Kilka słów o mnie

Byłem ministrantem, harcerzem, żeglarzem, modelarzem lotniczym, lekkoatletą, asystentem na Politechnice Wrocławskiej, po Marcu '68 także więźniem komuny.

W 1971 r. życiowe wybory związały mnie z Jelenią Górą. Byłem głównym projektantem jej planu ogólnego. Ówczesna ekologiczna degradacja tych ziem, była impulsem do udziału w obywatelskim ruchu ekologicznym. Odbyłem roczny staż urbanistyczny w Hanowerze, potem studialny pobyt w Meksyku. Od 1977 roku jestem kustoszem Dworu "Czarne". Poza jego uratowaniem od zagłady, mój życiowy dorobek to: rekord Dolnego Śląska juniorów w dysku, kilkanaście nagród i wyróżnień w konkursach urbanistycznych, współorganizowanie Euroregionu Nysa, pierwszej transgranicznej wspólnoty na obszarze byłego bloku wschodniego. Cenię sobie tytuł Człowieka Roku '2006 uzyskany w plebiscycie "Nowin Jeleniogórskich".

Marzy mi się współczesna odmiana pozytywizmu.

Jestem żonaty, mam czwórkę dorosłej dziatwy i sześcioro wnucząt.

Podziel się z innymi

| |

Dwór Czarne - finał się zbliża (3)

2019-09-05 18:09
Idea Centrum Rzemiosła opisana tu poprzednio, spotyka się z rezonansem zdecydowanie pozytywnym. To cieszy i do tego tematu wrócę co rychlej, bo naprawdę warto.
Ale tytuł tego "serialu“ obliguje mnie teraz do krótkiej retrospekcji i naświetlenia tego ciągnącego się latami konfliktu. Dla gości zaglądających tu incydentalnie, jest on po prostu niezrozumiały.

* * *

Jak doszło do patologicznego impasu, który muszą rozstrzygać prokuratury i sądy?

W końcu czerwca roku 2012, zamieściłem tu artykuł "Anatomia zdrady“. To był list otwarty do Jarosława Bogulaka i Grażyny Szczepaniak, osób które wtedy stanowiły kierownictwo Fundacji Kultury Ekologicznej. Odkąd parę tygodni wcześniej, nie dbając o pozory obcesowo wyautowali niżej podpisanego z Rady i Zarządu FKE, stali się w Fundacji jedynowładczym duetem.
W moim artykule najskładniej jak potrafiłem, wyłożyłem co sprawiło, iż po kilku miesiącach sielankowej harmonii, nasze ścieżki rozeszły się nagle i radykalnie.
Jeśli ktoś ma dziś ochotę ten artykuł przeczytać, oto link: http://jakubiec.jg24.pl/?txt=15

Co było potem?
Były komentarze na forum, zrobiło się trochę szumu w mediach, ale adresaci listu otwartego, stanowiska wobec moich oskarżeń nie zajęli. Za to uznali za stosowne pozwać mnie (oraz "hurtowo“ kilka innych, podobnie oceniających ich osób) do sądu karnego o zniesławienie. Ta sprawa snuła się przez kilka lat po wokandach aż w styczniu 2017 r., wobec nie stawienia się powodów na rozprawę, została umorzona.

Dla dalszego biegu spraw kluczowe było włączenie się Ministra Środowiska, sprawującego państwowy nadzór nad Fundacją Kultury Ekologicznej. W lipcu 2012 r. wystąpił do sądu prowadzącego Krajowy Rejestr Sądowy z interwencją wobec poczynań w/w duetu, dewastujących Fundację, organizację pozarządową o 22-letniej historii i znacznym dorobku.
Bezwładność mechanizmów rządzących wymiarem sprawiedliwości - nie odkrywam tu Ameryki - sprawiła, że na efekt tych procedur trzeba było czekać dwa lata.
W lipcu 2014 r. prokuratora zaskarżyła w Sądzie Rejonowym działania kierownictwa FKE na jej szkodę, w tym te mające na celu pozbawienie jej głównego składnika majątkowego t.j. Dworu Czarne. Bo też w międzyczasie wykonali oni, z dużym nakładem kreatywności, szereg działań w tym właśnie kierunku. Trzeba przyznać że było w tym sporo finezji. Szczegółowo opisał to red. Grzegorz Koczubaj w "Nowinach Jeleniogórskich“ z 15.07.2014 r.
Dociekliwych a cierpliwych zachęcam do zapoznania się z tym artykułem. To wierny opis skomplikowanej sekwencji przestępczych działań. Ich istotnym elementem był dziwaczny deal, jaki ci przestępcy zawarli z wrocławską spółką "Food Trade & Development Lopata Group“. Tyle że ten plan na szczęście nie wypalił...
Dziś można to (nie bez autoironii) tak skomentować: jakkolwiek srodze nabrała się dawna Rada FKE powołując w czerwcu 2011 r. do statutowych organów Fundacji "młodych, wykształconych, z dużych ośrodków“, to krótko potem również oni nabrali się zawierając dla swoich kombinacji szemrane partnerstwo.
Prokuratura te gry prześwietliła, oceniła i proces ruszył.

img



Sprawy toczyły się teraz na dwóch sądowych frontach, równolegle w procedurach karnej oraz cywilnej.
W tej drugiej z inicjatywy Ministra Środowiska Sąd Rejonowy w dniu 1.12.2014 stwierdził łamanie prawa przez Zarząd FKE i wyznaczył dla Fundacji zarządcę przymusowego w osobie p. Andrzeja Marchowskiego. Ale nie byliby ci "bohaterowie“ sobą, gdyby wyroki sądów po prostu uznawali. W tym przypadku po ich apelacji orzeczenie uprawomocniło się dopiero w grudniu 2015 roku. A i tak, jest przez nich praktycznie nadal kontestowane.

A co ze sprawą główną, opisaną przez red. Koczubaja w "Nowinach“?
Pozew przygotowany przez prok. Tomasza Krzesiewicza nie zostawiał wątpliwości z czym sąd ma do czynienia. Procedura potoczyło się dość wartko i bez zahamowań. W marcu 2015 r. Wydział Karny SR skazał Jarosława B. i Grażynę Sz. na kary 2 lat pozbawienia wolności z 5-letnim warunkowym zawieszeniem, orzekając równocześnie 5-letni zakaz pełnienia funkcji w organizacjach społecznych i w spółkach, na dokładkę orzekając wobec skazanych kary finansowe.

img



img



Powyższe teksty prasowe ukazały się po wyroku Sądu Rejonowego jako sądu pierwszej instancji.
Rzecz oczywista, także tym razem została wniesiona apelacja. Nieskuteczna, bo Sąd Apelacyjny we Wrocławiu w dniu 24.06.2015 r. wyrok z procesu karnego w Jeleniej Górze uprawomocnił.

img



Tyle że to bynajmniej nie zakończyło całej batalii. Nie tylko dlatego, że zabytkowy Dwór nadal pozostał w rękach przestępców.
Zwróćcie Państwo uwagę na datę uprawomocnienia wyroku w sprawie karnej. Jest ważna, gdyż oznacza otwarcie kolejnego etapu w batalii o Dwór Czarne, a zwłaszcza o Fundację Kultury Ekologicznej.
Otóż krótko potem do sądu rejestrowego KRS trafiła uchwała podjęta przez Zarząd Fundacji Kultury Ekologicznej w sprawie... l i k w i d a c j i FKE, oraz wyznaczenia dla niej likwidatora w osobie Józefa B. (nazwisko identyczne jak skazanego Jarosława B.). Uchwała nosi datę 23.06.15. A był to ostatni dzień, w którym nie miał jeszcze obowiązującej mocy zakaz pełnienia przez skazanych funkcji w organach Fundacji. Formalnie jakby w porządku...
Kontrowersyjne (określając rzecz eufemistycznie) było uzasadnienie likwidacji. Powołano się na zapis ze statutu FKE, iż może ona podlegać likwidacji w razie wyczerpania posiadanych środków finansowych i majątkowych. Czytaj: skoro Dwór Czarne, obiekt wielomilionowej wartości już do FKE nie należy, to... o czym tu gadać?
Ależ owszem, jest o czym! Jest bowiem tak jak dowiódł proces karny: że kwestia własności Dworu, przewłaszczonego na drodze przestępczej jest, hmm... sporna! To zresztą nie wszystko. Gdy byłem jeszcze członkiem Rady i Zarządu Fundacji, dysponowała ona nie tylko ruchomościami możliwymi do spieniężenia ale i środkami na koncie bankowym, w wysokości ponad 300.000 zł. Nic mi nie wiadomo, żeby w międzyczasie ktoś się z tych walorów rozliczył.
Te i inne okoliczności skłoniły Ministra Środowiska do kolejnej (już trzeciej) interwencji na rzecz Fundacji Kultury Ekologicznej. W dniu 11.09.2017 r., skierował on na drogę sądową wniosek o uchylenie uchwały w sprawie likwidacji FKE. Wniosek ten niefortunnie krążył przez jakiś czas między wrocławskimi sądami, aby ostatecznie trafić do Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia. Tam jego rozpatrywanie jeszcze trwa i zobaczymy jak się zakończy...

* * *

Sądy pracują.
Można ubolewać, że przysporzono/przysporzyliśmy im tyle trudu, ale w tym przypadku taka jest konieczność.

Jest w tej całej, w istocie kryminalnej, historii jeszcze jeden, na ogół niezauważany aspekt.
Artykuł "Anatomia zdrady“ zakończyłem kierując do adresatów listu otwartego, do niedawna jeszcze moich kolegów, dwa zdania: "Nie powinno być dla takich jak wy miejsca w sektorze obywatelskim !!! Nie mam dla was szacunku. Jacek Jakubiec“.
Nie był to wersal, to prawda.
Dlaczego tak to widziałem wtedy i tak to widzę dziś, po siedmiu latach?
Fundacja Kultury Ekologicznej powstała w roku 1990, ale wcześniej było kilkanaście lat, których nie da się krótko opisać. Poniekąd uczyniłem to w wydanej 5 lat temu w książce "Dwór Czarne czyli monografia według Jacka“, więc ograniczę się do paru zdań.

W tej ponad 40-letniej już historii miał miejsce ważny epizod. Był wiosenny dzień 3 czerwca 1981 r., gdy kilkuosobowa grupa członków Polskiego Klubu Ekologicznego, działającego wtedy pod opiekuńczymi skrzydłami "Solidarności“, pojawiła się w opuszczonym, tragicznie już zrujnowanym Dworze Czarne. Wierni ekologicznemu hasłu "myśl globalnie, działaj lokalnie" ujrzeli w tej ruinie swoje wyzwanie. I tak ruszyła obywatelska akcja ratowania cennego zabytku. W roku 1987 Dwór był uratowany i bezpieczny i mógł doczekać lepszych czasów, które wkrótce nadeszły.
Dwadzieścia lat później zostało to dostrzeżone i docenione w formie wyróżnienia dla Fundacji Kultury Ekologicznej, przyznanego w ogólnopolskim, prestiżowym konkursie Pro Publico Bono "na najlepsze dzieło obywatelskie“.

img



img



Ustanowiona już w nowych czasach Fundacja była w prostej linii kontynuatorką tamtej społecznej kampanii. Wyjątkowej w swym charakterze a przede wszystkim skutecznej!
Nie mając stałych źródeł zasilania, bazując na wolontariacie, FKE zrealizowała ponad 60 różnych projektów ale przede wszystkim okazała się sprawnym inwestorem rewaloryzacji oraz adaptacji zabytkowego Dworu. Odremontowany już w 60 % Dwór naprawdę ożył. Wyrazem uznania dla tych dokonań była uchwała Rady Miejskiej, na mocy której w dniu 18. kwietnia 2008 roku Prezydent dr Marek Obrębalski, uroczystym aktem darowizny przekazał Dwór Czarne na własność Fundacji Kultury Ekologicznej.

Kryzys jaki spotkał tę organizację to temat wielowątkowy. Nie sprowadza się jedynie do kluczowej tu, rzecz jasna, problematyki prawnej. Poza wymową pozwów czy orzeczeń sądowych jest też to wszystko, co w tym przypadku, wymyka się paragrafom czy regulacjom ustawowym. Myślę o kanonach, jakie rządzą lub powinny rządzić działalnością tzw. trzeciego sektora. Takimi jak bezinteresowność, lojalność, obywatelski etos, ludzka empatia...
Nie sposób pogodzić się z tym, że wieloletni i cieszący się społecznym uznaniem dorobek Fundacji mógłby być unicestwiony tak nonszalancko, dziwnym kaprysem indywiduów o moralności de facto mafijnej.

* * *

W kolejnych odcinkach "serialu" chciałbym mieć dla Gości tego forum coraz bardziej pomyślne wieści.

Komentarze

Kazimierz @ 83.26.219.*

wysłany: 2019-09-06 10:26

Naprawdę to ewenement, że młodzi ,wykształceni z dużych ośrodków padli. Dwa to gratulacje , ze Pan to przeżył.

Wiśka @ 178.43.255.*

wysłany: 2019-09-07 22:57

Właściwie ja to wszystko pamiętam, bo odwiedzałam Dwór Czarne jeszcze wtedy, gdy były tam organizowane spotkania chociażby Stowarzyszenia Konserwatorów Zabytków. Mieliśmy wówczas nadzieję całkowitej odbudowy Dworu i organizowania spotkań w warunkach porównywalnych z innymi obiektami Kotliny Jeleniogórskiej. Niestety, przestępcza działalność dwóch osób uniemożliwiła wszelkie działania - nawet te zabezpieczające i doprowadziła do dalszej, postępującej dewastacji obiektu. Dziwi tylko indolencja władz zwierzchnich i trudna do wytłumaczenia przewlekłość procedur sądowych. Mam nadzieję, że dożyję do pomyślnego finału, choć patrząc na swój pesel nie mogę być tego pewna. Trzymam kciuki.

Jacek Jakubiec @ 31.2.48.*

wysłany: 2019-09-08 09:37

Pesel proponuję schować do głębokiej szuflady, ja tak zrobiłem i od razu mi lepiej.
Dziękuję Wisiu za dobre, sojusznicze słowo!
Dla pełniejszego obrazu sytuacji rejestrowego zabytku (numer A/4904/1139) muszę przytoczyć argument-kuriozum, jakim sprawcy tego całego horroru tłumaczą całkowity, kilkuletni brak właścicielskiej opieki nad Dworem. Oto cytat z wniosku dowodowego: "Począwszy od dnia 7 września (chodzi o rok 2012, to data zawarcia opisanego "dealu" - przyp. JJ) posiadaczami Dworu Czarne są Food Trade & Development Lopata Group Sp. o.o. oraz Jacek i Danuta Jakubcowie i wyłącznie te osoby ponoszą odpowiedzialność za stan zabytkowego Dworu Czarne, w tym z tytułu wymagań określonych ustawą z dnia 23 lipca 2003 r.o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami."
Niezłe! Wszystko dlatego, że nie daliśmy się usunąć z legalnie od blisko 30 lat (od czasu gdy ruina stawała się placem budowy) zajmowanego mieszkania kustosza.
A były to także próby siłowe, z wkraczaniem do mieszkania przy pomocy wiertarki i z przygotowanym na dziedzińcu do eksmisji wozem meblowym. Wtedy interwencja policji akcję udaremniła.
Pomijając wszystkie inne ważne racje, nie mieliśmy ochoty poddać się metodom gangsterskim i tak oto stałem się "współ-posiadaczem" Dworu. Czy jako takiemu, bo jednak właścicielem nie jestem!, przysługuje mi prawo wymiany zamków i zaproszenia komisji z udziałem stosownych organów (konserwator, nadzór budowlany, prokurator?) do wkroczenia do wnętrz i gruntownego zbadania w jakim stanie jest ten obiekt? Wydaje się to konieczne. Czujesz Wisiu sprawy ochrony zabytków, co o tym myślisz?

