Kilka słów o mnie

Byłem ministrantem, harcerzem, żeglarzem, modelarzem lotniczym, lekkoatletą, asystentem na Politechnice Wrocławskiej, po Marcu '68 także więźniem komuny.

W 1971 r. życiowe wybory związały mnie z Jelenią Górą. Byłem głównym projektantem jej planu ogólnego. Ówczesna ekologiczna degradacja tych ziem, była impulsem do udziału w obywatelskim ruchu ekologicznym. Odbyłem roczny staż urbanistyczny w Hanowerze, potem studialny pobyt w Meksyku. Od 1977 roku jestem kustoszem Dworu "Czarne". Poza jego uratowaniem od zagłady, mój życiowy dorobek to: rekord Dolnego Śląska juniorów w dysku, kilkanaście nagród i wyróżnień w konkursach urbanistycznych, współorganizowanie Euroregionu Nysa, pierwszej transgranicznej wspólnoty na obszarze byłego bloku wschodniego. Cenię sobie tytuł Człowieka Roku '2006 uzyskany w plebiscycie "Nowin Jeleniogórskich".

Marzy mi się współczesna odmiana pozytywizmu.

Jestem żonaty, mam czwórkę dorosłej dziatwy i sześcioro wnucząt.

Podziel się z innymi

| |

Moje esbeckie teczki (3)

2021-06-06 11:57
Zamykam trylogię. Z czteroletnim poślizgiem.

Dla PT Gości, którzy odwiedzają mój blog po raz pierwszy ta "trójka" w nawiasie wymaga wyjaśnienia. Może zechcą Państwo cofnąć się do dwóch artykułów o tej sprawie z lat 2017 i 2018. Wtedy to musiałem wdać się w mozolne boje, żeby uwolnić się od skutków esbeckiego draństwa. Otóż nie wiedząc o tym, w latach 70-tych "byłem" wydumanym przez SB kapusiem pod ksywą TW "Jakub". Okazuje się, że to jedyny, w każdym razie pierwszy dowiedziony przypadek sfałszowania przez SB oświadczenia o współpracy. Oto pismo, które niedawno otrzymałem z Archiwum IPN w Warszawie:

img



Gdy zamieściłem tę informacje na moim facebookowym profilu zaskoczyła mnie ilość komentarzy i "lajków". A więc kwestia być lub nie, esbeckim kapusiem, choć przecież to temat z dość już zamierzchłej przeszłości, także dziś pobudza refleksje i emocje. Przyznam, że tak jak wtedy (to późne lata 70.) działania SB wobec mojej osoby toczyły się gdzieś obok a ja nie miałem o nich pojęcia, tak i teraz cała akcja uwalniania się od klątwy SB kąsającej zza grobu, nie bardzo mnie emocjonowała. W takich sprawach moim sędzią jest moje sumienie i tyle. Ale nie mogłem pozostać bierny, gdy po otwarciu przez IPN zbiorów i upowszechnieniu "inwentarza archiwalnego" od zaprzyjaźnionych osób zacząłem słyszeć pytania "to jak, współpracowałeś z SB?!". Poza tym, że zdębiałem a potem zaglądnąłem do tego IPN-owskiego zbioru, uznałem że jedyne co muszę uczynić, to niezwłoczne opisać i upublicznić faktografię. Kto ma ochotę, może zerknąć do moich blogowych artykułów p/t "Moje esbeckie teczki". Ostatni z nich, z lipca 2018 r. jest tu -> http://jakubiec.jg24.pl/?txt=97 Reakcji na te artykuły było sporo i były one różne. Łącznie z takimi, że "Wałęsa też mówi, że go podrobili".

Do bardziej zdecydowanego czynu poderwała mnie lektura rozmowy z historykiem z gdańskiego IPN dr. Danielem Wicentym, badaczem działalności SB z jej patologiami, zamieszczonej w numerze 3/2019 tygodnika DO RZECZY. Tytuł: "SB od środka".
No i trafiłem tam na takie słowa znawcy przedmiotu:
"(...) Nie ma żadnego odnotowanego przypadku z lat 70. I 80. "fabrykowania" tajnych współpracowników. TW mógł być zwerbowany byle jak, mógł być współpracownikiem nieprzynoszącym wymiernych korzyści SB, mógł nawet "zerwać się ze smyczy". Nie zdarzały się jednak takie sytuacje, by TW został przez funkcjonariusza "wymyślony"(...)".

A tu moje osobiste doświadczenie mówiło coś całkiem innego. Że owszem, takie wymyślanie konfidenta zdarzało się. Podjąłem więc kontakt z dr Wicentym, naświetlając casus TW "Jakuba", i oto fragment jego odpowiedzi:
"(...) Z dużą uwagą i ciekawością zapoznałem się z Pana listem, jak również wpisami na Pana blogu.
Jeśli chodzi o sformułowanie "Nie ma żadnego odnotowanego przypadku...", to póki co utrzymuję je. Ponownie odświeżyłem sobie pamięć, notatki, wypytuję kolegów, ale nikt dotąd nie opisał przypadku tego rodzaju fikcji, która pociągałaby za sobą sfałszowanie odręcznego zobowiązania do współpracy.
Co się zaś tyczy Pana przypadku, nie wykluczam oczywiście, że może to być pierwszy taki przypadek. Moja wiedza i wyobrażenie o funkcjonowaniu SB raczej przeczy takiej możliwości, ale w obliczu alternatywnych ustaleń gotów jestem je przewartościować. Pozwoli Pan zatem, że spróbuję samodzielnie zajrzeć do teczek TW "Jakub" i wyrobić sobie własny ogląd. Niezależnie jednak od tego dowód, który mógłby mieć w zasadzie rozstrzygający charakter, to opinia profesjonalnego grafologa
(...)".

Dr Daniel Wicenty z dużą życzliwością i cennymi radami wspierał moje dalsze kroki. Pion prokuratorski IPN wziął na warsztat sprawę niżej podpisanego w roli T.W. "Jakuba", o którym to fałszerstwie, złożyłem powiadomienie.

W świetle pisma, które publikuję mogę być usatysfakcjonowany. Z protokołu śledztwa otrzymanego z prokuratury IPN wynika, że były esbek który konfabulował na temat "moich" usług konfidenckich został w IPN przesłuchany a także sprawdzony przez grafologa. Fałszywe zobowiązanie do współpracy to nie jego działo. Może podyktował je sekretarce? Dziś nie do sprawdzenia...
Od dr Wicentego wiem, że przygotowuje kolejną publikację.

Komentarze

anonimous @ 81.219.5.*

wysłany: 2021-06-07 11:26

https://katowice.tvp.pl/43704863/b-funkcjonariusze-sb-odpowiedza-przed-sadem-za-sfalszowanie-teczki-ksiedza


JJ:
Dzięki, interesujące.
Analogia w tym, że i tu i tu była esbecka konfabulacja, aby się wobec szefów "wykazać". W moim przypadku było dodatkowo ordynarne wygenerowanie fałszywego "Zobowiązania" z moim (jakoby) podpisem...

anonimous @ 81.219.5.*

wysłany: 2021-06-07 11:27

https://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,22875072,sad-sledztwo-ipn-ws-sfalszowania-akt-tw-bolek-ma-trwac-nadal.html

Wpisz swoje imię, pseudonim:

Wpisz treść: