie i wyposażenie.
Nie podoba nam się, że ustawy powstają w ministerstwach? A co robi parlament, który się na to godzi? W ustawodawstwie „mieszają” lobbyści? A dlaczego nie pilnujemy przestrzegania ustawy o lobbingu? Itd. Itd.
Czy rzeczywiście zarzut likwidacji trójpodziału władzy jest „miałki”?
Z wypowiedzi przedstawicieli PiS-u (i z tego co pisze p. Wieńczysław) wynika jednoznacznie, że zmiany w sądownictwie są konieczne, bo sądy mogły „przeszkadzać” w sprawowaniu władzy. A co, mają jej pomagać? Niezależny wymiar sprawiedliwości ma służyć obywatelowi! Obywatel, w sporze z władzą, musi mieć pewność, że po wygranym procesie, sąd nie będzie się bał oskarżenia o „przeszkadzanie” władzy, tylko da jej „po łapach”.
I tak być powinno.
Tymczasem PiS wprowadzając swoje ustawy, przejmuje kontrolę nad kolejnymi szczeblami wymiaru sprawiedliwości, a „reforma” służy jedynie czystce kadrowej. Usuwani są ludzie z olbrzymim dorobkiem naukowym. Usuwa się wybitnych fachowców, a w ich miejsce wchodzą znajomi Ministra Ziobry, bądź ludzie podlegający mu w Ministerstwie czy Prokuraturze. Obniża się kryteria dla kandydatów do Sądu Najwyższego, i do dotychczasowej „elity elit” wejdą ludzie gwarantujący jedynie, że nie będą „przeszkadzać” władzy.
A według obowiązującej od wieków Monteskiuszowskiej zasady: „w każdym państwie istnieją trzy pola aktywności, którym odpowiadają trzy władze: prawodawcza, wykonawcza i sądowa. W państwie , w którym ma być zapewniona polityczna wolność, władze te powinny być rozdzielone. Nie ma wolności, gdy dwie z pośród nich skupione są w jednym ręku, albo- co gorsza, gdy jedna osoba i jeden organ sprawuje trzy władze”.
Wolność jest dla mnie (i nie tylko dla mnie) czymś najważniejszym. Trójpodział utrudnia sprawowanie władzy? To przecież właśnie o to chodzi! Władza absolutna ulega absolutnej degeneracji.
Oprócz trójpodziału władz, gwarantem wolności jest demokracja, (o której Churchil jednak powiedział, że wprawdzie utrudnia sprawowanie władzy, ale nic lepszego człowiek do tej pory nie wymyślił!). Próba naruszenia tych gwarancji budzi mój gorący sprzeciw, zwłaszcza, gdy spojrzymy na historię.
Jak do tej pory, tylko państwa demokratyczne i stosujące zasadę trójpodziału władzy, gwarantowały swym obywatelom spokój i dobrobyt. Wszystkie rewolucje, eksperymenty w szukanie „trzeciej drogi”, czy systemy autorytarne kończyły się mniej lub bardziej tragicznie.
Nie chcę takiego ryzyka dla Polski!
„Tzw. „prestiż na arenie międzynarodowej nie jest wyznacznikiem pozycji danego kraju”, a „decyduje o nim jedynie siła militarno ekonomiczna” pisze dalej p. Wieńczysław.
I tu mam problem, bo pierwszej części tego poglądu po prostu nie rozumiem, a sile militarno-ekonomicznej, działania PiS-u (moim zdaniem) wręcz szkodzą.
Ale do rzeczy.
Wychowałem się na przysłowiu: „jak cię widzą, tak cię piszą”. Dlatego uważam, że dbanie o prestiż Państwa, to właśnie dbanie o jego interesy a nie wynik jakichś kompleksów, czy chęci przypodobania komukolwiek!
Każdy prowadzący działalność publiczną, czy biznesową (państwo również), stara się podkreślić własną wiarygodność (a więc dobrą opinię o sobie) i sam raczej niechętnie podejmuje współpracę z tymi, którzy mają opinię złą (bo jest to po prostu bardzo ryzykowne).
Czym skutkuje lekceważenie tej zasady, pokazało ostatnio orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Stwierdził on bowiem, że w wyniku „reformy”, polskie sądy utraciły gwarancję niezawisłości i w związku z tym , wydawane przez nie wyroki, nie muszą automatycznie obowiązujące na terenie Unii. To jest nie tylko zła opinia, to poważne zagrożenie dla naszych interesów (także dla osób indywidualnych).
Wywód p. Wieńczysława sprowadza się do stwierdzenia, że „o pozycji państwa decyduje nie tyle opinia o nim, ale jego siła militarna i gospodarcza”. Czym grozi bagatelizowanie znaczenia „opinii”, pokazałem powyżej.
Pod drugą częścią tego stwierdzenia „podpisuję się oboma rękami”, ale w związku z tym, mam bardzo poważne wątpliwości, czy szereg działań podjętych w ciągu ostatnich lat służyło zwiększeniu siły naszej armii.
Bo przykładowo, czy doprowadzenie do zwolnienia tak dużej części najwyższej, szkolonej w NATO, kadry dowódczej na pewno zaowocowało wzmocnieniem siły militarnej?
Tak samo uważam, że długotrwałe pozbawienie Polskiej armii helikopterów, osłabiło, a nie wzmocniło jej siłę. Podobnie oceniam „mieszanie” w zarządzie Polskiej Grupy Zbrojeniowej, które doprowadziło ją na krawędź bankructwa. Próbujmy unikać takich błędów.
Ostatnim zagadnieniem, które poruszę w tej części jest (z oburzeniem krytykowana przez p. Wieńczysława) hipokryzja w stosunkach międzynarodowych. Niestety jej istnienie jest faktem i wynika z bezlitosnego dbania poszczególnych państw o własne interesy, Mnie też się to nie podoba, ale krytykując, sami nie bądźmy hipokrytami!. Czym bowiem, jak nie hipokryzją jest z jednej strony krytykowanie przez Polskę, separatystów i interweniujących w Donbasie Rosjan, a z drugiej kupowanie tam węgla i finansowanie w ten sposób zakupu przez separatystów broni!? Nie zachowujmy się jak Kali.
Do roku 2015, Polska pracowała i dorobiła się w świecie opinii kraju przewidywalnego, członka Unii, w którego warto inwestować, by jego duży potencjał wzmocnił całą Unię.
W odróżnieniu od p. Wieńczysława, mnie bardzo obchodzi „czy oni nas dobrze postrzegają, czy nas lubią”, i wcale nie uważam tego za „żenujące”.
Dlaczego?
Bo np. właśnie dzięki temu, że nas „polubiono” umorzono nam 50% gierkowskich długów, przyjęto nas do NATO i Unii Europejskiej, a w samej Unii zostaliśmy na lata największym beneficjantem jej funduszy.
I temat kolejny
Poruszył mnie kpiarsko – szyderczy komentarz do tego, co napisałem o ustawie „dezubekizacyjnej”.
Nie wiem co p. Wieńczysława spotkało w czasach komuny. Być może ma On powody, by nienawidzić ludzi poprzedniego systemu i (choć to nie po chrześcijańsku) ma do tego prawo.
Byłem internowany (5,5 miesiąca w Nysie), w 1984 roku spędziłem ½ roku w areszcie. Zatrzymań na 48 godz. i rewizji (w domu i w pracy) nie liczyłem, ale było ich sporo. Dlatego nie mam naprawdę powodów, by kochać funkcjonariuszy SB, ale uważam, że zawarta umowa obowiązuje! Obowiązuje nawet wtedy (a może właśnie wtedy szczególnie), gdy przeciwnik już nie jest groźny. Uczciwy człowiek (uczciwe państwo) musi takiej umowy dotrzymywać.
Po objęciu rządów przez premiera Mazowieckiego, uczestniczyłem w tworzeniu struktur Nowej Polski a dokładniej, w przekształceniu MO w Policję (i dlatego ten temat jest mi bliski).
Trzeba pamiętać, że w 1989 roku funkcjonariusze resortów siłowych (wraz z rodzinami) stanowili wielomilionową rzeszę ludzi, którzy, albo mogli zostać włączeni do wspólnej odbudowy kraju, albo usunięci na margines. Druga opcja groziła tym, że ci ludzie przekształcą się w grupę broniącą za wszelką cenę, starego porządku, szkodząc lub wręcz uniemożliwiając przeprowadzenie procesu naprawy państwa.
Zawarta przy Okrągłym Stole (a pod patronatem Kościoła) umowa, zapowiadała ukaranie komunistycznych przestępców, ale wszystkim pozostałym Polakom gwarantowała równe prawa obywatelskie.
Pisze p. Wieńczysław: „w PRL-u oczywiście SB-cy i ludzie tamtej władzy cieszyli się przywilejami” i to prawda! Ale właśnie te, „wypracowane” dzięki owym przywilejom, kilkunastotysięczne (a nawet wyższe) emerytury zostały obcięte dzięki uchwalonej w 2009 roku ustawie! Po prostu za okres do 1989 otrzymali oni emerytury obliczone wg średnich w tym czasie zarobków. Społeczeństwo odebrało to jako rozwiązanie sprawiedliwe, a (na pewno niezadowolona) ubecja się z tym pogodziła.
A jaką sprawiedliwość niesie obecna ustawa? Czym różni się, odebranie uczciwie wypracowanej (w wolnej Polsce) emerytury, od ograbienia z majątku ludzi majętnych po wojnie? Twierdzenie, że „jest to sprawiedliwość społeczna” to czysty bolszewizm! Komuniści twierdzili to samo, odbierając po wojnie domy, czy przedsiębiorstwa!
Dla mnie i wtedy i teraz jest to draństwo!
Stan kadry zarządzającej oceniam podobnie, jak mój rozmówca. Zarówno w ekipie PO-PSL, jak i w obecnej znaleźli się ludzie, którzy nigdy, w żadnych władzach nie powinni zasiadać. Każda nietrafiona nominacja szkodzi Polsce, i czy więcej jest ich teraz, czy było wtedy, to nie jest temat, o którym warto dyskutować.
Mnie tylko dziwi, że ten „pierwszy sort” ma wśród siebie tak mało wybitnych osobowości, i p. Wieńczysława pyta: „skąd brać fachowców, na jakich zasadach ich opłacać?”,
W gospodarce rynkowej, te sprawy rozwiązuje się prosto. Dobrego fachowca „bierze się” z rynku, a ocenia się za wiedzę, umiejętności i wyniki, a nie za poglądy polityczne. Jeżeli ktoś się ceni , (a o jego wartości świadczą jego osiągnięcia), to nie podejmie pracy, obserwując obowiązujące teraz zasady, które pozwalają Prezesowi Kaczyńskiemu, ni stąd ni z owąd np. obciąć mu 20% pensji, lub w dowolnym momencie zwolnić go i wymienić na „swojego”.
A jak poprawić tę sytuację? Na przykład poprzez powrót do konkursów na wszystkie ważne stanowiska. W komisjach konkursowych, powinna obowiązywać zasada, że oprócz przedstawicieli władz, zasiadają w nich fachowcy sympatyzujący z opozycją. Taki skład zagwarantuje przejrzystość ich pracy oraz właściwy jej przebieg. A wynagrodzenia? Zarządy Spółek Skarbu Państwa powinny powinny mieć zarobki w wysokości porównywalnej do płaconej przez prywatnych właścicieli. Ewentualne premie, powinny być obliczane jako ustalony % od osiągniętego zysku. Nie należy rezygnować z premii dla Rządu, ale powinny one być pod stałą kontrolą sejmowej komisji finansów.
W Polsce funkcjonuje od lat takie powiedzenie: „tanie mięso – psy jedzą”. Jeżeli nie zmienimy mentalności i nadal, jednym z najcięższych zarzutów do poprzedniej ekipy, będzie populistyczna krytyka wypowiedzi E. Bieńkowskiej, („kto chciałby za 6000 pracować?”), jeżeli nadal elity gospodarcze będą tratowane jako coś podejrzanego, nie oczekujmy napływu prawdziwych fachowców do struktur państwowych.
Moje pretensje do Kornela Morawieckiego sprowadzają się do: złamania prawa jakim była zgoda na „głosowanie w zastępstwie” (które Kornel próbował bagatelizować). Natomiast decyzje w sprawie pieniędzy określiłem nie jako łamanie prawa, lecz jako decyzje nieprzyzwoite.
Pan Wieńczysław pisze: „Co Pan powie natomiast o sprawie Józefa Piniora? Czy to jest OK, bo Pinior jest z PO?
Znam Józka bardzo dobrze, a dodatkowo wiąże nas trzymiesięczny pobyt w jednej celi aresztu śledczego.
A więc po pierwsze: mogę tylko sprostować nieprawdę i wyjaśnić, że Józek nigdy nie był członkiem PO, a po drugie: to daję głowę za jego uczciwość. Każdy z nas może znaleźć się w sytuacji, gdy nasz współpracownik (bez naszej wiedzy, ale powołując się na nas) zrobi jakiś przekręt. Józka obciąża jedynie fakt, że będąc osobą znaną, zbyt zaufał niewłaściwemu człowiekowi. Ale stawianie zarzutu łapownictwa komuś, kto w stanie wojennym (praktycznie bez żadnej kontroli), dysponował milionowymi sumami pieniędzy Solidarności i rozliczył się co do grosza, może świadczyć jedynie o mentalności osób stawiających takie zarzuty. Podobno „każdy mierzy według siebie”, i pewnym ludziom nie mieści się w głowie, że mając różne możliwości, można pozostać uczciwym.
Sprawę Józka Piniora (jak i dochodzące groźby, że „na Frasyniuka coś się też znajdzie”) odbieram jako świadomą próbę niszczenia wizerunku bohaterów podziemia (których jakoś w szeregach PiS-u nie widzę). Czemu to ma służyć? Ano zastąpieniu ich „prawdziwymi” bohaterami, którzy w stanie wojennym pełnili co najwyżej trzecio-, lub czwartorzędne role w podziemiu. To kolejna próba pisania się historii na nowo, i to mój kolejny zarzut.
Mój przeciwnik w tej polemice pisze: „Nie wiem o jakich wyrazach wdzięczności dla o. Rydzyka Pan pisze, chętnie dowiem się o szczegółach”. A więc proszę:
Czy znajdzie się Polsce ktoś uczciwy, kto powie, że radio i telewizja o. Rydzyka nie miały olbrzymiego wpływu na wygranie przez PiS wyborów? Przypominam, że TVP była jeszcze wtedy telewizją państwową, a nie partyjną, i w miarę obiektywnie informowała o wyborach.
Toruńskie radio i telewizja (tak jak teraz TVP-is) były narzędziem miażdżącym przeciwników politycznych i bez żenady głoszącymi, że „prawdziwy” Polak głosuje na PiS. Taka reklama kosztuje! Czym innym więc, jak nie zapłatą za tę pomoc w wyborach, są (idące w dziesiątki milionów) dotacje przekazywane na rzecz o. Rydzyka? I dzieje się to, gdy nie ma pieniędzy dla niepełnosprawnych, gdy strajkują źle opłacane pielęgniarki czy Ratownicy medyczni, gdy piłkarz Błaszkiewicz ratuje Telefon Zaufania Dla Dzieci, bo z braku środków wstrzymano jego finansowanie itd. itd.
Pan Wieńczysław, w kontekście Okrągłego Stołu, pisze: „Ciekawe skądinąd, dzięki komu to właśnie ci, a nie inni ludzie zostali dopuszczeni do uczestniczenia w tych przemianach, a inni zostali na marginesie.”
Odpowiadam.
Nikogo nie „dopuszczano” bo nie było chętnych! Trzeba było chodzić i ich szukać a potem jeszcze namówić, aby nie wycofali się w ostatniej chwili (a były i takie przypadki). Najczęstszą wymówką było „ja się nie znam na rządzeniu”. I rzeczywiście, kadry do rządzenia przygotowywali czerwoni, my dysponowaliśmy jedynie fachowcami w różnych dziedzinach, a ich atutem była jedynie uczciwość, jaką powszechnie się cieszyli. I mogę z satysfakcją powiedzieć, że w większości Ci ludzie się wspaniale się sprawdzili.
A dlaczego „inni zostali na marginesie”? Bo kontestując Okrągły Stół, a potem czerwcowe wybory, najpierw czekali, bo przecież „oni władzy nie oddadzą” i skończy się to (jak prorokował jeden ze znajomych z podziemia), naszą „wywózką na Sybir”, a potem, gdy wszystko jako tako zaczęło funkcjonować, sam protestowałem przy próbach opróżniania foteli dla „zasłużonych kolegów” z podziemia. To po prostu tak wtedy wyglądało.
I na koniec: „Ci tzw. "artyści" niczego nie "wieszczą", a "węszą" owszem - sporych profitów wynikających z tego, że się nawymyśla pisiorom” to słowa p. Wieńczysława.
Przykro mi, ale to właśnie typowa dla członków i sympatyków PiS-u pogarda w ocenie ludzi!. Uważa Pan, że kto was nie chwali, zasługuje na nazywanie go „komunistą i złodziejem”, „gorszym sortem” lub „tzw. artystą” myślącym tylko o „profitach”? Przecież Ci sami ludzie w stanie wojennym, w ramach protestu, ogłosili bojkot telewizji. I co, wtedy też zrobili to licząc na profity?! Czy do was (bo niestety Jacku zapisujesz się do tego grona) nie dociera, że nie wszyscy ludzie kierują się w życiu tylko tym, żeby „mieć”? A może jednak istnieją tacy, którzy chcą „być” i nie jest im obojętne, co się wokół nich dzieje? Może to nie jest „wymyślanie pisiorom”, tylko coraz bardziej rozpaczliwa walka oto, abyśmy nie obudzili się pewnego dnia, ze świadomością, że Polska miała „złoty róg” a „ostał się ino sznur”?
Wieńczysław @ 176.114.235.*
wysłany: 2018-08-13 15:15
Wydaje mi się, że konflikt między PO, a PiS-em zaczął się od tego, jak bodaj w 2005 lub na początku 2006r. Donald Tusk ogłosił, że PiS chce zbudować państwo Podejrzliwości i Strachu. Nie udało się zaspokoić żądań liderów przegranej partii, która postanowiła przejść do opozycji totalnej. Wcześniej program PO bogaty był w radykalne, podobne do PiS-u hasła "szarpnięcia cugli" oraz "walki z sitwą" (PiS mówił o walce z "układem"). Twarzą PO był wtedy Jan Rokita. Zdążył się jednak zorientować, że premierem nie zostanie, więc odszedł z polityki, a na platformę zaczęli wskakiwać rozmaici "obywatele" zainteresowani swoimi niejasnymi interesikami, układami, aferkami i kombinacjami. Zamierzchła i smutna przeszłość.
Ale sam podział jest dla mnie naturalny i nie sądzę, by niedoszła koalicja PO-PiS dała jakąś większą jakość.
Wieńczysław @ 176.114.235.*
wysłany: 2018-08-13 21:25
1. Hasło "Polska w ruinie" jak się zdaje, jest majstersztykiem POwsko-TVNowskiej propagandy. Do dzisiaj wielu ludzi, tak jak Pan Wojtek, wierzy w to, że politycy PiS-u naprawdę mówili, iż Polska za rządów PO jest "w ruinie". Kiedyś na ten temat dyskutowałem z Panem Kucharskim. Poprosiłem go, aby zacytował mi choć jedną taką wypowiedź, w której polityk PiS-u mówi, że "Polska jest w ruinie". Odpowiedział swoim zwyczajem, że "takich wypowiedzi jest mnóstwo i każdy zna je na pamięć". Skoro tak - odrzekłem - to niech zacytuje Pan chociaż jedną taką, albo jeśli jest Pan jedynym, który nie zna ich na pamięć, to niech Pan przeklei z jakiegoś portalu. Nie doczekałem się odpowiedzi. Bo czegoś takiego nie było! Ja sobie przypominam jedną wypowiedź Beaty Szydło w kampanii, w której stwierdziła, że jakaś fabryka w jakimś mieście została "doprowadzona do ruiny". Być może padła jeszcze jakaś wypowiedź innego polityka o tym, że coś zostało "zrujnowane". To razem są 2 wypowiedzi i żadna z nich nie dotyczy całej Polski jako takiej.
Proszę to porównać z liczbą stwierdzień padających codziennie z ust rozmaitych działaczy opozycji o tym, że "PiS buduje państwo totalitarne" albo "policyjne". Czy dostrzega Pan nierównowagę? Czy to jest właściwe i uczciwe, aby budować taki zafałszowany, zradykalizowany przekaz?
2. PiS wykonał kilka działań niekonwencjonalnych, ale gdyby przyjąć kryterium szeroko pojętego "łamania prawa" to dla mnie niewątpliwie w dużo większym stopniu prawo łamała PO. Twierdzi Pan, że nie warto już się tym zajmować, bo rządy PO już minęły. Skoro tak, to dlaczego tak wielu wyborców PO skłonne było przez całe 8 lat ich rządów tak chętnie wracać i krytykować to, co działo się przez skromne 2 lata rządów nieudanej koalicji PiS-LiS (Liga i Samoobrona)? Dla mnie właśnie warto mieć taką skalę porównawczą, bo tylko dzięki niej okazuje się, że rządy PiS nie są wcale takie złe, jak się je maluje.
3. Nie nawoływałem do likwidacji trójpodziału władzy, tylko zaapelowałem, by tej zasady nie fetyszyzować i nie uważać jej za jedyny warunek praworządności i jedyny prawidłowy sposób organizacji państwa. Oczywiście jestem zwolennikiem, by ta zasada była stosowana, ale jak widać, nie bardzo jest możliwość, aby stosować ją zawsze ściśle, zgodnie z ideałem i nie jest to wina PiS-u. Celem działania państwa w aspekcie wymiaru sprawiedliwości jest zapewnienie bezpieczeństwa oraz właśnie - zaprowadzanie sprawiedliwości. Jest tuzin innych czynników, które decydują o tym, na ile udaje się osiągać ten cel, a trójpodział władzy nie jest warunkiem wystarczającym do tego. Poza tym PiS nie naruszył tej zasady. Naruszyłby ją, gdyby np. wykonał manewr podobny do tego, który zastosował niedawno Sąd Najwyższy: na mocy kodeksu cywilnego, nie mającego zastosowania w kwestiach ustrojowych, zawieszamy działanie ustaw, bo nam się nie podobają. I na przykład korzystając z tego, wymieniamy skład sędziów wbrew Konstytucji, czyli np. bez gruntownej zmiany ustroju sądownictwa, albo bez obniżenia wieku emerytalnego. Tymczasem PiS skorzystał po prostu z tych możliwości, które daje Konstytucja.
Poza tym zwiększenie wpływu władzy wykonawczej i ustawodawczej ( też wbrew zasadzie trójpodziału i równowagi istniejących w symbiozie) na sądowniczą nie jest czymś niespotykanym w demokratycznych krajach. Podobnie jest to zorganizowane w Niemczech i nikt z tego powodu nie podnosi larum. Ale widocznie "co wolno wojewodzie..."
4. Z tym Monteskiuszem to bym był ostrożny, bo jak byśmy sobie go dokładnie poczytali, to znalazłoby się tam sporo uwag krytycznych wobec pomysłu oddania całkowitej niezależności władzy sądowniczej, która zdaniem tego myśliciela ma tendencję do degeneracji i uzurpowania sobie władzy większej, niż jej przysługuje, z czym obecnie mamy do czynienia i co stanowi jeden z powodów reformy sądownictwa.
5. Gdyby prestiż na arenie międzynarodowej wynikał z zasady "jak cię widzą, tak cię piszą" itp., to wystarczyłoby mieć dobry PR. Prestiż jest tylko pochodną siły gospodarczej i militarnej. Gdyby siła kraju zależała od tego, czy są one "lubiane" przez inne kraje, a to z kolei zależało od tego, na ile przestrzegają one zasad praworządności, praw człowieka i na ile ich obywatele są zadowoleni z panującej tam demokracji, to Rosja musiałaby natychmiast wylecieć z Rady Bezpieczeństwa ONZ, a Chiny powinny być całkowicie "olane", jak również przywódcy europejscy nie powinni się spotkać z takimi zakapiorami jak Erdogan czy inni dyktatorzy. Akurat tak się składa, że także Niemcy są krajem, który łamie najwięcej regulacji unijnych i jakoś nikt ich z tego powodu nie wyklucza i nie "banuje".
6. Sądzę, że o tym, że pozwolono nam wejść do NATO, Unii Europejskiej itd. zadecydowały interesy, a nie to, czy ktoś nas "lubi", bo spełniamy jakieś rzekome "standardy". Do NATO nawet nas dopchano kolanem, bo nie przeprowadziwszy "czystek" (likwidacji WSI) nie mieliśmy tam prawa wstępować, ale najwidoczniej Amerykanie uznali, że jest to paląca konieczność wynikająca z pewnej "pauzy geostrategicznej", która się w tamtym momencie utworzyła. Przypomnę, że Turcja jest w NATO, a Izrael cieszy się wyjątkową protekcją ze strony USA, a nie sądzę, by wynikało to z przestrzegania zasad humanitaryzmu, demokracji itp.
Trzeba się kierować realną oceną naszych sił, a o niej nie świadczy ani megalomania, ani mikromania, między którymi miota się spora część naszych elit. A to, że często nasze siły są niewielkie wobec mocarstw, to nie znaczy, że mamy zajmować wobec nich zawsze pozycję klienta. Trzeba mądrze wykorzystywać każdą szansę, ale przede wszystkim szukać okazji do tego, abyśmy to my w jakiejś sprawie mogli ustalać zasady gry, a nie dostosowywać się do warunków narzuconych przez mocarstwa. Do tego potrzebna jest siła, a nie "dobry wizerunek" i PR.
7. Pan Wojtek sam sobie zaprzecza pisząc z jednej strony, że "przeciwnik nie był już groźny", więc można było bez obaw dotrzymać wobec niego umowy, by za chwilę stwierdzić, że ów niegroźny przeciwnik, jakim była wielomilionowa rzesza esbeków i ich rodzin, mógł "szkodzić, uniemożliwiając przeprowadzenie procesu naprawy państwa". A ja sądzę, że właśnie dlatego, że był to tak groźny przeciwnik, należało go oszukać dla dobra Polski, tj. zablokować dostęp do pełnienia stanowisk publicznych oraz odciąć od pieniędzy.
Dla rozstrzygnięcia tego sporu ważne byłoby dla mnie odpowiedzenie sobie na kilka pytań:
7.1. Ile wynosi obecnie najniższa odnotowana esbecka emerytura, a ile najwyższa? Ile wynosi średnia, ile wynosi mediana, a ile dominanta i jak te wskaźniki mają się do wartości dla całej populacji emerytów?
7.2. Ile było tych przypadków samobójstw? Bo coś mi się wydaje, że jest to taka "legenda miejska" stworzona na potrzeby propagandowe.
Poza tym pisze Pan, że tę emeryturę "odebrano". Całkowicie? Nic im nie zostawili? Nie słyszałem o tym!
8. W sprawie Piniora proponuję posłuchać nagrań. Twierdzi Pan, że prokuratura i CBA za rządów Wojtunika kłamały twierdząc, jakoby na jego konto wpływały pieniądze? To nie jest zresztą nic dziwnego, że Pinior się skorumpował, bo "taka była wtedy siła oddziaływania Platformy", że nawet najbardziej krystalicznych ludzi to dotknęło. W takim systemie i klimacie, jaki ta partia stworzyła, to może nawet ja bym z niemożności zrobienia czegoś sensownego zaczął parać się łapownictwem!
9. Zgadzam się z uwagami na temat stanowisk w spółkach skarbu państwa.
10. Czy o. Rydzyk otrzymał dotacje niezgodnie z prawem? Przypominam, że przed wojną o. Maksymilian Kolbe też miał swoje "medialne imperium" i jakoś nikt go za to nie piętnował. Moim zdaniem to dobrze, jeśli kapłani mają żyłkę społeczną i biznesową, dopóki łączą ją z misją duszpasterską. W czasach zaborów to często własnie Kościół i poszczególni księża budowali społeczeństwo obywatelskie, byli autorami różnych inicjatyw gospodarczych, medialnych, naukowych, edukacyjnych, kulturalnych i to m.in. dzięki temu odzyskaliśmy niepodległość.
11. Ci, co chętnie rwali się do Okrągłego Stołu, też nie znali się na rządzeniu! Na przykład Mazowiecki nie wiedział, co to jest kontrasygnata. A już na gospodarce to mało kto - może jedynie Kuroń - znał się na gospodarce. Dlatego wzięto z łapanki takich ludzi jak Balcerowicz.
12. Znowu się wzruszyłem Pańską opowieścią, jak to opozycyjni artyści tylko ze szlachetnych pobudek krytykują PiS. Tak im zależy na Polsce, na praworządności, na demokracji!
Owszem, tak miała prawo mówić być może śp. Kora Jackowska, ale co Pan powie na to, jak Wojciech Mann, który przez 25 lat PRL-u robił karierę w reżimowym radiu i przez ten czas nawet się nie zająknął o braku demokracji, teraz częstuje obecną władzę jakimiś docinkami? To jest odwaga, bezkompromisowość, niezależność i szczytne ideały?
Jacek Jakubiec @ 95.40.67.*
wysłany: 2018-08-14 11:25
To do p. Wieńczysława z godz. 15:15:
Wprowadzając wątek niedoszłego PO/PiS-u, myślałem tyleż o faktografii co o istotnych źródłach tamtego kollapsu. Czy ta koalicja dawał szanse "większej jakości"? Moim zdaniem pod pewnymi warunkami - tak, ale tego już się nie dowiemy.
Co do faktografii - było chyba tak: był obiecany dla PO i wstępnie dogadany "premier z Krakowa" czyli JM Rokita, zaś PiS zastrzegał dla siebie resorty siłowe. I chyba tego nie była w stanie strawić Platforma. Jeśli tak było, to zadziałał syndrom tego, co dziś tak negatywne wyróżnia, na tle bodaj całej Europy, naszą nację. To choroba, grzech, fatum, koszmar - jak zwał tak zwał - powszechnego braku zaufania Polaka do Polaka. Jeśli piszę, że można było pozytywnie wykorzystać ideę PO/PiS-u pod pewnymi warunkami, to za kluczowy uważam właśnie jakieś minimum wzajemnej ufności. Można było chyba przecież zakładać, że solidarnościowy etos jednych i drugich do czegoś obliguje. Wyszło na to, że to naiwność.
B+ @ 83.5.113.*
wysłany: 2018-08-14 19:55
Widzę, że dyskusja, bardzo rozbudowana.Panie Jacku, jeśli mogę, pozwolę sobie wtrącić skromne 3 grosze i to co pamiętam z 2005 roku.Pamiętam tamten czas, nadzieje jaką ja naiwny wtedy też miałem.Miał być PO-PiS.Właśnie, PO jako zwycięzca zgarniający główną pulę,"Prezydent z Trójmiasta" i "premier z Krakowa" i PiS na dokładkę jako koalicjant.I tego się spodziewali i oczekiwali właśnie głównie POwcy.Sondaże do samego końca do ostatnich dni przed wyborami dawały zwycięstwo PO i Tuskowi jako przyszłemu Prezydentowi.I przyszły wybory, wyborcy zagłosowali, ale nie tak jak "powinni" wg. PO oczywiście.PiS wygrał wybory parlamentarne i prezydenckie, a wtedy w PO zamiast przyjąć ten fakt do wiadomości, raczej tego nie zrobili, tylko po prostu się obrazili.Skoro to nie oni mieli decydować i rozdawać karty, tylko zwycięski PiS to jak przysłowiowe przedszkolaki postanowili zabrać swoje zabawki i sobie pójść.Była jeszcze próba tworzenia koalicji, ale jak po latach w przypływie szczerości przyznał ktoś z prominentów PO, nie pamiętam kto, te negocjacje koalicyjne to był tylko teatr, gra na zwłokę, sztuka dla sztuki, bo PO jako przegrana partia nie miała zamiaru wchodzić w koalicję z PiS chyba, że PiS poszedłby na daleko idące ustępstwa.I przecież PiS odstąpił JM Rokicie funkcję premiera, chociaż jako zwycięzca wcale nie musiał tego robić, ale dla PO to było mało i chcieli więcej i więcej i więcej.
Jacek Jakubiec @ 5.60.229.*
wysłany: 2018-08-16 13:38
Szanowni !
Poniżej wklejam świeży, w moim odczuciu bardzo aktualny i ważny, wpis p. JANA, który zamieścił on dziś na forum w poprzednim temacie (było tam o moich esbeckich teczkach).
Umieszczam go także tutaj, bo uważam, że bardziej dotyczy materii, o jakiej tu i teraz dyskutujemy. Jej hasło: "o co chodzi w Polsce AD 2018?"...
Pozdrawiam Wszystkich - gospodarz JJ.
--------------------------------------------------------------------------------
Witam wszystkich rozdyskutowanych uczestników dyskusji !
Sama wymiana poglądów jest pożyteczna, zwłaszcza jeśli prowadzi do konkretnych (dozwolonych, a nawet uprawnionych prawnie) działań.
Jednym z takich działań może być - podany niżej - przykład zwrócenia się do Prezydenta RP o skorzystanie z przysługujących Mu uprawnień, w związku z działaniem niektórych sędziów Sądu Najwyższego (jeśli Prezydent RP nie skorzysta z tych uprawnień - może to uczynić Minister Sprawiedliwości (vide - treść poniższego wniosku).
Sposób potraktowania wniosku przez Prezydenta ewentualnie przez Ministra Sprawiedliwości - będzie probierzem na to czy elita sędziowska (sędziowie Sądu Najwyższego) są nie tylko nieusuwalni, ale i nie podlegający odpowiedzialności. Poczekamy na załatwienie wniosku, który został wysłany listem poleconym do Kancelarii Prezydenta RP. w dniu 06 sierpnia 2018 r oraz do wiadomości Ministra Sprawiedliwości. (jednocześnie polecam - zawartą w uzasadnieniu wniosku - szeroką argumentację prawną na temat czy były podstawy prawne do "zawieszenia stosowania przepisów).
OTO TEKST WYSŁANEGO WNIOSKU:
Jelenia Góra dnia 06-08-2018 r.
Szanowny Pan
ANDRZEJ DUDA
Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej
Kancelaria Prezydenta R.P.
ul. Wiejska 10
00-902 Warszawa
Składający wniosek: JAN
(na oryginale wniosku pełne
dane osobowe wnioskodawcy)
WNIOSEK O SKORZYSTANIE Z PREZYDENCKIEGO
UPRAWNIENIA W CELU POCIAGNIĘCIA DO
ODPOWIEDZIALNOŚCI DYSCYPLINARNEJ SĘDZIÓW
SĄDU NAJWYŻSZEGO
Uprzejmie proszę o:
- skorzystanie przez Pana Prezydenta z uprawnienia, które przyznaje przepis art.76 § 8 ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r. o Sądzie Najwyższym (Dz. U. z 2018, poz. 5 ze zmianami) i wyznaczenie Nadzwyczajnego Rzecznika Dyscyplinarnego w celu podjęcia czynności wyjaśniających i rozważania wszczęcia postępowania
dyscyplinarnego o to, że:
I) w dniu 2 sierpnia 2018 r. w Warszawie sędziowie Sądu Najwyższego: Jerzy Kuźniar, Jolanta Frańczak, Halina Kiryło, Maciej Pacuda, Krzysztof Rączka, Jolanta Strusińska-Żukowska oraz Małgorzata Wrębiakowska-Marzec, działając wspólnie i w porozumieniu postanowili o „zawieszeniu stosowania przepisów art.111 § 1 i 1a, art.37 oraz art.39 ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r. o Sądzie Najwyższym (Dz. U. z 2018 r. poz.5 ze zm.)” - czym dopuścili się:
a) przewinienia służbowego polegającego na umyślnym wykorzystaniu sprawy sygn. akt: III UZP 10/18 do bezprawnego wprowadzenia przy jej rozpoznawaniu zagadnienia wieku emerytalnego sędziów Sądu Najwyższego - co nie było i nie mogło być przedmiotem rozpoznania w tej sprawie (przedmiotem sprawy było jedynie zagadnienie prawne przedstawione przez inny skład Sądu Najwyższego, które nie dotyczyło wieku emerytalnego sędziów Sądu Najwyższego) – i przez to dopuszczenie się oczywistej i rażącej obrazy przepisu art.732 kpc, art.755 § 1 kpc przez oparcie na tych przepisach nieznanego w prawie „zawieszenia stosowania przepisów ustawy o SN, tzn. art.111 § 1 i 1a, art.37 oraz art.39;
b) uchybienia godności urzędu sędziego Sądu Najwyższego przez nadużycie, ustanowionej w art.178 ust.1 Konstytucji R.P., niezawisłości sędziowskiej dla celów politycznych, w szczególności dla utrudnienia wprowadzenia reformy sądownictwa polskiego;
II) w prowadzonym przed Sądem Najwyższym postępowaniu w sprawie sygn. akt: III UZP 10/18 dopuszczono do udziału dwóch sędziów Sądu Najwyższego, którzy ukończyli 65-lat w sytuacji, gdy widomo było że osoby te nie mogą brać udziału w sprawie - co może wskazywać na umyślne pozostawienie w/w sędziów w sprawie, aby następnie wywołać temat zastępczy, dotyczący rzekomych wątpliwości udziału tych sędziów i wystąpienie z pytaniami prawnymi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sytuacji, w której było oczywiste, że pytania nie dotyczą i nie mogą dotyczyć przedmiotu sprawy sygn. akt: III UZP 10/18.
W przypadku nie podjęcia przez Pana Prezydenta inicjatywy w niniejszej sprawie - uprzejmie proszę o:
- przekazanie wniosku panu Zbigniewowi Ziobrze, Ministrowi Sprawiedliwości w celu umożliwienia skorzystania przez Ministra Sprawiedliwości z uprawienia jakie przyznaje Mu przepis art.76 § 9 w/w ustawy o Sądzie Najwyższym i wyznaczenie przez Ministra Sprawiedliwości Nadzwyczajnego Rzecznika Dyscyplinarnego, w celu podjęcia czynności wyjaśniających i rozważenia wszczęcia postępowania dyscyplinarnego w opisanej wyżej sprawie, a także dokonanie oceny czy czyny opisane w punktach I i II wyczerpują znamiona przestępstwa z art.231 kodeksu karnego.
U Z A S A D N I E N I E
1. Sprzeciw sędziów Sądu Najwyższego wobec wprowadzenia przepisów reformujących Wymiar Sprawiedliwości, w tym Sąd Najwyższy - był i jest powszechnie znany. W takiej sytuacji zupełnie zrozumiałe jest w świetle zasad praktyki i doświadczenia życiowego, że sędziowie ci zapewne poszukiwali i poszukują usilnie jakichkolwiek sposobów na zatrzymanie tych zmian, także przy okazji rozpoznawania spraw, w której to czynności są niezawiśli .
Niezawisłość sędziowska nie może być jednak rozumiana jako zezwolenie dla sędziów na podejmowanie w prowadzonej sprawie wszelkich czynności i wydawanie dowolnych rozstrzygnięć, zwłaszcza jeśli te czynności i rozstrzygnięcia w sposób oczywisty i rażący naruszają prawo.
Nie działają w ramach niezawisłości sędziowie, jeśli rzeczywistym celem ich działania jest spowodowanie sytuacji dogodnej dla siły politycznej hamującej reformowanie Wymiaru Sprawiedliwości.
Jednym z takich sposobów było wykorzystanie do w/w celu konkretnej, toczącej się przed Sadem Najwyższym, sprawy sygn. akt: III UZ 10/18, w której Sąd Najwyższy skierował do innego składu Sądu Najwyższego konkretne zagadnienie prawne do rozstrzygnięcia, dotyczące ubezpieczenia społecznego. Zagadnienie to było rozpoznawane w sprawie sygn. akt: III UZP 4/18.
W sprawie stronami były – jako to wynika z postanowienia SN z dnia 2 sierpnia 2018 r. (sygn. akt: III UZP 4/18) - tylko dwie strony, oznaczone jako odwołujący się D.S.” oraz (strona druga) „Zakład Ubezpieczeń Społecznych Oddział w J.”. Stroną sprawy nie byli – i nie mogli być – dwaj sędziowie Sadu Najwyższego, którzy zasiadali w składzie prowadzącym tą sprawę i którzy ukończyli 65-lat.
Przedmiotem sprawy III UZ 10/18 - jak to wynika z w/w postanowienia Sądu Najwyższego - było „ustalenie obowiązku ubezpieczenia”. Przedmiotem sprawy nie było – i nie mogło być – zagadnienie, czy w/w, dwaj sędziowie Sądu Najwyższego, którzy przekroczyli wiek 65-lat mogą, czy nie mogą orzekać. Podobnie jak – zagadnienie prawne przekazane ze sprawy III UZ 10/18 do sprawy III UZP 4/18 nie dotyczyło wieku emerytalnego sędziów prowadzących sprawę.
2. Przewinienie służbowe oraz naruszenie godności zawodu sędziego Sądu Najwyższego przez wymienionych wyżej siedmioro sędziów - polega na:
a) oczywistym i rażącym naruszeniu – powołanego przez nich jako podstawa prawna - przepisu art.732 kodeksu postępowania cywilnego, który stanowi: „Zabezpieczenie udzielane jest na wniosek, a w wypadkach, w których postępowanie może być wszczęte z urzędu – także z urzędu”.
Żadna ze stron, tzn. ani odwołujący się „D.S.”, ani (druga strona) „Zakład Ubezpieczeń Społecznych w J.” – nie złożyła wniosku o udzielenie zabezpieczenia.
Gdy żadna ze stron nie składa wniosku o zabezpieczenie sąd może wprawdzie dokonać zabezpieczenia z urzędu, ale tylko w sprawach, w których postępowanie może być wszczęte z urzędu. Oprócz prowadzonego postępowania w sprawie III UZP 10/18 które było prowadzone na wniosek wnioskodawcy „D.S.” – nie było prowadzonego żadnego postępowania
z urzędu, co wykluczało wydanie z urzędu postanowienia w przedmiocie zabezpieczenia, wydanego przez Sąd Najwyższy.
b) oczywistym i rażącym naruszeniu przepisu art.734 kpc, który wyklucza Sąd Najwyższy jako mogący udzielić zabezpieczenia, ustanawiając zasadę, zgodnie z którą „Do udzielenia zabezpieczenia właściwy jest sąd, do którego właściwości należy rozpoznanie sprawy w pierwszej instancji”, ale jeśli wniosek o udzielenie zabezpieczenia zgłoszony został w toku postępowania to kwestię zabezpieczenia rozpoznaje sąd tej instancji, w której toczy się postępowanie „z wyjątkiem przypadku, gdy sądem tym jest Sąd Najwyższy. Wtedy o zabezpieczeniu orzeka sąd pierwszej instancji”.
c) oczywistym i rażącym naruszeniem – powołanego przez sędziów Sądu Najwyższego jako podstawa prawna - przepisu art.755 § 1 kpc.
Przepis ten określa sposób zabezpieczenia ogólnie, jako taki, „jaki stosownie do okoliczności (sąd) uzna za odpowiedni”, ale z całości przepisu, zawierającego paragraf 1 z pięcioma punktami, paragraf 2, paragraf 2 1 oraz paragraf 3 - wynika jasno, że zabezpieczenie odnosi się jedynie do stron lub uczestników postępowania (postępowania nieprocesowego), których praw i obowiązków dotyczy zabezpieczenie Jest oczywiste, że dwaj sędziowie Sądu Najwyższego nie byli ani stronami, ani uczestnikami postępowania toczącego się przed Sądem Najwyższym. Zabezpieczenie polegające na „zawieszeniu stosowania przepisów” sędziów tych dotyczących jest wyjątkowo sprzeczne z art.755 kpc i powoływanie się na ten przepis stanowi jego naruszenie, które jest – jak to wskazano na wstępie – oczywiste i rażące.
Charakteru wskazanych naruszeń prawa (naruszenia oczywiste i rażące) nie zmienia powołanie się przez w/w siedmioro sędziów Sądu Najwyższego na art.267 akapit 3 (TFUE) Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej oraz na art.4 ust.3 (TUE) Traktatu Unii Europejskiej, a także na wyroki Trybunału Sprawiedliwości (TSUE): z dnia 19 czerwca 1990 r. zapadły w sprawie Factortame i inn, sygn. akt: C-213/89 opublikowany w EU:C:1990:257 oraz wyroki TSUE z 27 marca 1980 r., Amministrazione delle Finanze dello Stato p. Denkavit Italiana Srl, 61/79, ECLI:EU:C:1980:100 oraz z 4 czerwca 2009 r. w sprawie C-8/08 T-Mobile i in., ECLI:EU:C:2009:343).
Co do powołanych przepisów to - nie wprowadzają one możliwości „zawieszenia stosowania przepisów” – co wynika wyraźnie z ich treści: Przepis art.267 akapit 3 TFUE stanowi bowiem:
W przypadku gdy takie pytanie jest podniesione w sprawie zawisłej przed sądem krajowym, którego orzeczenia nie podlegają zaskarżeniu według prawa wewnętrznego, sąd ten jest zobowiązany wnieść sprawę do Trybunału” - zaś przepis art.4 ust.3 TUE , że:
3. Zgodnie z zasadą lojalnej współpracy Unia i Państwa Członkowskie wzajemnie się szanują i udzielają sobie wzajemnego wsparcia w wykonywaniu zadań wynikających z Traktatów”.
Natomiast z trzech wyroków powołanych przez w/w siedmioro sędziów Sądu Najwyższego jedynie jeden dotyczy zagadnienia „zawieszenia stosowania przepisów” – jest to wyrok TSUR z dnia 19 czerwca 1990 r. zapadły w sprawie Factortame i Inn, sygn. akt: C-213/89 opublikowany w EU:C:1990:257.
Jednak wbrew w/w siedmiorgu sędziom Sądu Najwyższego wyrok ten i pogląd w nim wyrażony nie stanowi argumentu uzasadniającego wydane przez nich postanowienie, gdyż:
a) nie dotyczył sytuacji, w której to tylko Sąd Najwyższy orzekł o „zawieszeniu stosowania przepisów”. Sprawa zabezpieczenia przeszła w Anglii przez wszystkie instancje (1.Queen’s Bench Division, Divisional Court, 2. Court of Appeal,3. House of Lords) i wszystkie one rozstrzygały kwestie zarządzeń tymczasowych
b) nie dotyczył sytuacji, gdy zabezpieczenie nie dotyczyło stron toczącej się przed w/w sądami sprawy (w sprawie Factortame i inn, sygn. akt: C-213/89 kwestia zabezpieczenia dotyczyła tylko stron. Spór był pomiędzy następującymi podmiotami: Secretary of State for Transport a spółką Factortame Ltd i innymi spółkami prawa Zjednoczonego Królestwa oraz członkami organów zarządzających i akcjonariuszami tych spółek. Sprawa nie dotyczyła sędziów w niej orzekających i nie występowało zagadnienie dopuszczalnego wieku tych sędziów;
c) podstawowa teza analizowanego wyroku z dnia 19 czerwca 1990 r. zapadłego w sprawie Factortame i inn, sygn. akt: C-213/89 – teza wyraźnie przemilczana i ukrywana przez w/w siedmioro sędziów Sądu Najwyższego , której - ani żadnej innej - nie zacytowali w uzasadnieniu swego postanowienia - brzmi:
„Trzeba też dodać, że skuteczność prawa wspólnotowego zostałaby ograniczona także w przypadku, gdyby norma prawa krajowego mogła uniemożliwić sądowi rozpatrującemu spór podlegający prawu wspólnotowemu zarządzenie środków tymczasowych w celu zapewnienia w pełni skuteczności przyszłego orzeczenia sądowego w przedmiocie istnienia dochodzonych uprawnień wynikających z prawa wspólnotowego. Dlatego sąd, który w takich okolicznościach zarządziłby środki tymczasowe, gdyby nie stała temu na przeszkodzie norma prawa krajowego, zobowiązany jest nie zastosować tej normy”.
Cytowana teza wyroku TSUE dotyczy sytuacji, w której norma prawa krajowego (przepis prawa krajowego) stoi na przeszkodzie (uniemożliwia) zarządzenie (zastosowanie) nie jakiegokolwiek prawa krajowego (jakichkolwiek środków prawa krajowego), ale zarządzenia (zastosowania) przez Sąd „środków tymczasowych” przewidzianych w tym prawie. Jednym z takich środków tymczasowych jest zawieszenie postępowania w danej sprawie.
Jest oczywiste, że przepisy, których stosowanie w/w siedmioro sędziów Sądu Najwyższego zawiesiło (tzn. art.111 § 1 i 1a, art.37 orazart.39 ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r. o Sądzie Najwyższym (Dz. U. z 2018 r. poz.5 ze zm.) - wcale nie stały na przeszkodzie (nie uniemożliwiały) zastosowania przez tych sędziów środka tymczasowego w postaci zawieszenia postępowania w sprawie.
Zastosowanie zamiast zawieszenia postępowania w danej sprawie - zawieszenia stosowania przepisów, które nie tylko nie uniemożliwiały zawieszenie postępowania w sprawie, ale nie miały nic wspólnego z przedmiotem tej sprawy (tzn. ani z przedmiotem zagadnienia prawnego skierowanego przez Sąd Najwyższy - do siedmioosobowego składu Sądu Najwyższego, ani z przedmiotem samej sprawy, w której w/w zagadnienie skierowano; przedmiotem tym było jedynie „ustalenie obowiązku ubezpieczenia” , a nie bynajmniej wiek emerytalny dwóch sędziów. Powoływanie się w/w siedmiorgu sędziów Sądu Najwyższego na - wyrok zawierający cytowaną tezę jest w tej sytuacji – oczywistym i rażącym naruszeniem tej tezy wyroku TSUE.
4. Na zakończenie trzeba zaznaczyć, że z chwila wejścia w życie przepisu o granicy wieku sędziów Sądu Najwyższego i procedury z nią związanej - należało ją zastosować do składów sędziowskich we wszystkich sprawach aktualnie prowadzonych przed Sądem Najwyższym.
Zważyć należy na jedno ważne zagadnienie – wskazujące na bezprawne działanie w/w sędziów Sądu Najwyższego. Otóż – gdyby chwilowo założyć, że „zawieszenie wykonania” w/w przepisów było prawnie możliwe - to zgodnie z w/w, analizowanym postanowieniem Sądu Najwyższego, zawieszenie to zostało dokonane dopiero w dniu 2 sierpnia 2018 r. (data wydania postanowienia). Zatem - do dnia 2 sierpnia 2018 r. Sąd Najwyższy uznawał obowiązywanie przepisów art.111 § 1 i 1a, art.37 oraz art.39 ustawy o SN, gdyż gdyby nie uznawał obowiązywania tych przepisów, to by nie zawieszał ich stosowania (nie zawiesza się stosowania czegoś, co nie obowiązuje).
Jeśli jednak Sąd Najwyższy zawiesza stosowanie w/w przepisów dopiero w dniu 2 sierpnia 2018 r. – to do tego dnia ma obowiązek przepisy te stosować – czyli winien podjąć czynności powodujące nie dopuszczenie do dalszego prowadzenia tej sprawy przez w/w, dwóch sędziów, którzy przekroczyli granice wieku wskazaną w przepisie, który nawet według opisanego postępowania Sądu Najwyższego należało stosować do dnia 2 sierpnia 2018 r..
Niestosowanie przez Sąd Najwyższy przepisów do chwili zawieszenia ich stosowania przez ten Sad Najwyższy – stanowi kolejne oczywiste i rażące naruszenie prawa przez ten sam Sąd Najwyższy.
R e a s u m u j ą c - uprzejmie proszę o uwzględnienie mojego wniosku.
Z poważaniem
(na oryginale wniosku pełne
dane imienne osoby
upoważnionej do działania
w imieniu wnioskodawcy)
Mozilla/5.0 (Windows NT 6.1; WOW64) AppleWebKit/537.36 (KHTML, like Gecko) Chrome/68.0.3440.106 Safari/537.36
Jacek Jakubiec @ 77.115.162.*
wysłany: 2018-08-22 09:32
Cicho się tu zrobiło.
Wygląda na to, że ten temat można już wygasić. Ale mam jeszcze pewną zaległość wobec Wojciecha. Kontakt z nim mogę odświeżyć na żywo i pospierać się „fejs-tu-fejs”, ale - drogi Wojtku - skoro odniosłeś się do mojego „credo” publicznie, mocno bez owijania w bawełnę (po to są blogowe fora), to i ostatnie słowo oskarżonego padnie publicznie.
Czy ktoś tu jeszcze zagląda, to inna sprawa. Ale bez próby podsumowania, czułbym się wobec Ciebie nie w porządku.
A potem znów możemy pójść na piwo. Ja stawiam...
* * *
Twoje wywody są i wielowątkowe i bardzo obszerne, więc wybacz, że wezmę na celownik tylko pięć wyrwanych z całości wątków, które w sporze pod tytułem „o co chodzi?” wydają się zasadnicze.
- Czy PiS to jednak samobójcy?
Gdy Ci zarzuciłem, że imputujesz tej formacji wyłącznie niszczycielskie zamiary i spytałem „czy naprawdę wierzysz, że powodują nimi aż tak samobójcze pobudki?” odpowiadasz Wojtku rozbrajająco „ANO TEGO WŁAŚNIE NIE WIEM!”.
Więc dopuszczasz motywacje PiS-u tak chore, że wręcz autodestrukcyjne? No przestań !!!
- Według Ciebie poza Węgrami nie mamy w Unii sojuszników
Ostrożnie z takimi sądami! Tak to może wyglądać. Ba, w słynnym pojedynku przegranym 27:1 nawet w/w Węgry nie dały nam wsparcia. Tylko że coś się w Europie zmienia! Postawa Polski tu i ówdzie zaczyna budzić zrozumienie i uznanie. Nawet jeśli na razie wyrażane jest to półgębkiem, stawiam tezę, że takie tendencje będą się nasilały. Głównie, ale nie tylko, z racji problemów jakimi w wielu krajach zaowocował masowy napływ obcych kulturowo przybyszy spoza Europy. Polecam Ci artykuł z poprzedniego numeru „Do Rzeczy” zatytułowany „Spokojnie jak nad Wisłą”. Wymowa szokująca! Nie jest obojętne to, jak nas widzą rządy czy politycy z bardziej rozwiniętej części Europy, ale to ich obywatele, zwykli ludzie z takich krajów jak Szwecja, Norwegia czy Holandia, zaczynają szukać dla siebie miejsca tu, w miłej spokojnej i bezpiecznej Polsce. Jestem pewny, że sojuszników będzie Polsce przybywało.
- O ludzkiej przyzwoitości
Tu pewnie łatwiej byłoby się nam porozumieć, bo i mnie cynizm nie odpowiada. A nie brak go niestety w polityce. Ale czy lekceważenie posłów opozycji to wynalazek PiS-u? Czy inaczej było za rządów obecnej opozycji? Natomiast standardy swojej przyzwoitości, tej zwykłej, najbardziej elementarnej, eksponenci tamtej formacji zaprezentowali Polakom na kolejnych taśmach z restauracyjnych podsłuchów. A ileż tu cynizmu, którego szczerze nie lubimy! Na marginesie: jakoś ciągle nie wyjaśniono, kto o te podsłuchy tak skutecznie zadbał?
- I o patriotach
Pod koniec swojego wywodu zestawiasz ileś zacnych nazwisk, zasłużonych w minionych dziesięcioleciach dla Polski. Cieszę się w tym ciągu wymieniasz Jana Olszewskiego. Polecam Ci rozmowę z nim zamieszczoną w obecnym numerze „Do Rzeczy”. Podobnie jak niżej podpisany opowiada się za „dobrą zmianą”, ale jej liderów bynajmniej nie głaszcze (to zresztą specyfika tego prawicowego pisma). No i tenże eks-premier, niewątpliwie tęgi umysł prawniczy, o świeżej zagrywce grupy sędziów mówi jasno: „Sędziowie SN dokonali świadomej manipulacji”, co redakcja wybija w tytule rozmowy. Bardzo odpowiada mi też jego opinia o Barbarze Piwnik, jako najbardziej sensownej kandydaturze na prezesa Sądu Najwyższego. Jeśli dojdzie do tej nominacji to mocno utwierdzi się moja wiara, że „dobra zmiana” to naprawdę dobra zmiana a polskie sprawy, niespiesznie ale konsekwentnie idą w dobrym kierunku.
- Katastrofa smoleńska – nie spiesz się proszę z ostatnim słowem
Wybacz, ale ja tej tragedii za wyjaśnioną nie uważam. Czy to, jak Rosjanie grają w sprawie wraku to wyłącznie małpia złośliwość Putina & Co. wobec Polaków? Może tak, może nie… Ale tego, że wielki Tupolew waląc w ziemię (ponoć miękką tam i bagnistą) nie łamie się na parę części, tylko jest rozpirzony na kilkadziesiąt tysięcy fragmentów, rozsianych na bardzo dużym obszarze, ja nadal nie rozumiem. Czekaliśmy osiem lat, to poczekajmy cierpliwie na końcowy raport Macierewicza. To ponoć kwestia najbliższych miesięcy.
A w czym się z Tobą kłócić nie zamierzam?
Dobrze wiesz, że wiele jest takich spraw. Ja też widzę grzechy w polityce kadrowej PiS-u i czekam, kiedy spółki Skarbu Państwa będą obsadzane w transparentnych konkursach. Może doczekam. Także mną rzuca, gdy jakieś „hajlujące” bezmózgowie rusza do patriotycznych bojów z symbolem Polski Walczącej na bejsbolach. Wreszcie temat Okrągłego Stołu. Można w nim dostrzegać symptomy wewnętrznych podziałów i zalążki przyszłej gry interesów w obozie solidarnościowym, ale dezawuowanie jako „zdrady” wydarzenia, którym faktycznie zaimponowaliśmy światu, to już niemądra aberracja.
* * *
Jeszcze na koniec.
Pytanie postawione w tytule artykułu, dotyczy kwestii najważniejszej z ważnych.
Tak ja to widzę. Dziękuję tym (kilku) Panom Komentatorom, którzy uznali za stosowne zabrać tu głos.
Czy ktoś kogoś do czegoś przekonał? No... nie wiem (???).
Ja, poza tym forum, miałem okazję posłuchać opinii i refleksji paru osób dobrze mi znanych, które szanuję a które śledziły naszą dyskusję. Ktoś, kogo od lat darzę przyjaźnią, a z kim dziś jesteśmy w przeciwnych okopach, wyraził duże uznanie dla intelektualnego wysiłku, widocznego w obszernych i dogłębnych analizach PT Komentatorów. Zaskoczył mnie informacją, że sprawdził statystykę słów i że wychodzi mu że jest to w sumie, po odpowiedniej obróbce, materiał na interesującą książkę. Co do mnie, nie brałem i nie biorę tego pod uwagę, ale jest to jakieś potwierdzenie sensu tej próby polsko-polskiego dialogu. Choćby w takim skromnym i niedoskonałym wydaniu.
Dlaczego tak uważam?
Bo jakaś wielka katastrofa czai się za rogiem.
Bo jesteśmy, jako nacja, w dramatycznym i bezsensownym ześlizgu po równi pochyłej.
Dowód? Oto znów jesteśmy bogatsi o całkiem świeże doświadczenie z 15. sierpnia. Obchody 78. rocznicy Bitwy Warszawskiej zorganizowała oczywiście formacja rządząca, bo któż inny miał dziś ten wysiłek wziąć na siebie? OPOZYCJA, ta totalna, bez skrupułów to wydarzenie olała. Równo. Też totalnie, jeśli nie liczyć tweetowych śmichów-chichów ichniego kandydata na prezydenta stolicy.
No comments...
Można tylko zastanawiać się jak p. Grzegorz Schetyna sobie wyobraża realizację własnej zapowiedzi, że za dwa lata, kiedy to dzisiejsi „totalsi”, będąc znów u władzy, pokażą Polakom i całemu światu, co to znaczy budować prawdziwą wspólnotę. Wtedy na pewno okrągłą, setną rocznicę „Cudu nad Wisłą” będziemy już radośnie świętować wszyscy razem. Pięknie!!! Czyżby wreszcie ramię w ramię ze znienawidzonymi kaczystami?
No proszę, tylko się cieszyć!
Ale co będzie, jeśli ekipie p. Grzegorza przyjdzie na taki benefis czekać dłużej niż dwa lata? Cóż, w polityce dwa lata to kupa czasu, może nie warto martwić się na zapas?...
Tylko że… do innej, równie doniosłej rocznicy, zostały już tylko 3 miesiące!
Czy w listopadzie AD 2018, w 100. rocznicę odzyskania Niepodległości, pokażemy się światu z tej naszej najgorszej strony?
Szansy na jakieś minimum zgody (choćby, kurde, udawanej…), za grosz nie widzę.
Jeśli nie wymyśli czegoś, podróżujący dziś po antypodach prezydent Andrzej Duda, może razem z hierarchami polskiego Kościoła, to grozi nam poniżająca kompromitacja a potem głęboka trauma na całe dziesięciolecia.
Czy ktoś, poza zewnętrznymi wrogami Polski, może sobie tego życzyć ?!!!
Właśnie skończyłem czytać trzeci tom epokowego dzieła Andrzeja Nowaka „Dzieje Polski”.
Kończy się on na roku 1468. To rok, od którego liczyć należy historię polskiego parlamentaryzmu. Na tylnej okładce tomu można przeczytać adnotację edytorską, mówiącą o Polakach i ich czasach sprzed pięciu i pół stuleci: „(…) Ze wzrostem politycznym idzie w parze wielki wzrost cywilizacyjny. Uniwersytet założony jeszcze przez ostatniego na tronie Piasta promieniuje po jagiellońskim odnowieniu na całą Europę Środkową. Na tej wszechnicy rodzi się m.in. e u r o p e j s k a (podkr. moje – JJ) myśl polityczna oparta na respektowaniu wolności narodów, nawet pogańskich. Polacy już wówczas nie tylko kochają wolność, ale umieją też radzić sobie z nią, podporządkowując ją dobru narodu i państwowym celom, wyraźnie oddzielając je od swawoli (porównanie do dzisiejszych czasów ciśnie się samo…). Obywatele potężnego kraju rozumieją doskonale, że dobro oraz suwerenność Ojczyzny to fundament ich dobra osobistego. Obok wielkich zwycięstw takich jak Grunwald, rozwija się samorządność oraz rodzi się nowoczesny parlamentaryzm (…). Po przeczytaniu tego tomu z pewnością dojdziemy do przekonania, że mamy być z czego dumni jako Polacy! (…)”
Mówił Cycero, że historia jest nauczycielką życia.
Więc, drogi Wojtku, jak to jest z Polakami? Czy nie potrafią z dziejowych lekcji korzystać? Czy może przez te 550 lat nie dość że nie poczynili postępów, to wręcz zgłupieli?
Serdecznie Cię pozdrawiam!
Wojtek @ 83.26.9.*
wysłany: 2018-09-05 12:58
Długo się nie odzywałem, bo wydaje mi się, że to czego jestem świadkiem codziennie jest po prostu groźne, a nawet Ty Jacku piszesz: "Szansy na jakieś minimum zgody (choćby, kurde, udawanej…), za grosz nie widzę."
Ja niestety też.
Jako posumowanie mojego uczestnictwa w tej dyskusji, posłużę się cytatem z wypowiedzi p. Mateusza Tondela (zupełnie nie znany mi internauta), który 15 lutego 2018 napisał:
"Moja Polska , to Polska Wałęsy, Frasyniuka, Bartoszewskiego, Tuska, Geremka, Mazowieckiego, Owsiaka. Moja Polska nikogo nie wyklucza, nie nazywa zdrajcą. Moja Polska zna i jest dumna z jasnych stron swojej przeszłości, ale nie wypiera się i potrafi przeprosić też za ciemne. Moja Polska żyje dobrze z sąsiadami, nie szuka konfliktu. Pamięta co było między nami złe, ale nie pozwala by przeszłość determinowała teraźniejszość. Moja Polska nie boi się świata, nie boi się innych kultur. Jest otwarta, bo wie że różnorodność to siła. Moja Polska szanuje chrześcijańskie korzenie, ale nie narzuca nikomu jednej, prawomyślnej religii. Moja Polska traktuje tak samo katolika, jak prawosławnego czy ateistę. W mojej Polsce nie ma lepszego i gorszego sortu, uprzywilejowanych ani dyskryminowanych.
Moja Polska ginie na moich oczach..."
Podpisuję się pod każdym słowem i ze strachem patrzę w przyszłość.
Widz @ 185.25.122.*
wysłany: 2018-09-14 18:22
Witam Panie Jacku i oczywiście witam pozostałych uczestników bardzo ciekawej dyskusji. Przyznaję z żalem, że dłuższy czas nie zaglądałem na JG24. Chcąc uniknąć „ młócenia słomy „ z panem PK , straciłem możliwość bieżącego oglądu interesującej wymiany poglądów.
Dopiero dzisiaj coś mnie tknęło.
Nie wdając się w detaliczne odnoszenie się do poszczególnych poglądów poszczególnych blogerów, pozwolę sobie od razu postawić sprawę jasno : bliżej mi do tez i hipotez Pana Jacka, Pana Wieńczysława, Pana Jana, niż Pana Wojtka.
Ze względów „ estetycznych „, nie będę odnosił się do „ twórczości” Pana Buńka.
Nie będę zwłaszcza rozwijał niczego jego „ inteligentną „ metodą rozwijania skrótów.
Na przykład nie rozwinę nicka „ Buniek „, bo … autocenzura .
Troszeczkę sprowokowany, pozwolę sobie odnieść się tylko do ostatniego fragmentu wpisu Pana Wojtka, kiedy to wykorzystuje post internauty Mateusza Tondela.
Ja jestem skłonny zrozumieć Pana obawy dotyczące możliwych, podkreślam możliwych teoretycznie skutków , koncentracji władzy.
Również przez PiS.
W demokracji od kontrolowania władzy jest opozycja.
Silna, merytoryczna, a nie operetkowa !
Czy przypadkiem i w Polsce, i w UE , nie toczy się normalna, demokratyczna walka grup interesów, w tym narodowych ?
A że wykorzystywane do tego są w sposób bezwzględny i pełen hipokryzji media i polityka ?
Czy istotnie widzi Pan „ faszyzm „ w naszym kraju ?
Oraz islamofobię, antysemityzm i rasizm ?
Czy nawet jak się trafiają pojedyncze przypadki, to nie są jednak incydentalne w stosunku do skali takich w „demokratycznej starej, dobrej Europie „ ?
Dlaczego nagłaśnia się, jako rzekomy wyraz faszyzacji Polski, szczeniacką imprezę sześciu młodych durniów, którzy ułożyli ciasto w kształcie swastyki i w lesie, w środku nocy spożyli je z okazji urodzin Hitlera ?
Nagłaśnia się ten incydent bardziej niż legalny marsz 500 nazistów w centrum Berlina w 30 rocznicę śmierci Hessa.
Dlaczego ?
Gdzie są większe tradycje totalitarne, nazistowskie, antysemickie itd?.
Gdzie obawy powinny być większe ?
W Polsce ?
Stawiam tezę, że działania UE są spowodowane próbami skoncentrowania władzy w rękach „ elit „ brukselskich i stworzenia superpaństwa, zamiast traktatowej unii suwerennych państw i stąd prawne i bezprawne ataki na Węgry czy Polskę.
Myślę, że nie od rzeczy jest tutaj cyniczne wykorzystywanie przez polityków różnej maści, uniwersalnych wartości do swoich celów. Do realizacji swoich lub swoich mocodawców celów.
Według tzw. opozycji i funkcyjnych UE, PiS dokonując reformy skandalicznie niewydolnego i niesprawiedliwego wymiaru sprawiedliwości, dokonuje zamachu na wszystkie wolności i świętości .
A na ten przykład, ograniczane wolności przez UE w internecie, przy wsparciu tzw. opozycji , jest tylko koniecznym działaniem dla „ dobra internautów „.
Obecnie polityka to w dużej mierze nie wybory a casting na najlepiej ułożonego przez trenera od PR „ modela „, najlepiej skadrowanego, najbardziej hołubionego przez media , od poważnych do Pudelków itd. itp.
Jeżeli Pan nie zauważył nic totalitarnego w polityce poprzedniej władzy i nie protestował przeciwko PO, to pozwolę sobie przesłać Panu opinię:
Kulisy władzy Donalda Tuska
Premier Tusk świetnie opanował sztukę marketingu politycznego. Dla niego liczy się przede wszystkim pozyskiwanie głosów wyborców, a nie reformy. Uprawia politykę w stylu Angeli Merkel i Silvio Berlusconiego. Potrafi zareagować w sytuacji kryzysu, być wyrazisty i zdecydowany, ma też indywidualny wdzięk jak kanclerz Niemiec. Jednocześnie potrafi bezwzględnie i skutecznie walczyć o swoją pozycje i władzę, uważa dr Ryszard Kessler, politolog z Uniwersytetu Zielonogórskiego.
Jeżeli Pan się nabrał na absolutnego władcę Polski, Tuska, który w aksamitnych rękawiczkach …. to gratuluję.
Jedno trzeba przyznać, że PiS jest w dziedzinie PR w stosunku do PO daleko za …Eskimosami.
Pozdrawia.
Widz @ 185.25.122.*
wysłany: 2018-09-14 18:35
PS W przedostatnim zdaniu zabrakło : ...i jeżeli Pan wtedy nie protestował ". Powinno być : "
Jeżeli Pan się nabrał na absolutnego władcę Polski, Tuska, który w aksamitnych rękawiczkach, i wtedy nie protestował, to …. to gratuluję.
Wieńczysław @ 176.114.235.*
wysłany: 2018-09-14 22:18
Tę wypowiedź internauty, którą zacytował Pan Wojtek, można traktować jako reprezentatywną próbkę tego, na czym polega cała obłuda propagandy III RP. To jest typowo PO-wska i lemingowa, do znudzenia przez nich wszystkich powtarzana śpiewka o tym, że Polska po 1989r. to państwo wielkiego sukcesu, udanej transformacji i kwitnącej demokracji, a kto się z tym nie zgadza, ten oszołom, pisowiec i moher.
Można po kolei rozebrać tę wypowiedź na czynniki pierwsze i wykazywać godzinami zawarty tam propagandowy fałsz, który jest o tyle groźny, że do dzisiaj zatruwa umysły wielu Polaków.
"Moja Polska , to Polska Wałęsy, Frasyniuka, Bartoszewskiego, Tuska, Geremka, Mazowieckiego, Owsiaka"
Oczywiście kilkoro z tych postaci ma pewne zasługi dla Polski poczynione na pewnych etapach ich życia, ale nigdy bym się nie podpisał pod takim stwierdzeniem. Nie popieram wieloletniego, płatnego agenta SB Wałęsę, który za pieniądze donosił na kolegów ze stoczni. Nie popieram Frasyniuka, który świetnie się urządził w III RP i zadowolony ze swojej sytuacji próbował robić politykę z totalnym lekceważeniem tych, którzy zostali poszkodowani przez pseudoreformy niejakiego Balcerowicza, a dzisiaj mówi, że "ma w d*** prawo". Uważam Bartoszewskiego za dobrego historyka, ale na pewno nie za dobrego dyplomatę, gdyż dyplomacja polega na reprezentowaniu i realizowaniu interesów swojego kraju, a nie obcego, a pan Bartoszewski miał wizję polityki zagranicznej polegającą na tym, że Polska ma tylko dostosować się do wytycznych płynących z Berlina i niczego więcej jej do szczęścia nie potrzeba. Z podobnych powodów nie popieram też Geremka ani Mazowieckiego - jednego z najgorszych premierów w historii III RP, przez którego komuniści przeszli do nowego rzeczywistości suchą stopą. Nie popieram też Owsiaka i jego pseudocharytatywnej akcji, dzięki której w niejasny, nieudokumentowany sposób kosi grubą gotówkę, uchodząc za dobroczyńcę i autorytet, choć nie jest ani jednym, ani drugim.
Moja Polska to Polska Witolda Pileckiego, prymasa Wyszyńskiego, Anny Walentynowicz, Andrzeja Gwiazdy, braci Kaczyńskich, Bronisława Wildsteina, Krzysztofa Wyszkowskiego, Antoniego Macierewicza oraz o. Rydzyka.
"Moja Polska nikogo nie wyklucza"
Owszem, wyklucza, i to w najbardziej perfidny sposób, z całą bezwzględnością i brutalnością, za to w białych rękawiczkach, tak żeby nigdzie o tym nie można było usłyszeć. W wyniku pseudoreform wykluczonych zostało miliony Polaków. Wielu młodych ludzi skazano na emigrację. Pracę w urzędach gminy oferowano tylko znajomym z SLD, PO i PSL. Starych, biednych ludzi nazywano "moherami", szydzono z nich tylko dlatego, że są starzy, biedni i głosują na niewłaściwą partię.
Wielu przedsiębiorcom zniszczono biznes i życie, bo "wolne sądy" wraz z "wolnymi urzędami skarbowymi" robiły co chciały i nie mówię tutaj tylko o głośnych sprawach Romana Kluski i Lecha Jeziornego - to tylko wierzchołek góry lodowej. Na każdym szczeblu władzy stosowano zasadę "kto nie z Mieciem, tego zmieciem". Wykluczano niezależne, prawicowe media, gnojono właścicieli lokali, jeśli ci zdecydowali się zorganizować spotkanie z publicystami tych mediów. 3 miliony Polaków - tzw. "elita" - celebryci, politycy, dziennikarze, znani biznesmeni i ci, którzy ich popierają i z nimi współpracują - mieli się dobrze i mieli być z czego zadowoleni, ale reszta, czyli ponad 30 milionów - miała na nich harować jak woły za 1500 zł miesięcznie i jeszcze się cieszyć. Uczciwych, ciężko pracujących ludzi ta Polska nie tylko wykluczała, ale ich wykańczała. Jedyne, kogo nie wykluczała, zaś hołubiła, to aferzystów, dawnych agentów SB, starych komuchów, zblatowanych z nimi dawnych działaczy Solidarności, celebrytów, znanych dziennikarzy, prawników i urzędników.
" nie nazywa zdrajcą"
Owszem, nazywa zdrajcą, proponuję poczytać niejakiego Lisa. On nazywa zdrajcami polityków PiS za to, że ośmielili się inaczej niż on interpretować Konstytucję. Oprócz tego ta Polska przez wiele lat nazywała Polaków o prawicowych poglądach oszołomami i faszystami.
"Moja Polska zna i jest dumna z jasnych stron swojej przeszłości, ale nie wypiera się i potrafi przeprosić też za ciemne"
To są bajki dla grzecznych dzieci i propagandowe bzdury. Przeprosić owszem, ale tylko za Jedwabne, bo to zrobili "Polacy". Ci, którzy każą nam przepraszać za Jedwabne, jakoś nie kwapią się do tego, by przeprosić za swoich dziadków i ojców w UB, a nawet sami za siebie, jeśli mają coś za uszami.
"Moja Polska żyje dobrze z sąsiadami, nie szuka konfliktu"
Znowu bzdury i ogłupianie ludzi! Może od razu zrzeknijmy się niepodległości, sprzedajmy wszystkie nasze przedsiębiorstwa Niemcom, wpuśćmy wszystkich imigrantów, wtedy Niemcy będą nas tak chwalić, tak "żyć z nami dobrze", jak nigdy! Pobijemy wtedy wszelkie rekordy bycia przyjaznym wobec sąsiadów i "nieszukania konfliktów". Co to za kretyńskie sformułowanie, że Polska niby "szuka konfliktu"? Mamy przemilczeć trudne sprawy, nie upominać się o własne interesy, chować głowę w piasek i to inni, tzw. nasi "partnerzy" mają oceniać, czy jesteśmy wystarczająco spolegliwi, czy może niepotrzebnie "szukamy konfliktu"? A czy nie przyszło wam do głowy, że może to inni "szukają konfliktu", może to Niemcy "nie zdają egzaminu z europejskości" i może to oni "stracili szansę" bycia "równorzędnym partnerem"? Może to innych należy zacząć rozliczać z tego, czy wystarczająco postarali się o względy Polski? Ale oczywiście do tego potrzebna jest siła i niestety to właśnie się kryje pod płaszczykiem tego całego bajdurzenia o "przyjaznych relacjach". Ci ludzie mają tak ogromne kompleksy, że nie widzą żadnej możliwości poza pełnym podporządkowaniem się silniejszemu. Niemcy są 7 razy silniejsze od Polski, więc wg nich musimy we wszystkich sprawach dawać dowód swojego "nieszukania konfliktu", czyli bezwarunkowej podległości. Za językową zasłoną propagandową "dobrosąsiedzkiej" retoryki, przełamywania podziałów, "pojednania" i uniwersalnych, "europejskich wartości" kryje się po prostu uznanie prawa silniejszego, czyli de facto prawa dżungli, w której nie istnieje żadna moralność.
" Pamięta co było między nami złe, ale nie pozwala by przeszłość determinowała teraźniejszość."
To po co ta pamięć, skoro niczego ma nie determinować?
"Moja Polska nie boi się świata, nie boi się innych kultur"
Oczywiście, że się nie boi - gdybym ja mieszkał sobie w willi w Konstancinie, jeździł limuzyną i był redaktorem poczytnej gazety z niemieckim kapitałem, to też bym tak pisał: że nie boję się świata, nie boję się innych kultur, choćby nawet w danej kulturze kamienowano kobiety za to, że zostały zgwałcone - a tak dzieje się w wielu krajach islamskich. Ale 95% Polaków mieszka w blokach lub niestrzeżonych domkach, chodzi po chodnikach i ma prawo obawiać się konfliktów na tle kulturowym, do których zawsze dochodziło, jeśli nagle zaczęto te kultury ze sobą mieszać.
"Jest otwarta, bo wie że różnorodność to siła."
Siła nie bierze się z różnorodności, tylko z wartości, którymi ludzie się kierują. Różnorodność w pewnych sferach życia może być zaletą, a w innych wadą. Różnorodność kulturowa jest rzeczą niepożądaną. Zresztą ci, którzy piszą te wszystkie farmazony o tolerancji i różnorodności też mają określoną wizję człowieka, świata, moralności i kierują się określonym zestawem wartości, sprzecznym z wieloma "różnorodnymi" kulturami i systemami etycznymi.
"Moja Polska szanuje chrześcijańskie korzenie, ale nie narzuca nikomu jednej, prawomyślnej religii."
A co to znaczy, że ktokolwiek coś "narzuca"? Proszę o dowody na to, że ktokolwiek "narzuca" komuś jedną religię. Moim zdaniem właśnie nie narzuca i to niestety - bo powinna zacząć narzucać. Poza tym to jest kłamstwo, że ta Polska "szanuje chrześcijańskie korzenie" - gdyby tak było, nie promowałaby różnych obrzydliwych seansów nienawiści wobec chrześcijaństwa, takich jak happeningi zakłócające procesję Bożego Ciała czy rozmaite "Klątwy", "Klery" i inne antyklerykalne i antykatolickie badziewia.
". Moja Polska traktuje tak samo katolika, jak prawosławnego czy ateistę"
To kłamstwo. Ta Polska robi wszystko, by było jak najwięcej ateistów.
"W mojej Polsce nie ma lepszego i gorszego sortu, uprzywilejowanych ani dyskryminowanych."
Perfidne, podłe kłamstwo. W Polsce istnieje grupa uprzywilejowanych, którzy mogą robić co chcą, kraść co się da, kłamać w żywe oczy i śmiać się ludziom w twarz oraz wielomilionowa rzesza tych, którzy za błąd w jakimś formularzu lub zaległości w jakichś opłatach mogą zostać skazani na karę więzienia.
"Moja Polska ginie na moich oczach..."
I oby zginęła do końca, a na jej gruzach powstała nowa Polska - IV Rzeczpospolita, państwo uczciwe, suwerenne, bogate, sprawiedliwe dla wszystkich i opartę o tradycję rzymskokatolicką.
Jacek Jakubiec @ 5.174.9.*
wysłany: 2018-09-15 10:53
Było tu trochę zastoju. Ale znów zjawił się "Widz", potem mocnym i zdecydowanym słowem polemicznym (po Twoim Wojtku wpisie, a dokładnie po zacytowaniu jakiegoś internauty) wypowiedział się "Wieńczysław". Jest i będzie o czym dyskutować. Tym bardziej, że dzieją się rzeczy bulwersujące i to nie tyle tu w Polsce (co do mnie jestem o nią spokojny), tylko tuż obok. Potraktowanie "z buta" Orbana, a de facto 10 milionów Węgrów, przez Parlament Europejski i pierwszoligowych europolityków, czy dziwaczny niemiecki afront wobec nas z zaproszeniem pani Kozłowskiej, to tylko odpryski dużo szerszego i groźnego procesu, jaki trawi wspólnotę unijną. Zresztą jakaż to wspólnota? To, że są tu kolizje wynikające z gry interesów to nic nowego. Gorzej, że widać pierwsze symptomy zapowiadające frontalne, potencjalnie mega-niszczycielskie!, zderzenie światów wartości! To co dzieje się w Brukseli, ujawnia tendencje, które w istocie obrażają pamięć ojców założycieli Unii Europejskiej. To się niestety nie może dobrze skończyć. Chyba że inne europejskie plemiona zaczną to widzieć i dadzą temu wyraz za rok w wyborach do europarlamentu. Liczę na to i tym bardziej, drogi Wojtku, będę sprzyjał formacji, która dziś rządzi w Polsce.
Wieńczysław @ 176.114.235.*
wysłany: 2018-09-16 10:09
"Zresztą jakaż to wspólnota?"
No właśnie, słowa Prezydenta Dudy o "wyimaginowanej wspólnocie" oburzyły naszą elitkę z TVN, GW i PO. Jaka to wyminaginowana wspólnota, skoro dostajemy miliardy złotych z Unii? Ich zdaniem wspólnota kulturowa i polityczna polega na dawaniu i braniu kasy. Wystarczy najprostszy mechanizm redystrybucji finansowej, by już uwierzyć w istnienie czegoś takiego jak wspólnota. Ci sami ludzie z drugiej strony głoszą - choć rzadko używają tego słowa - iż "wyimaginowana" jest wspólnota narodowa Polaków. Tradycja podważania i kwestionowania pojęcia narodu liczy wiele dziesiątków lat, więc wspomniane organizacje polityczno-medialne tylko przejęły pałeczkę po swoich ideowych przodkach (łaskawie nie wspomnę jakich, bo wrażliwi mogą się obrazić).
Okazuje się zatem, że pomimo istotnych różnic politycznych, kulturowych, historycznych i Bóg wie jeszcze jakich, występujących między wszystkimi krajami Unii Europejskiej - wspólnota ta nie jest wyminaginowana, bo dostajemy kasę, natomiast 1000 lat istnienia państwa i narodu polskiego nic właściwie nie znaczy, są to jakieś fałszywe, naiwne wyobrażenia o rzekomo zwartej, spójnej i kierującej się wspólnymi wartościami kulturze, podszyte uczuciami szowinistycznymi.
A przede wszystkim - uparcie to powtarzam - z Unii dostajemy kasę, a sami sobie przecież jej nie dajemy, żadnej kasy od siebie nie otrzymujemy, bo jako naród nie jesteśmy w stanie stworzyć samodzielnie nowoczesnej, silnej gospodarki. To oczywiście powtarzają ci twórcy, artyści, celebryci i politycy, którzy akurat najwięcej kasy dostają nie z Unii, tylko od innych Polaków. Pieniądze, które na swoje filmy, często mające przesłanie destrukcyjne wobec Polski, otrzymują ci twórcy, liczone mogą być w setkach tysięcy złotych.
Czy jest w tym jakaś logika?
Jacek Jakubiec @ 5.174.9.*
wysłany: 2018-09-16 10:52
Że zacytuję:
"(...) natomiast 1000 lat istnienia państwa i narodu polskiego nic właściwie nie znaczy, są to jakieś fałszywe, naiwne wyobrażenia o rzekomo zwartej, spójnej i kierującej się wspólnymi wartościami kulturze, podszyte uczuciami szowinistycznymi (...).
Otóż to Panie Wieńczysławie. Nie rozwijając tego - fundamentalnie ważnego dla Polaków wątku - tym wszystkim, którym w tej materii brak wiedzy i prostej orientacji, gorąco polecam "Dzieje Polski" Andrzeja Nowaka. To znakomite, epokowe dzieło. Dotąd wyszły trzy tomy. W trzecim narracja doprowadzona jest do roku 1468, czyli do narodzin polskiego parlamentaryzmu, na dobrą sprawę - pionierskiego w wymiarze europejskim! Prof. Nowak zapowiada kolejne tomy w rytmie rocznym i chce zakończyć swoją fascynująca opowieść o Polsce na roku 2020. Oby mu się udało!
Wieńczysław @ 176.114.235.*
wysłany: 2018-09-16 10:58
"Liczę na to i tym bardziej, drogi Wojtku, będę sprzyjał formacji, która dziś rządzi w Polsce"
Ja też nie tyle sprzyjałem, co broniłem Prawa i Sprawiedliwości przed niesprawiedliwymi i opartymi na kłamstwach atakami. Jednak ostatnio coraz mniej mam ochotę ich bronić. Pojawiają się bowiem informacje o tym, iż rząd ukrywa dane o napływających do Polski imigrantach, także tych z krajów islamskich. Nie tylko świadczą o tym informacje ujawniane przez środowiska narodowe, do których mi daleko, ale widzę to także sam na ulicach Wrocławia, a nawet Jeleniej Góry - znacznie częściej niż to bywało niegdyś widać na ulicach przybyszów z krajów arabskich.
Chciałbym przede wszystkim wiedzieć, ile ich przybywa i skąd przybywają oraz na jakich zasadach. Zasadniczo nie mam nic przeciwko imigracji pod warunkiem, że odbywa się to na cywilizowanych zasadach i warunkach, których nieprzestrzeganie musi poskutować przymusowym powrotem. Według mnie sens integracji europejskiej, zwłaszcza w kontekście rozszerzenia Unii o 10 nowych krajów w 2004r., polega na stopniowym, wieloletnim uwalnianiu przepływu kapitału, osób, towarów itp., ale W RAMACH Unii, co oznacza, że otwieramy granice WEWNĄTRZ Unii, a nie na zewnątrz. Konieczna jest tu zależność: im bardziej otwieramy granice wewnętrzne, tym bardziej musimy chronić zewnętrzne, ponieważ już samo otwarcie granic wewnątrz powoduje dostatecznie dużo chaosu i wymaga czasu, aby społeczeństwa przyzwyczaiły się do nowych warunków.
Jest to idea piękna i godna poparcia: kraje członkowskie przestają toczyć ze sobą wojny, a decydują się na współpracę, handel, otwarcie społeczeństw na siebie nawzajem. Ale trzeba zaznaczyć: są to społeczeństwa reprezentujące pewien wspólny kanon kulturowy. Istnieje bowiem wcale niewyimaginowana wspólnota europejska, ale nie polega ona na redystrybucji pieniędzy ani bynajmniej na biurokracji unijnej, co miał na myśli prezydent Duda, lecz na wspólnym dziedzictwie cywilizacji greckiej, rzymskiej i chrześcijańskiej. Choć nie wszystkie kraje w równym stopniu hołdują zasadom tej cywilizacji (stąd biorą się też problemy UE), to możemy się zgodzić, że istnieje wiele wspólnego między krajami takimi jak np. Polska, Węgry, Portugalia i Irlandia albo między Niemcami, a krajami skandynawskimi, a obywatele tych państw rozumieją w podobny sposób takie sprawy jak równość obywateli wobec prawa, trójpodział władzy (nie mylić ze samostanowieniem władzy sędziowskiej!), rozdział Kościoła od państwa (nie mylić z ideologią tzw. państwa świeckiego/neutralnego światopoglądowo!), wolność słowa, równouprawnienie kobiet (nie mylić z feminizmem), prymat rodziny nad innymi formami życia społecznego i szereg innych zdobyczy cywilizacji Zachodu, których brak w innych częściach świata.
Unia Europejska zamiast korzystać i czerpać z tych zasobów i na nich opierać rozwijającą się strukturę polityczną, zaprzeczyła im, przyjmując jako swoją ideologię kosmopolityczny neomarksizm kulturowy, który zakłada, że najważniejsza jest wolność osobista jednostki, głównie w sferze seksualnej oraz emancypacja ze wszystkich dotychczasowych więzów: rodzinnych, religijnych itp., choć kosztem wolności w innych sferach, np. tej związanej z potrzebami ochrony środowiska. Składnikiem tej ideologii był także postulat otwarcia granic na masowy napływ imigrantów z innych kultur. Skoro bowiem kultury są równe, żadna nie jest gorsza od innej, a wolność osobista jednostki jest najważniejsza, to nie było innej możliwości, jak tylko otworzyć się na tzw. uchodźców, oficjalnie powołując się na współczucie dla ich cierpienia.
O tym, że spowodowało to katastrofalne skutki dezintegrujące wspólnotę europejską i tak naprawdę zahamowało i już być może także cofnęło proces integracji europejskiej - nie trzeba nikogo chyba przekonywać.
Dlatego pilnie konieczna jest rewizja przynajmniej polskiej - jeśli nie mamy wpływu na europejską - polityki imigracyjnej. Moim zdaniem migracja podyktowana względami ekonomicznymi może występować, ale pod warunkiem, że jest ściśle kontrolowana przez państwowe instytucje, włącznie ze służbami specjalnymi. Nadawanie polskiego obywatelska powinno być możliwe dopiero po wielu latach zamieszkiwania przez cudzoziemca, jeśli dobrze posługuje się on językiem polskim i jeśli nie był karany. Łamanie polskiego prawa powinno skutować deportacją. Na pewno też jestem przeciw przyznawaniu świadczeń socjalnych cudzoziemcom, gdyż po prostu jeżeli ktoś zdecydował się tu przyjechać, to po to, żeby pracować i normalnie żyć, a nie po to, żeby żyć na koszt innych obywateli i rozrabiać na ulicach, jak to ma miejsce np. w Szwecji.
Unia Europejska powstała przecież po to, żeby Polacy mogli poznać np. Hiszpanów, Brytyjczycy, aby mogli współpracować z Czechami, Grecy robić interesy z Finami, Irlandczycy jeździć na wakacje do Włoch, Słowacy pracować we Francji, studenci z Węgier jeździć na stypendia do Szwecji i tak dalej, a nie po to, żeby obywatele państw unijnych ciężko pracowali na to, aby hordy islamskich bandytów z Afryki mieli za co jeść i stosować przemoc na przedmieściach europejskich miast.
Dlatego też jestem stanowczo przeciwny przyjmowaniu imigrantów z krajów islamskich. Co więcej, byłbym za tym, aby do Konstytucji wprowadzić zakaz działalności organizacji i związków wyznaniowych, których religią jest islam (z wyjątkiem polskich Tatarów). Islam, zwłaszcza ten współczesny, jest bowiem tak samo groźny, jak niegdyś faszyzm, nazizm i komunizm.
Cywilizacja europejska ponownie w swej historii musi obronić się przed barbarzyństwem. Jeśli PiS prowadzi z Polakami nieuczciwą grę i po kryjomu wpuszcza imigrantów, to nie przyczynia się do tej obrony.
Wieńczysław @ 176.114.235.*
wysłany: 2018-09-20 19:14
"gorąco polecam "Dzieje Polski" Andrzeja Nowaka. To znakomite, epokowe dzieło."
Ja teraz czytam Bronisława Wildsteina "Demokracja limitowana, czyli dlaczego nie lubię III RP". Nie będzie chyba zaskoczeniem, jeśli napiszę, że ta książka w pełni (z drobnymi wyjątkami dotyczącymi tzw. rewizjonizmu historycznego) wyraża także moje poglądy na szereg ważnych tematów, które poruszamy także na tym forum. Wildstein opisuje, w charakterystycznym dla siebie, zahaczającym o filozofię stylu, takie sprawy jak geneza naszego obecnego ustroju, jego wady, wykorzenienie naszych elit ze wspólnoty, problem tzw. polskiego antysemityzmu i wiele, wiele innych. Jest to publicystyka najwyższej próby, polecam każdemu, kto jeszcze nie wie, w jakim kraju mieszka - a jeśli ktoś wie, to tylko pogłębi to jego rozeznanie.
Natomiast co do dzieła prof. Nowaka - to posiadam 1 tom, ale nie zachwycił mnie, ale to pewnie z powodu mojej niewielkiej wiedzy historycznej. Niestety, mam takie przekonanie, że na polskim rynku istnieje tylko jeden dobry podręcznik, a właściwie jedna seria podręczników, do historii Polski - chodzi o serię podręczników akademickich wydawnictwa PWN. Tylko ona zawiera - stwierdzam to jednak tylko przejrzawszy pobieżnie - kompetentny, oparty na najnowszych źródłach i opracowaniach, solidny i wyczerpujący, wykład. Myślę też, że dość przystępny dla zwykłego czytelnika, czego nie zawsze się da powiedzieć o tekstach prof. Nowaka. Reszta - to albo podręczniki szkolne, pełne różnych uproszczeń, pominięć i błędów, albo nieraz bardzo dobre monografie, albo książki przyczynkarskie, zaś nieliczne przekrojowe opracowania - albo przestarzałe, albo niekompetentne lub też pisane w zbyt osobistym tonie, co właśnie dotyczy "Dziejów Polski" prof. Nowaka. Lektura tego dzieła wg mnie powinna być poprzedzona odtworzeniem historii Polski z jakiegoś bardziej obiektywnego podręcznika, tak więc jest to jeszcze przede mną :)
Jacek Jakubiec @ 5.60.218.*
wysłany: 2018-09-20 22:14
Panie Wieńczysławie, Wildsteina bardzo cenię, pozycję którą Pan poleca mam na oku. Przyznaję wszakże że nie mam na lektury tyle czasu ile bym chciał. Zbyt wolno czytam... Podziwiam redaktora Piotra Goćka, który co tydzień w "Do Rzeczy" serwuje czytelnikom omówienie pięciu książek, kilku filmów, gier etc. Omówienia jak nie pełne to skrótowe, ale podane ze znawstwem i przekonująco. Facet ma jakiś niewiarygodny "przerób" czytelniczy!
Co do "Dziejów Polski" prof. Nowaka.
Ten osobisty ton autora i formuła dialogowania z czytelnikiem mnie akurat odpowiada. To bardzo nietypowa książka, pisana przez naukowca i bazująca na gruntownym znawstwie rzeczy, ale już w pierwszym kontakcie dość ostentacyjnie manifestująca odejście od kanonu namaszczonej naukowości. Nie ma przypisów, źródła podawane są enigmatycznie, naukowi protagoniści hołubieni superlatywami zaś adwersarze traktowani z kulturą ale bez rozpieszczania... Mowy nie ma, by dzieło Nowaka traktować jako podręcznik do nauki historii, bo chyba nie taki był zamysł autora. To bardzo szczególny rodzaj naukowego "opowiadactwa", nasyconego pewną żarliwością. To sposób świadomie przyjęty przez profesora, któremu chyba bardzo zależy na wciągnięciu czytelnika w osobisty, niemal intymny dialog. Materia jaką tworzy polska historia a ukazana w tych tomach jest przebogata i zetknięcie się z taką dawką faktografii, dla większości czytelników musi być odkrywaniem nieznanych lądów! To ewidentna wartość dzieła. Ale jest coś jeszcze. Andrzej Nowak nie waha się dywagować "co by było gdyby..." Ot, takie sobie, jakby między wierszami, kawałki historii alternatywnej. Czyni to ironizując, ba, dystansując się pryncypialnie od takich dywagacji, ale to przecież niezły sposób na uruchamianie wyobraźni czytelnika. Takiego jak ja w każdym razie...
Zauroczony tą lekturą dla porządku dodam, że miałbym też uwagi krytyczne. Trudno np. zrozumieć, dlaczego w obfitej szacie ilustracyjnej, tylko część historycznych reprodukcji jest opisana, wiele z nich pozostaje anonimowymi. Nie popisała się też korekta. Zwłaszcza w III tomie daje o sobie znać edytorska galopada. Znam ten ból.
Co do mnie, niecierpliwie czekam na tom czwarty.
Wieńczysław @ 176.114.235.*
wysłany: 2018-09-21 22:40
Man podobną obserwację odnośnie Piotra Goćka, zresztą niedawno oglądałem wywiad z nim właśnie na temat jego literackich fascynacji:
https://www.youtube.com/watch?v=ZivHjBXps-M
Co do "Dziejów Polski" prof. Nowaka - nie neguję wartości jego pisarstwa i na pewno wrócę do tych tomów, ale chciałbym skonfrontować jego wizję historii Polski z pewną obiektywną faktografią, której dzisiaj niestety mi brakuje.
Co do wad edytorskich - no cóż, "Biały Kruk" to chyba nie jest bogate wydawnictwo ;)
JJ:
Dzięki za ten link. Słuchanie Goćka to prawdziwa intelektualna frajda. Pozdrawiam !
Jacek Jakubiec @ 5.60.218.*
wysłany: 2018-09-22 12:38
Jak można było?!!!
Jak można w pierwszym secie stłamsić przeciwnika, zresztą ponoć najsłabszego w grupie i który jak się wydawało jest na odstrzał, potem pogubić się coraz bardziej w dwóch kolejnych setach, ale w czwartym jednak heroicznie wywalczyć tie-break, potem w już w piątym secie złapać wiatr w żagle, ba! mieć stan 14:11 i trzy piłki meczowe, aby za chwilę... ostatecznie przerżnąć seta 14:16 a cały mecz 3:2 ???
Czy ktoś to rozumie?
Upsss, pardon, to tylko siatkówka, na tym forum to całkiem nie na temat...
Jeszcze tylko dodam, że nie mam nic przeciwko latynosom, w szczególności przeciw Argentyńczykom, teraz nawet będę im kibicował.
Widz @ 185.25.122.*
wysłany: 2018-09-23 12:58
„ Ponad 100 neonazistów przeszło w marszu ulicami Dortmundu. Niemieckie media społecznościowe zalewają materiały z tego wydarzenia.
Według relacji świadków podczas marszu, który w piątek wieczorem przeszedł ulicami Dortmundu wznoszono antysemickie hasła.
Co bardziej bulwersujące przechodnie skarżą się, że policja nie interweniowała w tej sprawie, chociaż była świadoma sytuacji. Dlatego też, niemieckie partie opozycyjne domagają się od szefa MSW Horsta Seehofera złożenia obszernych wyjaśnień.
Na Twitterze głos w tej sprawie zabrał m.in. Volker Beck, z partii Zielonych.
„Kiedy MSW odniesie się do Dortmundu i wykrzykujących otwarcie antysemickie hasła neonazistów?”
Do sprawy odniosła się również Policja. Poinformowała, ze wszczęła kilka postępowań, ale dotyczą one używania w miejscach publicznych środków pirotechnicznych. Zapewniła, że zabezpieczyła materiał dowodowy.”
www.dw.com, rs
Wklejam to, bo raczej o tym nie napisze GW ani nie będzie się zajmował TVN 24.
Są zajęci tropieniem faszyzmu i antysemityzmu w Polsce.
Zajmuje im to cały dostępny czas, bo mało faktów.
Ewentualnie są transmisje „ na żywo „ TVN, jak sędzia Tuleja jedzie, TRAMWAJEM, na przesłuchanie dyscyplinarne !
Prawda czasu, prawda ekranu ?
PS. Czekam na stanowcze słowa Timmermansa, Junckera i oczywiście - „ krula Europy „.
Doczekam się ???
JJ:
I co na to pani Kanclerz Angela Merkel? Co Parlament Europejski?
To jasne: łatwiej flekować i ścigać superfaszyzm Orbana i Kaczyńskiego.
Myślę że tylko do czasu...
Wieńczysław @ 176.114.235.*
wysłany: 2018-09-23 23:22
"Ponad 100 neonazistów przeszło w marszu ulicami Dortmundu"
Znam takich, którzy przy takich okazjach mają zawsze gotową odpowiedź, składającą się zwykle z 3 punktów (w nawiasie podaję mój komentarz jak to należy czytać)
1. No i co z tego? Jesteśmy Polakami, więc powinni nas interesować tylko nasi rodzimi neonaziści (Polaczki, nie wtrącajcie się w nie swoje sprawy)
2. Owszem, neonaziści przeszli ulicami niemieckiego miasta, ale w przeciwieństwie do Polski tam policja i władze natychmiast reagują (oczywiście to kłamstwo - nie reagują, tylko chronią, ale Polacy nie muszą o tym wiedzieć)
3. Owszem, neonaziści maszerują w Niemczech, ale w Polsce jest to bardziej oburzające, bo Polska była ofiarą II wojny (bzdura, jest dokładnie odwrotnie - odradzanie się niemieckiego nacjonalizmu grozi powtórką z historii, czyli agresją niemiecką i z tego względu to na Niemcach spoczywa większa odpowiedzalność. Polski nacjonalizm nie miał nigdy charakteru rasistowskiego i zbrodniczego, dzisiaj jest bliższy zwykłemu patriotyzmowi niż szowinizmowi)
Brakuje mi do tej kolekcji argumentu, iż Niemieccy neonaziści maszerują z większą kulturą niż polscy.
Jacek Jakubiec @ 5.60.218.*
wysłany: 2018-09-25 11:32
…poniekąd kontynuując:
Siatkówka wspaniały sport, ale to tylko sport. Porażka z Argentyną, to coś, co dla jako tako zorientowanych żadną miarą nie powinno było się zdarzyć. Szansa wygranej wydawała się pewna, a jednak stało się. Ale powtarzam: to tylko sport...
Czy jednak nie wraca skojarzenie z tym, co w naszej dyskusji już padało? Co za fatum sprawia, że co i rusz (jasne że nie zawsze, na szczęście!…) potrafimy spaprać okazję na załatwienie jakiegoś problemu, czy zaprzepaścić szanse na sukces? Nieraz o wiele ważniejszy niż sportowy.
Zanim przejdę do znamiennego konkretu - mały prolog.
Formacja zwolenników PiS-u, czy szerzej: Dobrej Zmiany, ma póki co na tym kameralnym forum liczebną przewagę. W każdym razie tak nas, dyskutujących tutaj, pogrupował niedawno (14.09, 18:22) Pan Widz. Pozdrawiam wszystkich, także Ciebie Wojtku (jesteś tu solo, ale chłopaki nie płaczą…).
Chyba się nie pomylę, gdy powiem że także afirmując z przekonaniem ideę Dobrej Zmiany, my - jej zwolennicy - nie jesteśmy ślepi na błędy popełniane przez liderów tej formacji.
A właśnie zdarzył się jej nie jakiś tam kolejny kiks, ale grzech zaiste niewybaczalny!
Ten konkret to hasło zmiany KONSTYTUCJI i wszystko, co się zdarzyło przez ostatnie 16 miesięcy. I to w sprawie największego kalibru, dla Polski i Polaków fundamentalnie ważnej! Co do tego, że polska ustawa zasadnicza zmiany wymaga, nikt rozsądny nie powinien mieć wątpliwości. Bo weszliśmy do Unii Europejskiej, bo w regulacjach dot. dowodzenia siłami zbrojnymi są pułapki, bo obecne turbulencje wokół prezesury Sądu Najwyższego sugerują że w tej kwestii są w konstytucji sprzeczności. Już twórcy konstytucji z 1791 r. zakładali potrzebę jej okresowej aktualizacji. W sumie i dziś nie ma pytania czy?, ale jak? tę zmianę, czy może wymianę, najmądrzej przygotować i wdrożyć. Czyż nie ???
A ja od kilku miesięcy nie mogę pozbierać się z rozumem, jak mogliśmy sobie zafundować taką kabaretową sekwencję zdarzeń, jaka miała miejsce?
Jak to wyglądało?
Zaczęło się od inicjatywy Prezydenta RP, ogłoszonej „urbi et orbi”, w święto 3 maja roku 2017. Okazja i okoliczności nad wyraz stosowne, osoba Inicjatora jak najbardziej właściwa, argumenty podane przez Andrzeja Dudę przekonywujące. Także sugestia, że znakomicie byłoby finalny efekt narodowej debaty przygotować na stulecie odzyskania Niepodległości. Wymowa wydarzenia byłaby symbolicznie znakomita! Wtedy, w maju ubiegłego roku, było to jeszcze wyobrażalne. Było, ale pod warunkiem potężnej mobilizacji. Nie tylko po stronie klasy politycznej i najtęższych mózgów eksperckich, ale i możliwie najszerszych kręgów światłego obywatelstwa. Tak zrozumiałem wtedy apel Prezydenta. Więcej, trafnie czy nie, ale odczytałem w nim i taką intencję, żeby stworzyć warunki i klimat dialogu ponad podziałami, dialogu tonującego adrenalinę u bojowników z frontów wojny polsko-polskiej, bo to okazja, jakiej potem długo już mieć nie będziemy. A więc: cel ambitny i podniosły, intencje chwalebne. Strzelasz w dziesiątkę, mój Panie Prezydencie, pomyślałem wtedy. Chyba zresztą nie tylko ja.
Potem było coraz dziwniej, aż zrobiło się, jak mówi pewna nacja „i straszno i smieszno”...
Narodowy Jubileusz Stulecia NIEPODLEGŁOŚCI już za dwa miesiące. I nie będzie nie tylko nowej konstytucji, ale nawet ratującego prezydencki prestiż ersatzu, jakim miało być animujące ją, przygotowawcze referendum.
Jak rzekłem, mam problem ze zrozumieniem tego co się zdarzyło.
Nie jestem socjologiem ani psychologiem. Moje chałupnicze metody badania ludzkiego behavioru podpowiadają tu kilka sugestii.
Czy Prezydent z okazji święta 3 Maja postanowił zaskoczyć swój obóz polityczny? Czyżby całkiem świadomie nie skonsultował swojego (cennego przecież) pomysłu np. z Prezesem Kaczyńskim? Jeśli tak, to dlaczego? Chcąc być „ojcem narodu” (całego, a nie tylko tego segmentu, którego siła politycznie wiodąca jest na topie w sondażach) – w zasadzie nie musiał! Patrząc ortodoksyjnie, może nawet nie powinien był. Być może. Ale per saldo wyszła z tego wtedy bezsensowna, zaskakująca ostentacja. Nie mógł inteligentny i zacny Andrzej Sebastian Duda tego, choćby po czasie, nie zauważyć. I mimo różnych ostrzeżeń powiedział sobie „nic to” i brnął dalej. Dlaczego? Trudno zgadnąć, ale spróbujmy.
Co do mnie, nie wierzę, że było to odegranie się na tych (także „swoich”), dla których był marionetką, figurantem o ksywie „Adrian”. Taka małostkowość do Andrzeja Dudy za grosz mi nie pasuje. Myślę, że raczej swoje przesłanie do narodu traktował z czystą, żarliwą wiarą, iż Polacy tak właśnie je odczytają: jako apel o zbiorowy wysiłek, apel inaugurujący konstruowanie nowej ustawy zasadniczej, godnej tamtej sprzed 226 lat. I że on Prezydent przez naród wybrany, ma bezwzględny obowiązek przeciwdziałać coraz wyraźniejszemu jego rozpadaniu się na dwa narody, ten od PiS-u i ten od antyPis-u.
Ale robiąc ten ruch bez choćby próby (czy o tym coś wiemy?) porozumienia z własnym obozem, jak mówi lud, „wlazł na grabie”. Błąd oczywisty.
Ale jest i druga strona tej żałosnej konfrontacji. I to nie totalna opozycja, tylko ci inni „swoi”. Dlaczego w tych kręgach nie zdobyto się na wysiłek rozumu a i odruch serca, wychodzący naprzeciw prezydenckiej inicjatywie. Rozum polityczny nakazywał przełknąć afront, nie tak przecież bolesny i z wigorem należnym randze tego zadania, wypracować, nagłośnić i wdrożyć agendę działań z horyzontem czasowym w stulecie Niepodległości. Przy dobrej woli, przy wsparciu Kościoła, włączeniu świata nauki i mediów te 16 miesięcy mogło być czasem zbiorowej kreatywności i unikatowego wręcz doświadczenia Polaków. Nie łudzę się że dla wszystkich, ale bardzo krzepiącego dla znaczącej ich większości.
Czy finalnym produktem tego wysiłku mogła być NOWA KONSTYTUCJA? Tego nie wiem. Tak jak nie wiem, jak długo w XVIII wieku pracowano nad redakcją tamtego pionierskiego dzieła. Zresztą celem tej kampanii jeszcze nie musiał być gotowy, dopracowany akt konstytucji. Ale nie mam wątpliwości, że jakaś szansa została zmarnowana.
Co teraz?
Cóż, w sytuacji, jaka się wytworzyła, dobrze się stało, że Sejm całą sprawę, mówiąc kolokwialnie, uwalił. Może i dobrze że z wymuszonej konieczności, obóz rządzący przyjął postawę wedle maksymy „ciszej nad tą trumną”...
Może dziwić, że i totalna opozycja wykazuje się w tej kwestii elegancją, podczas gdy - tym razem zaiste - byłoby za co popastwić się nad formacją Dobrej Zmiany.
Może pomożecie mi Panowie cały ten casus rozebrać na czynniki pierwsze i jakoś sensownie go zdiagnozować?
* * *
Zakończę optymistycznie.
Siatkarze dostali zaskakujące bańki od Argentyńczyków, potem jeszcze od Franzuzów, aby ni stąd ni zowąd dać popis mocy i umiejętności, bezlitośnie ogrywając Serbów.
Bo przecież wiadomo, że Polak potrafi...
Wieńczysław @ 176.114.235.*
wysłany: 2018-09-26 20:14
"Może pomożecie mi Panowie cały ten casus rozebrać na czynniki pierwsze i jakoś sensownie go zdiagnozować? "
Chyba to jednak zbyt ambitne zadanie. Również uważam, że to wielka szkoda, że tę szansę zmarnowano, choć może pojawi się kolejna. Nie wiem dlaczego nie podjęto tego pomysłu Prezydenta, może wszystko podporządkowano bieżącym problemom politycznym?
Konstytucję na pewno trzeba zmienić i powinna odbyć się szeroka debata. Rzeczywiście żyjemy już w innych czasach niż 20 lat temu. Moim zdaniem zmiana konstytucji powinna iść w kierunku budowy ustroju republikańskiego, czyli mieszanego. Powinniśmy odejść od paradygmatu tzw. demokracji liberalnej, która de facto jest tylko fasadą, za którą kryje się władza różnego rodzaju silnych i wpływowych lobbies, często reprezentujących obce interesy. Powinniśmy zdecydować się też na system prezydencki, w którym to prezydent wybierany przez Naród na pięcioletnią kadencję, tworzy rząd. To banalne, ale wciąż jest potrzeba zmniejszenia biurokracji, także poprzez reformę administracji (może np. likwidacja powiatów?), zmniejszenie liczby radnych w samorządach (wiem, że tego Konstytucja tak szczegółowo nie reguluje, ale mogły by zostać wprowadzone reformy towarzyszące tej zmianie). Powinniśmy zagwarantować podstawowe zasady gospodarki wolnorynkowej, zatrzymać zadłużanie kraju poprzez np. zakaz uchwalania budżetu z deficytem. Potrzebna jest gruntowna reforma upraszczająca system podatkowy. Podatki mogłyby być nawet duże, byleby system był przejrzysty i przewidywalny dla przeciętnego Kowalskiego.
Zmiana Konstytucji mogłaby wiele rzeczy poprawić, a jest do naprawienia naprawdę dużo. Dobrze, gdyby o tym dyskutowano, a nie toczono kłótnie o błahostki.
JJ:
To, jak Pan widziałby republikański kierunek zmiany, czy raczej radykalnej wymiany, konstytucji dla mnie jest przekonujące. Ale przekonać do tego społeczeństwo to bardzo duże wyzwanie. To, co próbowałem wyeksponować to brak zgodnej woli politycznej, aby to wyzwanie na serio i z determinacją podjąć. I to brak woli, niestety, przede wszystkim w szeregach tych, którzy wzięli się za naprawianie Polski i wygląda na to, że im się to udaje. Dlaczego tak jest?! Jest to mój męczący "dylemat poznawczy".
Widz @ 185.25.122.*
wysłany: 2018-09-27 17:15
Panowie i oczywiście Panie, które czytają bloga Pan Jacka, pozwolę sobie przedstawić mój, podkreślam , mój pogląd na przedstawioną przez Pana Jacka kwestię.
Otóż, moim zdaniem, Kaczyński wyciągnął wnioski z przegranych wyborów w 2007 roku.
Wtedy zagrał na potwierdzenie silnej legitymacji PiS i …przegrał.
Wtedy nie doceniono prawdopodobnie ogromnej przewagi medialnej opozycji.
Ja stawiam ponownie tezę, że obecnie wybory są swoistym castingiem i niewiele mają wspólnego z w pełni świadomym wyborem w pełni profesjonalnie przygotowanych i w pełni poinformowanych obywateli.
Nie ta skala i …praktycznie brak takich możliwości.
Dotyczy to nie tylko Polski.
Dotyczy to wszystkich demokratycznych państw.
Nieprzypadkowo mówi się o „miediokracji”.
Wybory nie rozstrzygają się, niestety, na forach dyskusyjnych obywateli !!!
Wydaje mi się, że PiS podeszło tym razem „praktycznie„ do problemu i postanowiło nie otwierać następnego, niepotrzebnego nikomu frontu.
Postanowiono więc, niejako przy okazji, nie dostarczać politycznego „paliwa„ mizernej merytorycznie, ale silnej medialnie i mającej zagraniczne poparcie, tzw. opozycji.
Myślę, że temat zmiany Konstytucji, zostanie postawiony dopiero po wygranych , drugich z kolei wyborach, gdy pozytywne skutki reform PiS–u, będą „argumentem nie do zakwestionowania„.
Nie będzie argumentów na „totalitaryzm„ PiS a może, co Pan , Panie Jacku, zgodnie zresztą z moimi przewidywaniami, oczekuje, że zmieni się, po wyborach „europejskich„, układ sił w UE ?
Tym bardziej wtedy może być sprzyjający „klimat” do zmiany Konstytucji a nie do bezproduktywnego „młócenia słomy„ ???
JJ:
To co Pan pisze jest przekonujące. Tylko czy: 1) na taką ocenę sytuacji i szans powodzenia inicjatywy konstytucyjnej nie było stać Andrzeja Dudy? oraz 2) skoro tak, to dlaczego po stronie Jarosława Kaczyńskiego & Co. nie znalazł się nikt, kto umiałby mojemu Prezydentowi tę inicjatywę zawczasu wyperswadować? To jest ten mój "dylemat poznawczy". Toż doszło do niepotrzebnej porażki, obciążającej wizerunek nie tylko Andrzeja D. czy Jarosława K. To cała formacja Dobrej Zmiany zafundowała sobie strzał w kolano... Że ten temat jakby zniknął z wokandy to dobrze, ale jubileusz Stulecia Niepodległości jest jeszcze przed nami i wtedy temat siłą rzeczy powróci. Mam nadzieję, że ktoś teraz ostro główkuje nad tym, jakimi tłumaczeniami wobec Polaków, także tych życzliwych PiS-owi, lub/oraz nowymi zapowiedziami dot. Konstytucji stonować związany z tą porażką "absmak".
Widz @ 185.25.122.*
wysłany: 2018-09-28 14:50
Panie Jacku zadaje Pan trudne pytania, na które rzetelnej odpowiedzi mogą dać tylko bezpośrednio zainteresowani.
Nikt nie wie, czy była to nieuzgodniona inicjatywa PAD w celu zaznaczenia swojej suwerenności, czy coś innego.
Jestem jednak innego niż Pan zdania na temat uświetnienia okrągłej rocznicy odzyskania Niepodległości.
Jeszcze raz, moim zdaniem, koszty takiego spektakularnego jej zaznaczenia, otwarcie dyskusji, bez politycznej możliwości zmiany Konstytucji ( tzw. matematyka sejmowa) byłyby zbyt duże.
Właśnie taka bezpardonowa walka polityczna z Konstytucją w tle, mogłaby dopiero podważyć historyczny wymiar tej rocznicy.
Nie uważam tego za porażkę obozu rządzącego, zwłaszcza, że nawet opozycja nie eksploatuje w tzw. bieżączce tego tematu.
Tak na marginesie, może obu stronom a zwłaszcza opozycji odpowiada niejednoznaczna treść Konstytucji, którą można wygodnie dla swoich interesów interpretować ?
Z tego żyją nie tylko prawnicy.
Politycy też.
Czy w najbliższym czasie to uczyni i będzie eksploatować ?
Wątpię, bo rządzący mają na to odpowiedź , że te różnice między prezydentem a partią rządzącą, świadczą o demokratycznym podziale władz.
Szach i mat.
Ewentualny ciężar dowodu, iż była to „ ustawka” jest po stronie opozycji.
Pozdrawiam.
Wieńczysław @ 176.114.235.*
wysłany: 2018-10-06 09:25
Panie Jacku, co Pan sądzi o naszej plejadzie kandydatów na prezydenta Jeleniej Góry? Ma Pan jakiegoś swojego faworyta?
Jacek Jakubiec @ 31.1.242.*
wysłany: 2018-10-08 08:15
Rozumiem, że w przededniu wyborów ma Pan Wieńczysław istotny dylemat. Zgadza się? Jeśli tak, to pocieszę Wieńczysława: nie tylko Pan jest w rozterce. Nie wdając się w dywagacje personalne, wyłożę, co mam na myśli.
Każdy jeleniogórzanin, który nie tylko wie, że 21. października pójdzie do lokalu wyborczego, bo akt wyborczy traktuje poważnie a upatrzonego kandydata chce poprzeć z pełnym przekonaniem, musi (po przyjrzeniu się kandydatom) odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie: dlaczego właśnie on/ona? Czy dlatego, bo:
1) - wiem że jest uczciwy, światły, wiarygodny etc.,
2) - jestem pewny, że będzie rządził Jelenią Górą sprawnie oraz z innowacyjnym wigorem, dając Miastu solidnego, rozwojowego "kopa",
3) - bo jest w stanie wziąć na menedżerski celownik jakiś konkretny, według mnie ważny problem i skutecznie go rozwiązać,
4) - bo wreszcie reprezentuje bliską moim przekonaniom formację...
Są to jak widać konotacje z bardzo różnych obszarów wartościowania, ale w dniu wyborów każde z tych czterech kryteriów mogę w swoim sumieniu uznać za to ostatecznie rozstrzygające.
Gdy mowa o prezydencie oczywiście idealnie byłoby, gdyby był to osobnik odpowiadający mi równocześnie pod kątem każdego z tych czterech kryteriów. A z tym mam problem i nie wykluczam, że przed wejściem do lokalu wyborczego zagram w orła i reszkę...
Widz @ 185.25.122.*
wysłany: 2018-10-08 08:21
To ii tak Pan ma komfort, że wystarczy Panu moneta.
Kupuję Pana pomysł, ale ja potrzebuję w takim razie kostki do gry, która daje 6 możliwości.
Idę szukać lub kupić.:)
Wojtek @ 83.4.2.*
wysłany: 2018-08-07 12:48
Druhu Jacku (i nie tylko) no to polemizujmy.
Wypada poruszyć kilka spraw w odpowiedzi na Twój wpis z 3 sierpnia.
Ja też nie zająknąłem się na temat „bojów o po-esbecką prawdę”. Co mam na ten temat do powiedzenia?
1. Mimo, że w stanie wojennym zaliczyłem internowanie i posiedziałem trochę po aresztowaniu, (a w związku z tym pewnie wokół mnie kręciło się paru kapusiów) nie interesuje mnie zawartość SB-ckiego archiwum. SB-ckie papiery to historie drani, którzy donosząc liczyli na profity, historie ludzi zastraszonych, złamanych, którzy podpisali zobowiązania do współpracy a potem (w większości) próbowali się z tego wyplątać i jest tam również spora ilość fałszywek, produkowanych przez funkcjonariuszy SB dla forsy i wykazania się przed przełożonymi. Dzięki Tobie przeczytałem „teczkę pracy TW Jakuba”. Dopisane na raportach „prowadzącego” uwagi jego przełożonych można podsumować jednym zdaniem: „co pan tu pieprzysz?” Nawet oni widzieli, że ta „współpraca” to fikcja, ale oni też mieli przełożonych i tolerując to, mogli zameldować o „rosnącej agenturze”. Po prawie 40 latach, grzebanie w tym ma dzisiaj taki sam sens, jak np. studiowanie Wielkiej Historii WKPB.
2. Znam Cię Jacku tak długo, że wiem, iż byłeś, jesteś i będziesz harcerzem, wiernym słowom hymnu: „wszystko co nasze Polsce oddamy”. Jesteś odważny, o czym świadczy zaangażowanie w wydarzeniach marcowych, a potem w Solidarności. Za marzec zapłaciłeś aresztowaniem i utratą prawa do naukowej pracy na uczelni. To wysoka cena. Można Ci zarzucić może zbyt idealistyczne podejście do świata, może nawet pewną naiwność w ocenie innych ludzi, oraz całkowity brak koniunkturalizmu i „dbania o własne interesy” , ale na pewno nie skundlenie, a czymś takim są wątpliwości Pana Jana a pewnie i innych. Polecam im przestudiowanie dochodzenia prokuratorskiego (po złożeniu przez Jacka zawiadomieniu szantażu „lojalką”). To tyle w tym temacie.
Piszesz: „Jakim prawem imputujesz PiS-owskiej formacji wyłącznie niszczycielskie zamiary?! Czy naprawdę wierzysz, że powodują nimi aż tak samobójczo głupie pobudki?”
ANO WŁAŚNIE TEGO NIE WIEM!
Wiem co widzę i co słyszę. A widzę: (prawie udana próbę) zlikwidowania trójpodziału władzy, widzę bezprzykładne „skoki na kasę”. Słyszę natomiast, że świat się na tę moją biedną Ojczyznę uwziął i chce jej tylko szkodzić, a najgorszy jest wróg wewnętrzny, czyli „komuniści i złodzieje”.
Ale dokąd zmierza Polska i PiS pod przywództwem J. Kaczyńskiego?
On sam na temat powiedział jedynie, że na starość marzy by „zostać emerytowanym zbawcą Ojczyzny” (cytat chyba dosłowny). Co to znaczy? Od czego on chce mnie zbawić?
Główne hasła „dobrej zmiany” to „wstawanie z kolan” i „zajęcie należnego nam miejsca”. Co to znaczy? Czy podniesiono z kolan Polskę przez to, że poza Węgrami, nie mamy w Unii sojuszników? Czy prestiż Polski wzrósł, dzięki temu, że wszystkie znaczące organy Unii (Komisja Wenecka, Rada Europejska, Europejski Trybunał Sprawiedliwości) mają tak duże zastrzeżenia do wprowadzanych u nas zmian i żądają opamiętania?
Polska (ręką L. Kaczyńskiego) podpisała Traktat Lizboński. Permanentne lekceważenie zapisanych w nim zasad może skończyć się „POLEXITEM”! Czy to będzie zajęcie „należnego nam miejsca”?!
Brytyjczycy „na złość” zagłosowali za wyjściem z Unii (dzisiejsze sondaże mówią, że ponad 60% chciałoby to odkręcić, ale „mleko się rozlało”!).
Piszesz, że „gdy trzeba to potrafią - nie bacząc na wizerunkowe koszty - zrobić dwa kroki do tyłu”. Po pierwsze: może okazać się (tak jak w przypadku Brytyjczyków), że już się nie ma czasu na „kroki w tył”, a po drugie: jaki sens ma w takim razie ponoszeniu takiego ryzyka?! Czy jeżeli wszystkie Sądy obsadzimy Misiewiczami, to naprawdę będzie lepiej?
Według Ciebie „Ta formacja, w odróżnieniu od cynicznych poprzedników, ma w swej „średniej” ...„dużo więcej ideowości a także (choć to w polityce mało znaczący walor) - zwykłej ludzkiej przyzwoitości.”
I tu znów bardzo się w ocenie różnimy, albo inaczej rozumiemy słowo przyzwoitość.
Dla mnie dopuszczalne jest obiecywanie nawet „cudów” w kampanii wyborczej. Ale niedopuszczalne i nieprzyzwoite jest cyniczne okłamywanie wyborców co do zasad. Pisałem już o tym, ale powtórzę. Dużą ilość głosów otrzymał PiS na zasadzie pokazywaniu „nowej twarzy” (bez Kaczyńskiego, Maciarewicza i im podobnych.)
Zapowiadana „Dobra zmiana” miała opierać się na władzy, która (cytuję ponownie premier Szydło) mała opierać się na takich zasadach jak: „Pokora, praca, umiar, roztropność w działaniu i odpowiedzialność. A przede wszystkim słuchanie obywateli. To są zasady, którymi będziemy się kierować. Koniec z arogancją władzy i koniec z pychą” (koniec cytatu).
Czym innym, jak nie arogancją i pychą jest całkowite lekceważenie posłów opozycji? Przecież na nich głosowała ponad połowa obywateli, których obiecano słuchać!
Czy po wyborach można te głoszone zasady skreślić , „bo to była taktyka wyborcza” ?
Nie trawię cynizmu oszustw!
Człowiek przyzwoity – to człowiek honoru. Człowiek, który dotrzymuje zobowiązań i nie łamie danego słowa. Przyzwoite Państwo (a więc jego władze) obowiązują te same zasady.
Największym draństwem (bo „nieprzyzwoitość” to określenie za słabe) jest wejście w życie tzw. drugiej ustawy „dezubekizacyjnej”.
Po roku 1989 przeprowadzona została weryfikacja funkcjonariuszy MSW (byłem członkiem takiej komisji). Wolna Polska postanowiła ukarać jedynie tych, którzy popełniali przestępstwa, i nie dopuścić do pracy ludzi, którzy służąc poprzedniemu systemowi byli po prostu draniami. Z pozostałymi, razem(!),przystąpiliśmy do budowy wolnego kraju, bo każde Państwo musi mieć przecież siły porządkowe, a „naszych” nie było.
W 2009 roku przeprowadzono pierwszą ustawę dezubekizacyjną. Obniżka emerytur objęła wyłącznie świadczenia za pracę w systemie totalitarnym, sprowadzając je do wysokości średniej krajowej emerytury w tym okresie. Społeczeństwo określiło ją jako „przywracanie sprawiedliwości”.
Mija prawie 30 lat. Do władzy doszedł „walczący z komuną” PiS i „rozliczając bandytów” - wszystkim, którzy przed przełomem 1989 choć dzień przepracowali lub studiowali w strukturach MSW odbiera prawa do wypracowanej w Wolnym Kraju emerytury, dając najniższy z możliwych zasiłek !
Wielu z objętych tym „prawem” ludzi zasłużyło na najwyższe uznanie. Znane postacie to np. gen. Czempiński, który ratuje z Iraku Amerykanów a w nagrodę Amerykanie umarzają Polsce 16,5 mld. $ długu czy Grażyna Biskupska (kiedyś sekretarka w MSW, potem oficer milicji, ścigający bandytów, w wolnej Polsce Naczelnik Wydziału Terroru Kryminalnego) która zasłynęła sukcesami w walce z mafią. Ale jest cały szereg oficerów i funkcjonariuszy, którzy walczą (i giną) w Afganistanie) lub po prostu uczciwie wykonują swoje obowiązki. Mało tego, ta „historyczna sprawiedliwość” obejmuje również rodziny!
Efekt pierwszy –(tragiczny) idąca w setki ilość samobójstw starych ludzi (tracących środki do życia i zbyt honorowych by żebrać).
Efekt drugi, który w przyszłości może odbić się na nas wszystkich, to informacja idąca do społeczeństwa: Państwu nie można ufać, gdyż wychodzi się na idiotę! (mam sąsiada SB-ka, który „czując pismo nosem” w 1989 roku nawet nie przystąpił do weryfikacji. Korzystając z wiedzy (układów?) założył firmę, i dzisiaj śmieje się z naiwnych kolegów! Oni, pracując „dla Polski” mają głodowe zasiłki, on dysponuje wypracowanym majątkiem, którego nikt mu nie odbierze, bo to nie „ubecka” emerytura).
Czy człowiek, którzy mając poczucie siły i bezkarności, łamie wcześniej przyjęte zobowiązania i zasady, zasługuje na miano przyzwoitego? A czy tak postępującą władzę i jej środowisko, można określić przyzwoitą?
I dalej o tym.
Czy „przyzwoitym” np. było zlikwidowanie konkursów na stanowiska w Spółkach Skarbu Państwa? „Cyniczni poprzednicy” (twoje określenie) pewnie przy tych konkursach starali się majstrować, ale było to czytelne, i gdy zostawało wychwycone, opozycja (wtedy PiS) „waliła w nich jak w bęben”. Dzisiaj raz po raz słyszymy, jak to (na stanowisku prezesa spółki) „X-a” po (2,3,4... miesiącach) zastąpił „Y”, a „X” i odchodząc zainkasował kilkaset tysięcy czy parę milionów zł odprawy która, (zgodnie z kontraktem) mu się należała. Potem „Y-ka” w ten sam sposób zastępuje jakiś „Z” czy „N” (każdy bierze odprawę). Piszą o tym gazety, ale tak się dzieje od 3 lat! Wymiana kadr na „swoich” jest niestety w naszym kraju „czymś normalnym”, ale wymyślenie „takiej karuzeli” (by swoi mogli się dorobić) to nowość i nic wspólnego z przyzwoitością nie ma!
Takie przykłady swoiście rozumianej przyzwoitości można mnożyć.
Przytoczę tylko jeszcze jeden, bo jest dla mnie bolesny. Dotyczy bowiem Kornela Morawieckiego, ( a wiesz o tym, że to w „sprawie SW” przesiedziałem 1/2 roku w areszcie). Kornel kiedyś usiłował tłumaczyć „głosowanie w zastępstwie”, bagatelizując złamanie prawa, a teraz dowiaduję się, że najpierw bierze 300 tys. zł od Rządu (czyli od syna, ale z naszej kieszeni!) na „Fundację SW” , a teraz z kolei odmawia zwrotu 720 tys. zł, które Kukiz przekazał mu „na budowę Domu Weterana dla działaczy SW”. Mimo, że „Domu” (a nawet działki) nie ma, to i nie ma pieniędzy, bo przekazane zostały podobno p. Zwiercan (która w prowadzonym ośrodku ma zorganizować pokój dla weteranów). Takich rzeczy (bez porozumienia się z ofiarodawcą) się nie robi! Tak jak nie ma tolerancji dla łamania prawa. To nie jest „przyzwoite”!
I można dalej wymieniać:. Idiotyczna i wręcz nieprzyzwoita walka z Owsiakiem, nieprzyzwoite „wyrazy wdzięczności” przekazywane w postaci setek milionów zł (za pomoc w kampanii wyborczej) dla Rydzyka itp., itd.
Przyjrzyjmy się „ideowości”.
Jasne że wolę ludzi, którzy mieli odwagę odmówić wstąpienia do PZPR, ale też nigdy nie skreślam ludzi, za to tylko, że w partii byli. Tak samo bardziej interesuje mnie to, co ten ktoś robi teraz, a nie to, czy kilkadziesiąt lat wcześniej dokonywał mądrych wyborów.
Piszesz, że ludzie PiS-u „mają dużo więcej ideowości”. Ale to chora ideowość! Sprowadza się do tego, że kto nas nie popiera, to wróg Polski a „komuniści” są tylko w szeregach przeciwników. Ta „ideowość”, rok temu, nie przeszkadziła tym ludziom opluwanie nawet Powstańców Warszawskich i odebranie im prawa do asysty wojskowej w uroczystościach rocznicowych – bo Ci śmieli odmówić mieszania tragedii Powstania z tragedią w Smoleńsku! Nikt z „przyzwoitych” z PiS-u nie zaprotestował!
Nie znalazł się również żaden „przyzwoity”, który poparłby protesty rodzin ofiar smoleńskiej tragedii, przeciwko przeprowadzaniu kolejnych, bezsensownych ekshumacji.
I dalej. Niesiołowski czy Palikot, nadużywający epitetów w stosunku do PiS-u, słyszeli z własnych szeregów (może za słabe) ale jednak głosy dezaprobaty. Kaczyński, Maciarewicz, Pawłowicz, Piotrowicz, Jaki czy Brudziński są w takiej sytuacji oklaskiwani i „przyzwoitych” to nie razi. Kuchciński z sadystycznym uśmiechem nakłada kary finansowe na posłów opozycji, i nie dopuszcza ich do głosu, ale nie przeszkadza mu wychodzący „bez żadnego trybu” Kaczyński, bluzgający na opozycję. I znów ani słowa dezaprobaty ze strony „przyzwoitych”.
To też jest Jacku obraz „dobrej zmiany”.
Odpowiada Ci bardzo „tak mocne i wyraźne odwoływanie się do tego, co w polskim narodzie, w jego dziejach i tradycjach najlepsze”. Mnie także.
Cieszę się bardzo , że inicjatywa Lecha Kaczyńskiego zaowocowała wspaniałym Muzeum Powstania Warszawskiego. Jego budowę prowadziły rządy PO, i nie słyszałem, aby ktoś próbował przeszkadzał „bo to nie nasza inicjatywa”.
A jaki los spotkał inicjatywę PO, czyli Muzeum II Wojny Światowej (którego radę programową stanowili wybitni historycy z kraju i ze świata)? Sposób podejścia „do dziejów i tradycji” na zasadzie jak „Kali wymyślił to dobre, a jak nie to złe” zupełnie mi nie odpowiada.
Przywołując chlubne tradycje i poczynania Polaków, nie fałszujmy historii! Nie możemy równocześnie chwalić się „Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata” i udawać że, nie było szmalcowników, nie było „Jedwabnych” (bo niestety nie był to odosobniony wypadek) czy pogromu w Kielcach. Nie możemy mówić że draństwo 1968 roku działo się bo „nie było Polski”. To przecież w naszym narodzie byli (i są niestety do dzisiaj) ludzie, którzy mówią, że szkoda, iż Hitlerowi nie udało się skończyć z Żydami.
Polakami byli również niektórzy z „żołnierzy wyklętych”, którzy w wyniku potworności wojny zatracili ludzkie uczucia i dopuszczali się zwykłych zbrodni!
Każda akcja wywołuje (czasem niewspółmierną) reakcję. Przed wojną, prowadząc na siłę polonizację Ukraińców, na kresach burzono Cerkwie i zamykano szkoły ukraińskie. Nie może to tłumaczyć potworności zbrodni na Wołyniu, ale czy te nasze działania nie były podłożem do wymyślenia przez Ukraińców krwawych czystek etnicznych?
To bardzo trudne i bolesne tematy, ale do 2015 roku, Polska była chwalona za to, że (z dużymi problemami ale i sukcesami) próbowała się z tą naszą historią zmierzyć. Przyznam się, że sam przeżyłem szok, czytając „Sąsiadów”. I pewnie nie ja jeden. Ale reakcja : „Gross przesadził”, „tylu Żydów w stodole by się nie zmieściło” itp. szokuje mnie jeszcze bardziej. Tak jak szokiem była dla mnie napaść na młodego Stuhra za film „Pokłosie”, czy nazwanie „IDY” filmem antypolskim.
A świat to też widzi i tracimy się jego sympatię i (z trudem uzyskiwane) zrozumienie dla naszej, bolesnej historii!
A ja kocham i jestem dumny z Polski. Polski która kiedyś słynęła z tolerancji, potrafiła dokonać rzeczy wspaniałych (tak jak np. Odsiecz Wiedeńska).
Ostatni taki podziw wzbudziliśmy w roku 1980, tworząc „Solidarność”. Jej powstanie zapoczątkowało erozję i w konsekwencji upadek zbrodniczego systemu w środkowej Europie. Przy Okrągłym Stole zawarliśmy pewną umowę. Mimo bolesnych doświadczeń, nasza strona zobowiązała się, że, wspólnie z dotychczasowymi przeciwnikami, będziemy na nowo odbudowywać nasz kraj. I świat oniemiał, bo to się udało! Polacy, wykrwawiający się do tej pory w wojnach i powstaniach, teraz, bez rozlania kropli krwi, bez jednej wybitej szyby rozwalili system komunistyczny! Odzyskali Wolność i z powodzeniem zdobywali należne im w Europie miejsce.
PiS w dużej mierze stworzyli ludzie, którym od początku filozofia Okrągłego Stołu nie odpowiadała. J. Kaczyński (który z bratem uczestniczył w obradach), nazwał Okrągły Stół zdradą. Tak samo traktował go Kornel („bo z komunistami się nie rozmawia”). Jednak oni,odrzucając wtedy ten kompromis, siłą rzeczy znaleźli się na marginesie przemian. Kornel bez powodzenia startował na Prezydenta Polski. Kaczyński na krótko wrócił do gry u boku Wałęsy, ale (chyba z powodu własnego charakteru) szybko z kancelarii wyleciał (i wtedy przypomniał sobie o „Bolku”).
Ci ludzie za wszelką cenę chcieli udowodnić, że mieli i mają rację. Poszukują teraz „układów”, „walczą z komunistami”, ale czasami słyszą przykrą dla nich prawdę (jak Karski, któremu Czarzasty publicznie przypomniał, że: „przecież znamy się PZPR-owskiej młodzieżówki”.
Na nasze nieszczęście w 2010 roku – doszło do tragedii w Smoleńsku.
I jeżeli jestem nawet skłonny uwierzyć, ze początkowo część zszokowanych ludzi uwierzyła w zamach, to nie ma mojej zgody na to, że mimo stwierdzenia przez Komisję ds. Badania Wypadków Lotniczych (a potwierdzonego przecież obecnie przez pisowską prokuraturę) stwierdzenia, iż „nie ma śladów wybuchu”, przez lata trwała produkcja coraz bardziej bzdurnych hipotez o przyczynach i przebiegu wypadku! Kontynuowane i uroczyście obchodzone „miesięcznice”, cynicznie posłużyły do skonsolidowania ludzi „lepszego sortu”,” prawdziwych patriotów” i na tej podstawie zbudowano fundamentów zwolenników „Dobrej zmiany”.
Ale złe fundamenty, źle rokują trwałości i jakości powstałej na nich budowli.
Nie przepadam za ekscesami na „Paradzie Równości”, ale odpowiada mi przesłanie „wszyscy jesteśmy równi”.
Szlag mnie natomiast trafia, gdy widzę agresywnych „patriotów”, wrzeszczących „Raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę”, czy „A na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści”. Wrzeszczą to ludzie urodzeni w latach 90-tych, a potem część z nich "hajlując” zamawia piwo, a inni „patriotycznie” obchodzą urodziny Hitlera. I do tego jeszcze patriotyczni” kibole-bandyci, którzy do walki ruszają ze znakiem Polski Walczącej na bejsbolach!
To nie jest moja bajka.
Ja chcę słuchać patriotów takich jak: Bartoszewski, Geremek, czy Jan Nowak-Jeziorański. Oni odeszli, ale żyje prof. Strzembosz, żyje b. Premier Olszewski, żyje b. min. Rotfeld i szereg innych. Są tacy jak prof. Staniszkis czy prof. Bugaj, których stać na powiedzenie „strasznie się pomyliłem”. Oni wszyscy krytykują większość działań podejmowane w ramach „Dobrej zmiany”! I co, wszyscy się mylą?!
Pan Wieńczysław w długim wywodzie próbuje tłumaczyć gremialny brak poparcia „Dobrej zmiany” przez ludzi kultury. A może po prostu, ci artyści i twórcy, obdarzeni przez naturę olbrzymią wrażliwością i swoistym „węchem” potrafią „wieszczyć? A może oni po prostu widzą, że dobra zmiana prowadzi nas na manowce? Może wprowadzana przez min. Glińskiego cenzura prewencyjna – pachnie im powrotem do PRL-u?
I sprawa ostatnia Państwo – Kościół.
Ksiądz Lemański napisał ostatnio: „Gdy prawo pozwala na in vitro czy aborcję, to nie znaczy, że kogokolwiek się do tego zmusza. Wiązanie Kościoła z państwem jest drogą donikąd. Mamy tak głosić Ewangelię, by człowieka do niej przekonać, a nie zmusić” (koniec cytatu).
„Dobra zmiana”, opierając swoje poparcie w dużej części na Kościele, robi mu wielką krzywdę! A Kościół z kolei, robi olbrzymi błąd, udzielając bezkrytycznie tego poparcia. Gdy duża część ludzie odwraca się od „Dobrej zmiany” – odwraca się i od Kościoła! Wcale mnie to nie cieszy.
Uzasadnieniem wyboru przez p. Wieńczysława „Dobrej zmiany” jest fakt, że woli klimat Pielgrzymki Częstochowskiej niż festiwalu „WOODSTOK”. Przedstawiciele Hierarchii Kościelnej wspierają ataki na Owsiaka i jego akcje. Mają prawo do takiego wyboru! Ale dlaczego odmawiają tego prawa tym, którzy wybierają inaczej? Czy uważają, że silniejszy (tu władza) ma zawsze rację? Przy obowiązywaniu takich zasad, po następnych wyborach, może się okazać, że inna władza zacznie zwalczać Pielgrzymki lub Procesje Bożego Ciała, bo „zakłócają ruch uliczny”. I co? Będziemy wtedy protestować przeciwko wprowadzanych wcześniej przez siebie złym zasadom?
Nie chce mi się wierzyć, (nawet widząc manipulacje przy ordynacji wyborczej), że zwolennicy „Dobrej Zmiany” liczą na to, że dalsze tego typu ruchy doprowadzą do likwidacji uczciwych wyborów i nigdy władzy nie stracą.
Tak źle twórców „Dobrej zmiany” nie oceniam, ale ze smutkiem patrzę na psucie państwa.
Piszesz: „Powrót do filozofii „ciepłej wody w kranie” zdecydowanie mi nie odpowiada...”, no cóż, jest takie powiedzenie: „jeden lubi czekoladę, a drugi, jak mu ktoś igłą w oku dłubie”
Ina koniec Twojego wywodu czytam: „Patrząc historycznie: niech wreszcie Polakom się uda !”
O NICZYM INNYM NIE MARZĘ!
Czuwaj druhu
Wojtek
JJ:
Aleś się rozpisał! Dzięki za tę puentę, krzepisz moją wiarę że się dogadamy.
Replika będzie, ale nie natychmiast, bo na dwa dni wybywam.
Ściskam prawicę!