Wiśka @ 178.43.255.*

wysłany: 2019-09-08 20:12

Wydaje mi się, że powinien to zrobić przedstawiciel Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, bo chyba temu ministerstwu podlega urząd Konserwatora Zabytków? Co prawda po niedawnych działaniach tego ministerstwa niewiele sobie po nim obiecuję, ale może? Sprawa jest trudna, bo jak dotąd to oni oskarżają Ciebie o wszelkie nieprawości czy zaniedbania, których sami są powodem.

JJ:
Różne rozmowy są w toku i... zobaczymy.

bu3las @ 176.114.236.*

wysłany: 2019-09-09 01:39

Zdrowia życzę Panie Jacku!
Pije Pan piwo, które Pan naważył, ale z determinacją i godnością.

Musi Pan napisać drugą książkę o historii Dworu z uwzględnieniem biurokratycznych perypetii i walki z "wykształconymi (już nie młodzi) z dużego miasta".


JJ:
Dzięki, dzięki. Nie wiem czy piwa nie waży/warzy się przez "rz", to trzeba sprawdzić.
A co do drugiej książki.
Myślę przede wszystkim o dokończeniu badań dziejów Dworu. W książce postawiłem szereg pytań i hipotez do zweryfikowania, tak w badaniach bezpośrednich (dendrochronologia !!!) jak i poprzez rzetelne kwerendy w archiwach zarówno w Polsce (np. w archiwum Schaffgotschów) jak i w Niemczech. Ten zabytek z XIII-wieczną metryką jest ciągle bez historii, na jaką zasługuje.
Natomiast to, co mi Pan, Szanowny bu3lasie, sugerujesz zaiste zasługuje na jakiś solidny produkt medialny. Ale to temat raczej nie dla mnie, może dla Pasikowskiego albo Vegi, choć ten ostatnio chyba stracił formę, bo dał niezły przepał. A ów "produkt" (pisany, czy kręcony kamerą) mógłby mieć wydźwięk kryminalny (bo to "ludzie kupią"), ale głównie przesłanie społeczno-edukacyjne. Choćby po to, abym mógł się "pedagogicznie" wytłumaczyć z tego ważenia/warzenia piwa. Pozdrawiam Pana.

bu3las @ 176.114.236.*

wysłany: 2019-09-12 02:17

Co do "ż", ma Pan rację. W powiedzeniu, którego użyłem, chodzi o warzenie strawy, a nie o ważenie na wadze. Późnym wieczorem wchodzę w stany - nazywam je kwantowe - gdzie "ż" z "rz" nachodzą na siebie.

Mówi Pan, Pasikowskiego trzeba... No np. pouczająca sztuka dla naszego teatru, dla młodzieży. Jak następowało przejmowanie majątku społecznego. Najpierw zaangażowanie społeczne, oddolne, związane z walką polityczną... No właśnie, czy Roman Niegosz miał poczucie, że jest politykiem i to wielkoformatowym? Jak go znałem, to mówił o sobie społecznik, związkowiec. Tacy ludzie odbudowywali Dwór. Na zasadzie entuzjazmu.

I w tą sielankę, wiejską, trochę infantylną wchodzi para miejskich, nowomodnie ukształtowanych cwaniaczków z dużego miasta, związanych z kościołem, czy ewangelizacją - o ile dobrze pamiętam, fundacja charytatywna z biblijną nazwą... I oni, czyli diabeł w przebraniu, chcą zdyskontować w własną kieszeń pracę tamtych społeczników. Bo nie interesuje ich zabytek. Chcą go sprzedać. Czyli wycenić w gotówce pracę tamtych społeczników i ją zainkasować. Nabywca mógłby Dwór sensownie zagospodarować, albo nie - jest postacią neutralną.

Jest pytanie fundamentalne, czyli istota dramatu. Czy to jest uczciwe? Bo, czy zgodne z prawem...? - Przez siedem lat się nie dowiedzieliśmy. Czy w sądzie rozstrzyga się sprawiedliwość? Oto jest pytanie!

Dwór Czarne będzie trwał. Przetrzyma nas. Będzie magnesem ściągającym zainteresowanie...

Chodzi mi o pokazanie postawy np. ministra (chyba Zdrojewski), który niemrawo ustanawiał zarząd komisarza nad fundacją, która popadła w nieład. Przecież my, obywatele oceniajac człowieka winniśmy znać jego czyny. Tak się buduje społeczne zaufanie.

Jako pozytywna postać - prokurator doprowadzający do skazania cwaniaczków. Winniśmy my, ale i potomni znać człowieka z imienia i nazwiska.

O taką monografię Panie Jacku mi chodzi. Może jakaś praca magisterska, licencjacka zebrałaby, uporządkowałaby cały ten proces. Ludzie winni wiedzieć ile dobrego, ile złego robią wokół siebie.

Jacek Jakubiec @ 31.2.48.*

wysłany: 2019-09-12 09:44

Oj to, to, to, Szanowny bu3lasie!
W myślach moich i sercu Pan czytasz. Włącznie z przypomnieniem znakomitego, nieodżałowanego Romka, którego też znałem. Tu ciśnie się na usta nostalgiczne "Co się stało z naszą klasą?"...
Zatem, wielkie dzięki za ten konspekt scenariusza.
Dla faktograficznego ładu trzy poprawki co do ministra, bo: 1) ten konflikt dzieje się głównie w czasach poplatformerskich, czyli po Zdroju..., 2) ...który był od kultury a tu chodzi o tego od środowiska, 3) a ten resort akurat, choć jego szefowie zmienili w tych 7 latach kilkakrotnie, wykazuje przez cały ten czas wolę a i pewną skuteczność w obronie słusznej sprawy. To nie ten minister jest tu "niemrawy" a paru innych VIP-ów.
Raz jeszcze dzięki !

bu3las @ 176.114.236.*

wysłany: 2019-09-15 03:16

Dobrze, że mnie Pan skorygował.

Ubrałbym bogu winnego Bogdana Zdrojewskiego w nie jego szatki.

Aczkolwiek go nie lubię, bo jako złotousty gadacz, wykpił się z odpowiedzialności za nieprzygotowanie Wrocławia do nadchodzącej fali powodziowej. Pamiętam jak uspokajał, że Wrocław jest doskonale zabezpieczony, bo Niemcy przecież już o to zadbali. Bo wiadomo, że Niemcy... To ho, ho...

Dopuścił do zalania archiwów. A ma to konkretny wymiar. Joanna Lamparska w wydanej w tym roku książce "Imperium małych piekieł", w której stara się rozwikłać czym zajmowano się w filii obozu Gross-Rosen w Sieniawce (produkowano tam prawdopodobnie preparaty z ciał więźniów, konsultując się z dr Tadeuszem Doboszem słyszy: nazistowskie preparaty należały do najlepszych, często były robione z jeszcze ciepłych zwłok). Niestety korespondencja obozowa z tego okresu została zniszczona w 97r. - jest nieczytelna. Szkoda, że niemiecka jakość preparatów anatomicznych nie przełożyła się na jakość zabezpieczeń przeciwpowodziowych Wrocławia. Ale ja obstawiam, że polska administracja jest głównym winowajcą.

To moje błędne przypisanie Zdrojewskiemu zaniechania w sprawie Dworu, potwierdza, że pamięć ludzka jest zawodna (7lat), i że z czasem będzie jeszcze gorzej. A nie wiadomo, jakie legendy będą tworzone wokół tego obiektu.

JJ:
Potomni zapamiętają "Zdroja" jak ofiarnie (ekspiacyjnie?) nosił wtedy worki z piaskiem na nabrzeżach Ostrowa Tumskiego. A unicestwienie archiwaliów to zaiste koszmar! Durnotą było składowanie ich w piwnicach...

Wpisz swoje imię, pseudonim:

Wpisz treść: